Współczesne niewolnictwo

Współczesna forma niewolnictwa

Poniższy wpis przedstawia zagadnienie w ujęciu ogólnym, i będzie zawierał ekspresję językową, czyli słowa powszechnie uznawane za wulgarne i obraźliwe.

Otoczę pana taką rutyną, tak szczegółową, żeby pan nie miał wyboru. Żeby pan był jak ten robotnik przy taśmie, za którego taśma decyduje, co on ma w danej chwili robić. Poza tym na przykład nie pozwolę panu wychodzić na papierosa, każę się wpisywać do książki wejść i wyjść. Te reguły nie będą miały istotnego sensu, ich jedynym zadaniem będzie wsadzenie pana w ramy, z których nie ma wyjścia. I jak już pan będzie spętany, ręce i nogi w kajdanach, może pan robić tylko dozwolone ruchy, to ja muszę swoje ręce rozwiązać. „ Z. Baumann

Dźwięk budzika wyrywa Cię z błogiego snu. Ledwo widzisz, masz uczucie jakbyś miał w oczach piach, i dał Ci ktoś w pysk. Nie chcesz porzucać wspaniałego, bezpiecznego azylu, które daje Ci kołderka i podusia. Wstajesz, i po omacku, nieprzytomnie idziesz do łazienki. Razi Cię światło lampy. Masz zapuchniętą twarz i mętny wzrok. Wyglądasz jak menel po tygodniowym ciągu alkoholowym. Siadasz na sedes, bo w jelitach coś zaczyna buzować, co może wskazywać na nagły atak sraczki, ale chociaż masz kilka minut dla siebie. Przeglądasz w tym czasie, w ramach rozrywki coś w telefonie lub starasz się przeczytać fragment jakiegoś tekstu w pozostawionej obok kibla książce lub gazecie. Po pierwszych kilku zdaniach nie rozumiesz z treści nic. Powoli łapiesz kontakt z rzeczywistością. I już dopada Cię poczucie totalnego wkurwienia. W pośpiechu pijesz kawę. Próbujesz zjeść cokolwiek, chociaż odrobinę, bo żołądek masz ściśnięty z nerwów. I odsuwasz na bok świadomość, że w przyszłości grożą Ci wrzody. Ciśnienie i puls są znacznie ponad normę, ale na razie myśl o niebezpieczeństwie jakim może być udar, starasz się ignorować. Zaczynasz się pocić, gdy wychodzisz z domu, choć nie było jeszcze żadnego wysiłku.
Wsiadasz na rower albo do samochodu, mimo tego, iż wiesz dobrze o tym, że nie powinieneś korzystać z takiego transportu, bo poziom Twojej koncentracji jest bliski zeru. Masz jakąś alternatywę – może lepiej skorzystać z autobusu lub tramwaju. Kurwica dopada Cię już na przystanku, bo wiesz, że za chwilę staniesz się elementem składowym tej całej ściśniętej hołoty, która będzie na Ciebie sapać, dyszeć, kichać, kaszleć, trącać Cię, dotykać, i przepychać, stojąc często niewłaściwie do wyjścia, robiąc zator i mając jeszcze pretensje. W tym koszmarze pocieszasz się jedynie myślą, że może uda Ci się zjeść, choćby kawałek pieczywa, drożdżówki, batonika. Rozglądasz się i widzisz wokół ciągle to samo: przybicie i przygnębienie. I tak dzień za dniem, wiecznie spieszący się durnie, o tępym wyrazie twarzy, którzy wcale nie chcą „gdzieś tam” iść, jadących w milczeniu, ze snem na oczach, gapiących się wiecznie w swoje „czarne lustra”, pogrążonych w wegetacji. Do sytuacji pasuje piosenka Bogdana Smolenia pt. „Pospolity polski święty”; „…i kleją się oczy, i żal jest tej nocy, i świata co miał być wspaniały…”. Docierasz na miejsce swojej tzw. pracy. Mijasz ludzi podobnych do Ciebie, i próbując zachować kulturę, witasz się słowami „dzień dobry”, a w Tobie aż się gotuje! i myślisz: „jakie kurwa dzień dobry, weź spierdalaj! A tak w ogóle, to wszyscy się ode mnie odpierdolcie”. Zaciskając pięści i zęby, sztucznie się uśmiechasz, pomimo tego, że hormony stresu mają już taki poziom, że za chwilę wyleją się z Ciebie przez uszy. Wpadasz w ciąg negatywnych myśli i emocji: poczucie beznadziei i monotonii, zaburzony system i degeneracja wartości, frustracja, agresja, poczucie istnienia bezsensu i celu, zaburzenia psycho-somatyczne, wypalenie całkowite, złość, gniew, smutek graniczący z rozpaczą. Zaczyna rodzić się w Tobie bunt, autorefleksja i dochodzisz do wniosku, że coś tu jest nie tak – zaczynasz samodzielnie myśleć – a to już wręcz milowy krok postępu samoświadomości. Zaczynasz czuć się „w systemie” źle, paskudnie, z obrzydzeniem witasz kolejny dzień. Dociera do Ciebie to, że tam, gdzie wszyscy myślą to samo, nie myśli tak naprawdę nikt. Zaczynasz utwierdzać się w tym, że tryb życia w jakim tkwisz, jest pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Łapiesz się na tym, że Twoim marzeniem jest to, że być może kiedyś w końcu ze spokojem zaczniesz się odżywiać jak należy i być może w końcu się kiedyś wyśpisz.

Gdy stajesz się produktem przyzwyczajeń

Zasypiasz ze świadomością, że następnego dnia, będziesz znów w miejscu, którego nienawidzisz, żeby stać cię było na życie prywatne, którego i tak nie masz, bo przebywasz w znów w tym samym miejscu, gdzie być nie chcesz.”

Czasy się zmieniają, ale zapewne masz skopiowany wzór postępowania wyniesiony z domu, gdzie system wychowawczo – propagandowy ma za zadanie wpoić i tak ukształtować dziecko, by w przyszłości było kontynuacją (na obraz i podobieństwo) narzuconego systemu. Pewnego rodzaju kierat jakim jest niewolnicza praca na tzw. etacie, jest wpajana od najwcześniejszego dzieciństwa. A błędne koło zazwyczaj wygląda np. tak: osoby będące rodzicami, wstają rano do roboty, zostawiając swoje potomstwo w przedszkolu na kilka godzin dziennie, na czas wykonywania czynności zarobkowych. Kiedy to małemu człowiekowi w tym wieku i w tej fazie rozwoju poznawczego najbardziej jest potrzebne obcowanie z najbliższymi i ze względu na naturalną gospodarkę hormonalną powinno się wy-sy-piać! No ale już ma wpajane, że porządek dnia musi wyglądać tak, a nie inaczej. Następnie przychodzi etap szkoły, w której panuje już namacalny, godzinowy model zachowania, tzn. przebywania poza domem od-do, i zmuszania do odgórnie narzuconych norm zajęć, zachowań, i układania rytmu pod wymogi systemu edukacji (o edukacji było już w innym artykule). Kolejno, w zależności od rodzaju czy ilości szkół, nadchodzi moment wdepnięcia przeważnie w to samo gówno i przy okazji rozmnożenia się, posyłanie następnej, nieszczęsnej istoty w ten sam ucisk. Oczywiście młodym człowiekiem należy pokierować, zadbać o jego relacje społeczne, ale także pytać, dyskutować, rozmawiać z młodą osobą, o tym, że są inne perspektywy, że jest inna droga, by żyć po swojemu tzn. spełniać się, a nie iść utartą ścieżką powtarzalności. I nie należy ani za bardzo tego ułatwiać, ani też za bardzo utrudniać. Chodzi o to, żeby pomóc, zachęcić, by młody człowiek miał jakiś wybór, żeby pokazać mu szersze horyzonty i przedstawić całe spektrum możliwości, a nie tylko „kopiuj-wklej” do niewolniczego systemu.

Mentalny BETON! czyli wpojony system „ludu pracującego”

Frederick Winslow Taylor na przełomie XIX i XX wieku, stworzył koncepcję i system zarządzania zwany potocznie Tayloryzmem. Tayloryzm miał na celu zwiększenie efektywności pracy poprzez analizę i standaryzację procesów produkcyjnych. Wprowadził on m.in. podział pracy na czynności w czasie, standaryzację narzędzi, i normowanie pracy na podstawie analizy czasu wykonania poszczególnych zadań.

Czasy się zmieniły i coraz częściej słychać o odchodzeniu z utartej ścieżki pracy i zarobkowania. Zatwardziali w swojej betonowej mentalności i skażeni dawnym systemem, nie widzą innego sposobu egzystencji jak odbijać kartę godzinową na zakładzie lub w firmie OD – DO, przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, w celu pozyskania środków finansowych. Przerastają ich nowe formy myślowe, za którymi mentalnie nie nadążają przez stare, oklepane przyzwyczajenia. Nie wiadomo czy to wynika z wpojonej ideologii dawnego systemu „ludu pracującego miast i wsi”? Hasło: „CHWAŁA LUDZIOM DOBREJ ROBOTY”, już dawno przeszło do prehistorii, a model: do pracy, w pracy, z pracy – stało się jedynie anachronizmem, ale wielu jeszcze tego nie dostrzega, i uparcie trzyma się mentalności rodem z „lat słusznie minionych”, jakby etos pracy stanowił wartość totalną. Nieważne, że nie zarabiasz, i to jakim kosztem siebie. Nieważne, że śniadanie ostatnio jadłeś „przy okazji”, a potem zasypiasz nad kolacją. Nieważne, że wszystkie relacje się Tobie rozpierdalają. To wszystko jest nieważne. Ważne jest to, że łazisz do roboty, i oczywiście nie dla pieniędzy, tylko dla idei. W zasadzie nie musi Tobie nikt płacić – ważne żebyś przestał myśleć i wypełniał posłusznie rozkazy ideologii, schematu. I absolutnie nie patrz na swój czas dla siebie. Kpisz sobie? Przecież wszystko już masz ustalone: każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok masz z góry zaplanowany, łącznie z przymusowym urlopem. Oj, nie pierdol bzdur, przecież kochasz żyć w kajdanach! Uwielbiasz mieć klapki na oczach, i jak ktoś lub coś steruje Twoim życiem. Ubóstwiasz to uczucie, gdy jesteś na łańcuchu, jak zniewolone zwierze na ograniczonym wybiegu czując nad sobą bat. Grunt, że micha jest pełna za posłuszeństwo. Dziwisz się, jak ktoś może egzystować na wolności. Przecież to nie do pojęcia, że ktoś zrzucił kajdany. Jeśli Tobie by się to przydarzyło i masz sposobność, by stać się wolnym, to to odrzucisz, bo z rozkoszą będziesz chciał wrócić w niewolę, ponieważ nie wyobrażasz sobie samostanowienia.

Przykładowy język nasączony wytartymi sloganami – zostań naszym niewolnikiem!

„Kiedy cała twoja wypłata idzie na czynsz i rachunki oraz na jedzenie, wtedy twoja praca przestaje być procesem ewolucji, staje się aktem przetrwania, co w rzeczywistości nazywa się niewolnictwem. I faktycznie; niczym się nie różnisz od niewolnika, z tym że, te podstawowe rzeczy musiał tobie zapewnić twój właściciel.”

Pewnie też masz taką nietypową pasję zwaną życiem. Zapewne też masz dziwne hobby z tymi życiowymi kwestiami związane, jak poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, dach nad głową, nieograniczony dostęp do pożywienia i środków finansowych pozwalających na swobodną egzystencję według własnych potrzeb w otaczającym Cię świecie. Super! Jest w Tobie mnóstwo chęci do działania. Masz w sobie ambicje i wiesz, że czasem warto się ugiąć albo zamilczeć lub poświęcić się dla (teoretycznie) własnego dobra. Zaczynasz szukać takiego sposobu zarobkowania, który da Ci ogół tego, co powinno być podstawą swobodnego bytowania. No i (najprościej rzecz ujmując) wertujesz ogłoszenia o tzw. pracę, które mają za zadanie przyciągnąć Twoją uwagę, w celu (niby) korzyści dla Ciebie tzn. zarobkowej. Czytasz i analizujesz:

  • Opis stanowiska – Robol niewolnik! Będziesz odpowiadał za np. kolejne fazy konserwacji powierzchni płaskich, za wdrażanie nowych technologii przy taśmie produkcyjnej (przyciskami!) albo za koordynację dostaw w callcenter naciskając odpowiedni klawisz na klawiaturze oraz przerzucając stos kartek papieru z lewa na prawo, i z prawa na lewo, których i tak nikt nigdy nie czyta (będzie się to nazywało raportowanie). A co się wiąże faktycznie ze stanowiskiem, po co to jest, i czego dotyczy, to tak na prawdę nikt nie wie. Masz się znać na wszystkim tak czy inaczej, choć niewiadomo po co. Oczywiście Twoje stanowisko będzie podlegało pod piątego managera z działu, i ósmego zastępcę dziesiątego podkierownika pionu prezesa do spraw nieistotnych, przy współudziale piętnastu brygadzistów kontrolujących następnych dwudziestu koordynatorów.
  • W związku z dynamicznym rozwojem naszej firmy/w dynamicznym zespole… – Co to znaczy dynamiczny rozwój czy zespół? Że masz w jakiejś hali czy biurze chodzić szybkim krokiem? A może biegać? A może ktoś uważa, że jak nie masz szybkich ruchów, to brak Ci tej dynamiki? No, trudno to określić precyzyjnie. A może tu chodzi o jakiś termin z fizyki? Bo coś się tam kiedyś słyszało o dynamice. Przecież to życie jest dynamiczne, a nie jakaś firma. Rozwijać to można dywany lub srajtaśmę z rolki, bo na pewno nie rozwiniesz siebie, gdy większość dnia tkwisz w opresyjnej dyktaturze.
  • Wymagania/oczekiwania – Wymagania, to można mieć w szkole na sprawdzianie lub podczas egzaminu na prawo jazdy albo w związku z daną umiejętnością w ścisłej profesji, a nie do przerzucania kartonów czy klikania w jakieś tabelki. Jeśli czegoś ktoś od kogoś wymaga, to musi to działać w dwie strony. Niestety działa to zazwyczaj w jedną stronę, z reguły na Twoją niekorzyść.
  • Doświadczenie zawodowe – Najlepiej minimum 20 lat lub więcej, bo Ty musisz od razu wszystko wiedzieć i umieć od pierwszego dnia. A żaden debil nie wpadnie na to, że Ty po to na dane stanowisko aplikujesz, żeby owe doświadczenie zdobyć, tym bardziej, że masz ambicje i chęci do tego, by się czegoś nowego nauczyć.
  • Kwalifikacje i wykształcenie + znajomość języków obcych – Nie ważne, że masz jakąś wiedzę (lub chcesz ją zdobyć), nie liczy się to, że jesteś samoukiem w wielu dziedzinach, nieistotne jest to, że chcesz się wdrożyć w coś nowego. Najważniejszy jest papier! Z obserwacji dobrze wiesz, że najbardziej bzdurne i dobrze płatne stanowiska są obsadzane przez kretynów, bo mają papier albo układy i układziki, koneksje, znajomości. Wiesz też dobrze o tym, że często wykształcenie i dyplom, nie idą w parze z umiejętnościami, a nawet kulturą osobistą. Nie zdobędziesz posady zamiatacza, dostawcy, pracownika myjni samochodowej, bo masz za wysokie kwalifikacje. Też nie uda się Tobie zdobyć stanowiska krawaciarza – biurokraty w korporacji, czy przedstawiciela w jakiejś branży, bo masz za niskie kwalifikacje. A, i nie znasz przynajmniej pięciu języków (z mandaryńskim i suahili włącznie), i obsługi promu kosmicznego, mimo, iż aplikujesz do firmy krajowej na banalne stanowisko, które jest ubrane we wzniosłe słowa, mające na celu robić wrażenie i brzmiące jak teoria fizyki kwantowej. Absurd goni absurd!
  • Chęć podejmowania nowych wyzwań, możliwość awansu – Nie ulegaj fantazji. Wyzwania to nic innego jak stałe dokręcanie śruby, by wycisnąć z Ciebie wszystkie soki do granic możliwości. Gdy cały Twój potencjał i zapał, (by coś zyskać lub przeskoczyć o szczebelek wyżej w hierarchii) zacznie słabnąć, to się Tobą znudzą i wyjebią na śmieci. Nie oszukuj się, obojętnie jak byś się starał, co sobą reprezentował, i jakie wyzwania chciał podjąć, awans zawsze dostaje największy cham, imbecyl, lizus, kłamca, prymityw, dupowłaz i cwaniak. Czasami lepiej jakichś chęci w ogóle nie wykazywać, bo to się prędzej czy później obróci przeciwko Tobie i nic dobrego dla Ciebie z tego nie wyniknie.
  • Oporność na stres – Jeśli ktoś na starcie w ogłoszeniu sugeruje, że będzie stresująco, to od razu powinna się Tobie włączyć „czerwona lampka ostrzegawcza”. Ty już masz w życiu sporo stresów, a jeszcze ktoś chce Tobie dołożyć kolejne, by Cię dobić. Nie upadniesz już tak nisko, żeby brnąć w jakiś chory układ?
  • Zakres /codziennych?!!/ obowiązków – Oż kurwa! już Ci ktoś organizuje życie, Twój czas, i codzienne obowiązki! Obowiązków, to Ty masz mnóstwo, właśnie codziennie; względem siebie, domu, rodziny. A tu Ci jeszcze chcą coś dołożyć na siłę, i już nikt nie pyta o to, czy podołasz temu wszystkiemu, gdy zabiorą TWÓJ CZAS! Bo przecież z założenia masz wszystko poświęcić firmie, a nie sobie. Co za pierdolenie, że masz jakieś swoje życie, pasje, zajęcia – jakaś bzdura, fanaberia. Ty nie masz żyć po swojemu, TY MASZ OBOWIĄZKOWO ZAPIERDALAĆ!

Oferujemy:

  • Stabilizacja zatrudnienia – Chwila moment: stabilizować, to można złamaną rękę w gipsie, kark w gorsecie szyjnym albo słup przy drodze. Aaa, już wiesz, dotarło do tej łepetynki, jaki tu jest pięknie ujęty złudny podtekst: to jest opcja zakucia w dyby i pozbawienia wszelkiej indywidualności z szantażem w tle pod presją. „Jak koń dobrze ciągnie wóz, to mu się na ten wóz stale dokłada…”. Jak coś pójdzie nie tak, to nie będziesz już pasował do stabilnej układanki, więc się nie łudź, że cokolwiek jest stabilne.
  • Rodzinna atmosfera – Patrzysz na grafikę zawartą w ofercie, i widzisz stado uśmiechniętych półgłówków w firmowych uniformach lub w garniturach, z jakimiś laptopami lub notatnikami w dłoniach. Myślisz sobie: „o ja pierdole”. Jak tak ma wyglądać ta cała rodzinna atmosfera, to lepiej podziękować za taką rodzinę, i trzymać się od tego z daleka. Wiesz przecież z doświadczenia, że z rodziną najlepiej mieć dystans, i to spory, aby nie ucierpiało Twoje zdrowie psychiczne, a tu możesz być stale narażony na rozstrój nerwowy.
  • Weekendy wolne – WOW! Twój łaskawca, Pan życia, daje Ci możliwość zdjęcia obroży po pięciu dniach zapierdalania, by złapać trochę oddechu przez dwa dni. Niesamowite! Zdawałoby się – pełna radość po spuszczeniu z łańcucha! Wiesz dobrze, że to tak nie działa. Najpierw musisz odespać, potem nadganiasz swoje zaległe sprawy, więc tak naprawdę nie odpoczywasz lub nie potrafisz odpoczywać. Dobrze by było jakoś się wyżyć, by cały skumulowany stres z siebie wyrzucić. Możesz imprezować, uciec w sport lub używki, pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, ale masz świadomość, że to tylko ulga na chwilę, bo w perspektywie czeka Cię znów to samo. Więc te wolne weekendy są Tobie potrzebne jak w dupie koszula, nic z tego nie będziesz mieć, bo to w tygodniu potrzebujesz więcej czasu dla siebie. Raczej postulujesz za opcją elastycznego czasu pracy, a te wolne weekendy niech sobie wsadzą gdzieś.
  • Dogodne miejsce pracy – Tak, tak! Najczęściej gdzieś na drugim końcu miasta lub jakimś zadupiu, w polu, w jakiejś pipidówie kilkadziesiąt kilometrów jazdy w jedną stronę, gdzie nawet ptaki zawracają. Tak to najczęściej wygląda jak w cytacie z filmu Stanisława Barei pt.”Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”. Nic dodać, nic ująć:
    „-Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie: wstaję rano, za piętnaście trzecia; latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację, więc tylko wstaję i wychodzę.
    -No, ubierasz się pan.
    -W płaszcz. Jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
    -Aaa… fakt!
    -Do pekaes mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest pekaes.
    -I zdanżasz pan?
    -Nie. Ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się.
    -He, he.
    -Przystanek idę do mleczarni – to jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa (mleko, widzi pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada). W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny i do Stadionu, a potem to już mam z górki. Bo tak: 119, przesiadka w trzynastkę, przesiadka w 345 i jestem w domu, znaczy – w robocie. I jest za piętnaście siódma! To jeszcze mam kwadrans – to sobie obiad jem w bufecie. To po fajrancie już nie muszę zostawać żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra dwudziesta druga pięćdziesiąt jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie i idę spać.”
  • Wynagrodzenie – Patrzysz, patrzysz, i nie dowierzasz. Nie dość, że w ogłoszeniach nie ma przeważnie podanej kwoty wynagrodzenia, to jeśli jest o tym jakakolwiek wzmianka, po dłuższym zastanowieniu się, dochodzisz do wniosku, że nie opłaca się Tobie marnować swojego cennego czasu i życia na zarobek w miejscu, gdzie będziesz wykonywał ślepo polecenia innych. Po przeliczeniu okazuje się, że będziesz sprzedawać swój czas za grosze, bo po opłatach zostanie Ci tylko marna kwota na żarcie, i nie będzie Cię stać na nic. Ba! O oszczędnościach na „czarną godzinę” możesz pomarzyć. Zależność między przepracowanym czasem, a wynagrodzeniem za ten czas będzie znikoma.

Buractwo totalne

Nie obwiniaj klauna, że zachowuje się jak klaun. Zadaj sobie pytanie, dlaczego wciąż chodzisz do cyrku.”

Zderzasz się z rzeczywistością. Dobrze wiesz, jakie są realia i że większość ogłoszeń to jedna wielka ściema. Masz świadomość, że obecna ewolucja niewolnika polega na tym, że zamieniono łańcuch na szyi, w bardziej subtelną formę, jaką jest smycz z identyfikatorem. Burak, z początku, będzie Cię traktował poważnie, uśmiechał się, roztaczał krasomówczą aurę iluzji wartości, jak tu jest cudownie, jaką ważną rolę bodziesz spełniać, ile Tobie już z góry zawdzięcza, i jak się cieszy, że Cię widzi w zespole oraz jakie cudowne perspektywy Cię czekają. Na koniec oznajmi Tobie, że coś tam Ci zapłaci, będzie wił się w niejasnościach, ale ile i za co, i na jakich zasadach, to już konkretów brak. Będzie Cię mamił tym, jaki to możesz mieć wpływ na wszystko: od np. zarządzania przypisanym na stanowisko mopem, do swobodnego zaaranżowania czynności i wystroju biurka. Nie powie Tobie tylko o jednym: podpisując „cyrograf”, stanie się Twoim władcą, właścicielem. Będzie uzurpował sobie prawo do rządzenia Twoim życiem, i na zasadzie wysublimowanego nękania, stworzy z Ciebie niewolnika na każde zawołanie 24h/7. A jak wiesz, niewolnik nie ma żadnego wpływu na swoją pracę, jej tempo lub sposób wykonywania, a pieniędzy zarobi tyle, by udało mu się nie umrzeć z głodu. Twoja praca oczywiście jest warta więcej, ale cała nadwyżka trafia do kieszeni Buraka. Ty, jako katorżnik, będziesz pracował pod dyktando nadzorcy Buraka. Nie będziesz mieć kontroli nad rezultatami. Będziesz wyzyskiwany, zdominowany i szantażowany ekonomicznie.

Królestwo absurdu nr 1

„Aby robotnik pracował efektywniej, musi mieć zapewnione podstawowe dobra egzystencjalne: mieszkanie, wystarczającą ilość jedzenia, oraz pensje, którą może wykorzystać na coś więcej. A jest zupełnie odwrotnie.”

A jak zazwyczaj wygląda mentalność „Szefa – Buraka”? Znaną rzeczą jest, że im wyższe stanowisko, tym większe nieróbstwo za duże pieniądze i zmęczenie własnym ściemnianiem. „Szef – burak” pobiera gratyfikację pieniężną, kilka lub nawet kilkanaście razy większą, niż szeregowy pracownik. Będzie się chwalił, jaki zysk i obroty wygenerowano w firmie w ciągu np. roku, i upojony sukcesem, utwierdzać się będzie w tym, że to wszystko dzięki niemu. Oczywiście Ty nic z tego nie będziesz mieć. Zyskają na tym tylko zarządcy obdarowani sporymi premiami (poganiacze niewolników -kierownicy, koordynatorzy, i inne nieroby). A to właśnie Ty jesteś tym trybikiem, najbardziej upoconym, który tak naprawdę ma największy wkład. Jeśli wytwarzasz na określonym polu działania jakieś dobra (materialne i niematerialne), i gdzie Twoja funkcja ma faktyczny sens, bo przyczyniasz się do wnoszenia zależnych wartości dla dobrostanu lub funkcjonowania innych, to należą się Tobie z tego zyski, a nie ochłapy! Niestety, Burak jest tak zaślepiony pomnażaniem pieniędzy, że nie widzi już innego człowieka i jego podstawowych potrzeb, dzięki któremu, może sobie pozwolić na taki status materialny jaki ma. Dotyczy to bardziej sektora prywatnego, ale w państwowym jest podobnie.

Nie możesz liczyć na dobre wynagrodzenie, bo Burak ma stale te same argumenty: „Nie mam teraz pieniędzy. Ty nie wiesz jakie ja ponoszę koszty? Ty sobie nawet nie wyobrażasz!” – Zgadza się. Własny biznes, to są ogromne koszty, ale jeżeli się kogoś zatrudnia, to trzeba być konsekwentnym. Są, są wydatki: wypasione felgi za tysiące, do kolejnego auta w kolekcji wartego milion. Tak, faktycznie, są koszty, bo przecież trzeci apartament trzeba kupić, i go wyposażyć w najnowsze technologie. Aaa, nie należy zapominać, o tym, że nie kupuje byle czego. No musi się jakoś reprezentować: zakupy w butikach, w Mediolanie lub Paryżu robi hurtem i konsumuje w knajpach o najwyższym prestiżu. Ty nawet nie wiesz, ile go to kosztuje. O samych podróżach już nie wspominając. A Ty pracowniku: żryj przetworzone żarcie ze słoika, w wynajętej kawalerce, która przypomina wystrojem melinę z czasów PRL, z opłatami z kosmosu. No, nie ma dla pracowników pieniędzy. No, skąd on wyczaruje forsę jak ma tyle wydatków, a Twoja wypłata będzie wyliczona co do grosza.

Buractwa wywodów ciąg dalszy:

„Szef – Burak” będzie się posługiwał złośliwą nowomową, nacechowaną kłamstwem i złą wolą. Będzie Ciebie agresywnie obwiniał o jakieś wyimaginowane problemy. Nie dostrzeże tylko przez krótkowzroczność tego, że to właśnie narastające komplikacje, są spowodowane przez przyczyny, a nie sam skutek. Będzie budował dystans i zabijał w Tobie inicjatywę, wywoływał poczucie strachu, ograniczając Twoją samodzielność przy braku rozwiązań. Bazować będzie na sprzecznych do sytuacji, wydawanych rozkazach, które często mają się nijak do rzeczywistości. Notorycznie, podkreślając argument: „Ja mam rację, bo jestem twoim szefem (czyt. właścicielem)” , ” wszystko wiem, ale tak ma być”. Odzieli się od spraw, przy braku wykazania współpracy: „Twój problem, nie mój”, jednocześnie kontrolując Ciebie: „Co z tym zrobiłeś/Co teraz robisz”, momentalnie zmniejszając w Tobie zaangażowanie. Nie będzie udzielał przejrzystych informacji, wymigując się od odpowiedzi, w stylu: „Nie musisz tego wiedzieć”.

Przez swoje zaślepienie, i brak umiejętności spojrzenia z innej perspektywy, nie dojrzy błędów w procedurach, tylko w człowieku, a banalny problem urośnie w jego oczach do rangi kryzysu! To, że ktoś jest szefem, nie znaczy, że jest mądrzejszy w jakiejś dziedzinie. Ignorancja Buraka dotycząca realiów, i niechęć do innego podejścia lub zmian, spowoduje to, że ton rozkazujący obniży morale: „do roboty”, „jak ci się nie podoba to cześć, nie ma nakazu pracy”. Zgadza się, ale gdy skład osobowy się zmieni, to problem nadal pozostanie ten sam. Burak wprowadza atmosferę niepewności i zagrożenia, korzystając z pozycji tyrana, ale nie pamięta o jednym: przez swoje zachowanie nie zyska szacunku i zaangażowania oraz wiecznie będzie się zmagał z problemami, które tak naprawdę sam stwarza.

Królestwo absurdu nr 2 – przerost formy nad treścią

„Po co robić coś po prostu, skoro można robić to bardziej skomplikowanie?”

Masz za sobą już jakieś doświadczenia zawodowe (zarobkowe), i nieważne czy byłeś fizolem, czy aspirującym typem w garsonce lub krawacie albo innym uniformie. Wyostrza się w Tobie zdolność obserwacji. Widzisz wokół siebie ciągle jedno i to samo: niewydolne, scentralizowane truchło systemu, z gigantycznym przerostem pojebanej biurokracji. Przytwierdzeni od dekad, do tych samych stołków „specjaliści”, których uformowały okoliczności, a nie to, że się faktycznie na czymś znają, będą Tobie wmawiać, jacy to oni są ważni, ile od nich zależy, i że w ogóle gdyby nie oni, na danym stanowisku, to by się już dawno ta instytucja czy firma zawaliła. Będziesz mieć do czynienia z maniakami przepisów, specjalistami i ekspertami od spraw niepotrzebnych lub wymyślonych. Wiele stanowisk jest złudzeniem, ale istnieje tylko dlatego, że zajmujący je pracownicy potrafią przekonać samych siebie i innych, iż są ważni.

Pani/Pan Dyrektor – Szef, czy inny manager, jest tak zajęty przeglądaniem internetu, że zwracając się do niego bezpośrednio, oznajmi, że nie ma czasu. Poleca zwrócić się do zastępcy. Zastępca flirtujący z trzema podległymi sekretarkami, kończąc czwartą kawę, machnięciem dłoni odeśle do pięciu kierowników. Kierownicy stwierdzą, że nie są od „czegoś tam”, bo to nie ich sprawa, przekierują do biura administracji. W administracji, w jednym pomieszczeniu siedzi pięć asystentów; pierwsza osoba przyjmuje sprawę, druga osoba zatwierdza papier, trzecia osoba przybija pieczątkę, czwarta osoba zajmuje się ksero i drukarką, piąta osoba kładzie w przegródkę z napisem: Do Dyrektora. Wszelkie procedury będą przeciągane w czasie i oczywiście jeżeli zwrócisz jakąś uwagę, spotkasz się z agresją i argumentem typu: „my jesteśmy tak zajęci, wykonujemy tak istotne zadania, którymi jesteśmy tak zmęczeni, że już nie dajemy rady”. Najlepiej sprawiać wrażenie zapracowanego, i udając skupienie, gapić się w monitor, usprawiedliwiając swoje istnienie mimo kompletnego braku sensu, stale klikając i przerzucając papierki. To jest kurwa jakaś farsa! I na to są pieniądze! I to niemałe!

Dostrzegasz cały ten idiotyzm z coraz bardziej rozrastającą się i nikomu niepotrzebną administracją. Bezcelowe zawody i funkcje, tych wszystkich zbędnych managerów, kierowników, liderów, i innych koordynatorów – bumelantów oraz fikcyjnych pseudo specjalistów bez większego znaczenia, którzy są tylko po to, żeby sprawiać wrażenie stanowiska, które wymyślono, żeby mieć sztuczne zajęcie. Niektórych praca polega jedynie na obserwowaniu, mierzeniu, i ocenianiu innych, wykonujących naprawdę ważne zadania. Zamiast likwidować zbyteczne stanowiska, i poświęcać więcej uwagi na ważniejsze sprawy, to rozrośnięta biurokracja w swoim istnieniu próbuje udowodnić, jaka to jest niezastąpiona. Nabijają tylko dupogodziny, generują koszty, a ich praca jest bezcelowa dla innych, niepotrzebna, a nawet szkodliwa. Tacy ludzie nie potrafią nawet uzasadnić, wytłumaczyć sensu czynności, istnienia funkcji, jakiegoś zadania lub pseudo – projektu.

Znany był kiedyś pewien eksperyment, jaki przeprowadził „korpo-szczur”, który przerzucając te swoje nic nieznaczące tabelki i raporty, wpadł na pomysł, by pewne dokumenty wypełnić największymi bzdurami jakie mu tylko przyjdą do głowy, np. przepis na ciasto i liczby oraz słowa, które kompletnie były nie na temat. W rezultacie, przez długi, długi czas, nikt się nie zorientował, co tam nawypisywał. Wniosek był taki, że pewne rzeczy są kompletnie bez znaczenia, bo i tak nikt tego nie czyta. No, ale plan w ilości papierów trzeba zrealizować, utrudnienia i wymysły trzeba tolerować, czytać i odpisywać na durne maile także. A ten, kto wymyśla te wszystkie utrudnienia, ma niesamowitą satysfakcję w komplikowaniu życia innym i jeszcze bierze za to dużą forsę.

Tak to właśnie jest, więc po co coś zmieniać

„Musicie się wszyscy zmienić, żeby dopasować się do systemu! A nie lepiej zmienić system, żeby pasował do nas wszystkich?”

Zderzasz się murem nie do przebicia, i słuchasz wywodów demagogów różnej maści, którzy stale powtarzają te same utarte formułki, to zaczynasz się gotować. Nie możesz już znieść pierdolenia tych zaślepionych gejzerów wzniosłości, przystrojonych w wiarę w swoje zasługi, wielką mądrość i „złote rady”, które często słyszysz od tych, którzy poszczycić się mogą… jedną pozycją w CV. To najczęściej jest typ, który przez całe życie trzymał się kurczowo jednej idei i w swoim mniemaniu chce uchodzić za wyrocznię, mędrca i proroka, a tak naprawdę „w dupie był i gówno widział”. Wiesz doskonale, że rozmowa z wyznawcą upadłych ideałów nie ma sensu, lepiej w ogóle nie zaczynać dyskusji, bo będzie powtarzał jak mantrę, że przecież tak musi być, tak jest dobrze i że on wie najlepiej. W swoim patologicznym myśleniu będzie moralizował do mdłości o słuszności bycia ślepo posłusznym przez tępą pokorę, i mierzył swoją miarą. Jego ciasne horyzonty myślowe nie pozwolą na inne funkcjonowanie, jak tylko tkwienie w kulturze zapierdolu, bo musi jakoś uzasadnić racje swojego bytu. Każdą rozmowę będzie zaczynał i kończył: „…gdzie pracujesz..? / jak w robocie..?” albo „…nie mogę, bo do roboty… / …nie mam czasu, bo w robocie…”. Tego już się nie da słuchać, rzygać się od tego chce. Dla niektórych praca jest wymówką na wszystko, a słowo – „muszę”, zastąpiło słowo – „mogę”.

Osobnik widzący swoją egzystencję w kajdanach formatu, będzie brnął w koleinach samozaprzeczenia i wiecznie użalał nad swoim losem, jak taki chomik w terrarium – byle biegać bez sensu w kołowrotku, ale biega i ten bezsens go napędza. Presja ideologii jest tak potężna, że nie widzi tego, iż są możliwości zarobkowania na zasadzie: „są sposoby bzykania, bez dupy ruszania”. Gdy zada Tobie pytanie: „Gdzie pracujesz?”, a Ty odpowiesz: „Nigdzie. Ja zarabiam, a nie pracuję. Jestem wolnym człowiekiem”, to zrobi wielkie oczy ze zdziwienia: „Że cooo…???”. Twoja odpowiedź nie będzie pasowała do jego schematu wąskiego postrzegania świata. Nie ogarnie w swoim prymitywnym myśleniu, że Ty po prostu zarabiasz i nie musisz gdzieś przebywać od-do. Oczywiście będzie Cię oceniał stereotypowo dziwiąc się: jak to możliwe, że Ty nie chodzisz nigdzie do roboty, a zarabiasz? A gdy zobaczy, że wolność polega na tym, że żaden Pan i Władca nie ustala Tobie reguł życia, i gdy widzi np. że ktoś sączy już w południe drinka w knajpie albo siedzi większość dnia w parku czytając książkę, to stwierdzi: „jak to??? ci ludzie nie są w pracy??? co oni tu robią???”. Właśnie ci ludzie stworzyli sobie takie możliwości, że stać ich na swobodną egzystencję. Odkryli pomysł na zarobkowanie, i porzucając wszelkie schematy stali się wolni.

Gdy sztywne ramy egzystencji zaczynają wywoływać w Tobie wstręt

„Jeśli wpada nam do buta mały kamyk, początkowo nie zwracamy na niego uwagi. Ale w końcu przez ten niepozorny kamyk, nie jesteśmy w stanie iść dalej”.

Zadajesz sobie coraz więcej pytań, i dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Masz coraz większą świadomość pewnych mechanizmów. Zastanawiasz się: czy czuję się tak, jak chciałbym się czuć? Masz nieodparte wrażenie, że zaczynasz dostrzegać coś więcej, że istnieje jednak świat żywych barw, odcieni i świateł. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że otaczają Cię sami nudni idealiści, opętani kulturą zapierdolu, neurotycznego pośpiechu i zniecierpliwienia. Piewcy fałszywych dogmatów, roszczących sobie niepodważalne pseudo prawo do moralizowania na temat sposobów zarabiania i życia. Jesteś stale, człowieku, bombardowany dyktaturą ciemniaków, którzy są tak zafascynowani swoją pętlą na szyi, że nawet nie zauważają, jak owa pętla się zaciska. Będą upierać się w tym, że narzucony kierat jest jedyną słuszną drogą w życiu, a także to, że przecież z założenia: „robisz swoje, i wychodzisz”. Nie ma czegoś takiego, że robisz swoje w czyjejś firmie, fabryce, czy korporacji, gdy jesteś czyimś niewolnikiem! Zawsze robisz na kogoś wyżej, i ten ktoś narzuca Tobie przebywanie w określonych ramach: jakieś grafiki, durne normy, tempo, czy inne chore wymysły. Z góry zakłada jakiś wyimaginowany czas, w którym Ciebie zakleszcza. A to przecież chodzi o to, że to Ty sprzedajesz swój czas komuś! To Ty sprzedajesz swoje chęci, wiedzę, talent, a nawet pasję! No ale ktoś, kto dzięki Tobie zarabia, będzie Cię stale upadlał: „Jaki ty chcesz czas dla siebie? Jaki odpoczynek? Jaka realizacja siebie? Ty nie masz myśleć! Ty nie masz mieć innych możliwości! Ty masz zapierdalać pod czyjeś dyktando!”

Rozglądasz się wokół, dostrzegasz stale i wszędzie ten sam syf. Wyzysk jak w feudalnym folwarku, kapryśne i wszechwładne szefostwo, o autokratycznych zapędach, a pracownicy bierni i służalczy, zmęczeni, zdemotywowani. Tak zwani „Biedni – Pracujący”, żyjący przymusem, a nie wyborem. gdzie na prace zarobkową poświęcą przynajmniej połowę życia, zazwyczaj z marnym skutkiem finansowym. Widzisz taśmową powtarzalność, bezsens zadań, represje, rozkwitający kretynizm, czynności bez znaczenia, prace gówniane i prace ściemy, reżim, durne konferencje o niczym, demoralizację. Godziny upokarzającej pustki, alienacji, poczucia totalnego bezsensu i osobistej klęski oraz porażki związanej z wynagrodzeniem, niekorelującym z mierzalną intensywnością i czasem danego zajęcia. Przygnębia Cię widok tych wszystkich szarych, bezrefleksyjnych twarzy, anonimowych bohaterów swojego życia, sparaliżowanych strachem i biernych, którzy generalnie nienawidzą tego co robią i coraz częściej zastanawiają się, po co to robią. Wetknięci gdzieś z różnych powodów bez pomysłu na siebie i swoje życie, ulegający fantazji, że mają się nad czymś kontrolę. Niestety, nie da się zrobić czegoś więcej ze swoim życiem, jeśli nie ma się nad nim kontroli.

Przepis na katastrofę

„Skierowanie dziesięciu ludzi w do pracy w polu, które wcześniej obrabiał jeden człowiek, nie czyni owego pola ani odrobinę wydajniejszym, lecz sprawi, że jego plon będzie dzielony na coraz mniejsze części przypadające na każdego pracującego”. Thomas Robert Malthus (1805r.)

Co tak naprawdę się liczy w Twoim życiu? TY!!! Masz przecież mnóstwo swoich priorytetów. Zadaj sobie pytania: czego TY tak naprawdę chcesz? Czy kręci Cię ten cały „wyścig szczurów” (gdzie i tak na końcu będzie trutka, zamiast przysłowiowego sera), wieczna pogoń za pieniędzmi i rywalizacja o stan materialny? Albo robolowe życie: robota – sen – robota. Czy raczej wolisz wybrać taką drogę i zajęcie, by żyć po swojemu? Będziesz stale zadowalać innych, czy siebie? Chcesz mieć życie udane, czy będziesz udawał, że żyjesz? Czy w rytm dudnienia bębnów społecznych, będziesz dopasowywać swoje życie do pracy, czy pracę do życia? To tylko część fundamentalnych pytań i nie są one postawione przez przewrotnego anarchistę. Są to pytania, które musisz zadać sobie, gdy dostrzegasz już bardzo poważne zagrożenie swojej egzystencji. A kiedy rodzi się w Tobie pewien rodzaj buntu? Wtedy, gdy Cię olśniło, że praca stanowi jedynie dodatek do życia, a nie odwrotnie. Gdy wnikliwe obserwacje i trafne spostrzeżenia zaczynają wywoływać w Tobie konsternacje, lęk, rozczarowanie, i często poczucie beznadziei, to znaczy, że nadszedł czas, by przestać się torturować, bo masz prawo do dbania o swój komfort, bez względu na to, co uważają inni.

Widzisz ten cały bezsens: pustkę egzystencjalną, robotnicze życie, które często pozbawia Cię autorefleksji, tłumi emocje, zabija w Tobie życiową kreatywność. Jesteś stale pod ciągłą presją, wiecznie z czegoś rozliczany, pomimo tego, iż wiesz jak bardzo się starasz , starasz i jeszcze raz starasz, to dla Ciebie nic z tego nie wyniknie. Żyjesz w totalnym stresie, bo nieustannie jesteś pod dyktaturą ciemnoty, która hamuje Twoje ambicje i możliwości, bo sądzi, że za progiem firmy jest już tylko ciemność, i nie ma innego życia. Zatwardziali moralizatorzy, będą stale wciskać Tobie tą samą, wyświechtaną ideologię kultu pracy, która dla Ciebie nie ma już żadnego znaczenia, bo pozbywasz się złudzeń. Nie chcesz zamykać się w więzieniu, gdzie jesteś jednocześnie katem i ofiarą. Nie chcesz żyć w pogłębiającej się apatii, która pozbawia Cię efektywności i wysysa z Ciebie całą witalność. Nie odnajdujesz się już w systemie, który wywołuje w Tobie jedynie rozczarowanie, rozgoryczenie, a potem wstręt i obrzydzenie, bowiem, to równia pochyła, która prowadzi do życiowej porażki.

Gdy tak obserwujesz, to masz nieodparte wrażenie, że ludzie nie kierują się w życiu tym, czego chcą, co lubią robić, i na czym da się zarobić, ale tym, co się akurat się „nawinęło”. Potem tyrają, ledwo zipiąc, zakotwiczeni w tym całym kretynizmie i złudzeniu latami, a i tak później gówno z tego jest, bo wszystko zapada się pod ciężarem własnej absurdalności i obraca w niwecz. Zamknięci w uporczywym przymusie, spędzają gdzieś pół doby, będąc tak naprawdę w „czarnej dupie”. Nie są świadomi, jak to wszystko niszczy ich od środka. Już nie wyobrażasz sobie życia, gdzie ktoś usilnie chce pozbawić Cię wolności. Nie chcesz tonąć w szambie, którego poziom sięga już ust (a do nosa już niewiele brakuje, by się udusić). Ty masz poczucie czasu, który płynie nieubłaganie i dociera do Ciebie, że jeśli czegoś nie zmienisz, nie wyrwiesz się, to zwyczajnie zdziadziejesz w okowach przyzwyczajeń. Patrzysz i widzisz otaczającą Cię miernotę: coraz głupsi, zaniedbani, z pomarszczoną cerą, wiecznie niewyspani bo zarobieni. Wyglądający na starych, mimo młodego wieku, schorowanych i zaharowanych, z tępym wzrokiem tęskniącym za rozumem. Żyjący codziennością, która krzyżuje plany, pozbawia radości, doświadczeń życiowych, zachwytów i przeżyć, ośmiesza i irytuje. A jedynym, jakże ambitnym celem jest: byle do emerytury, a potem można siedzieć całymi dniami w fotelu, kłócić się z telewizorem i umrzeć. Ty nie chcesz po latach nagle się obudzić i stwierdzić, że życie przeleciało Ci między palcami jak piach.

Kajdany albo zdrowie – wybór należy do Ciebie

Człowiek poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca swoje pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie liczy się z teraźniejszością. W rezultacie nie żyje, ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nie miał umrzeć. Po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc.”

Wyznawcy kultu wszelkiej samo-destrukcji, pozbawieni indywidualnego życia i myślenia, dziwią się: dlaczego w obecnych czasach nastąpiła wręcz epidemia chorób psychicznych oraz masowych zwolnień L4? Z bardzo prostej przyczyny: bo większość ma już kurwa serdecznie DOŚĆ tego wszystkiego! Coraz więcej ludzi, którzy dali się złapać w pułapkę i weszli w układ, w którym oddali swoją wolność, gdzie ich granice między życiem zawodowym, a prywatnym kompletnie się już zatarły, zaczynają rozumieć, że ich wysiłek, poświęcanie swojego cennego czasu, w żaden sposób nie przekłada się ani na dobrostan osobisty, ani na sukces w wymiarze ekonomicznym. W dodatku, gdy człowiek ma poczucie skamienienia, stagnacji i rozpadu, jeśli ciągle jest poniżany, jego dzień, tydzień, miesiąc, rok – stale wyglądają tak samo i nic z własnego życia nie ma, a słowa – praca etatowa – wywołują ciarki na plecach, i już na samą myśl robi mu się słabo, to nie należy się dziwić, że w końcu zacznie się wypalać, i zwariuje.

Gdy jeszcze nie do końca świadomie zbliżasz się do kresu wytrzymałości, to najpierw bliscy (rodzina, przyjaciele), zwrócą uwagę na Twoje niepokojące, abstrakcyjne, nieadekwatne do pewnych sytuacji zachowania i reakcje. Ich uwagi dadzą Tobie do myślenia, choć z początku nie za bardzo będziesz się tym przejmować – ot, jakieś wyimaginowane pretensje i fanaberie – czepiają się Ciebie, i wymyślają bzdury. Ty udajesz przed sobą i innymi, że przecież jest wszystko OK, bo praca którą wykonujesz jest taka „ekscytująca”. Będziesz oszukiwać siebie i otoczenie: tak, tak, wszystko w porządku, jakoś się żyje. A tu się potem okazuję, że nic nie jest w porządku, bo jednak nie czujesz się dobrze.

Zaczyna się niewinnie: nagłe wybuchy irytacji w sytuacjach banalnych lub przeciwnie: duszenie w sobie myśli i emocji uciekając w milczenie albo irracjonalne „fochy”. A potem nawarstwiające się pokłady chronicznego stresu i wewnętrzne konflikty dają o sobie znać zarówno psycho – somatycznie, jak i somato – psychicznie, tworząc destrukcyjną mieszaninę, o podłożu nerwicowym. Następnie wszystko przybiera coraz bardziej drastyczną formę: Rozdrażnienie, bezsenność, problemy gastryczne (nieprawidłowe odżywianie), rozregulowana gospodarka hormonalna, choroby kardiologiczne, nadpotliwość, oziębłość seksualna, chroniczne bóle głowy, napięcia mięśniowe, ataki paniki, przewlekły stres, wyczerpanie emocjonalne, lęki, stany depresyjne, poczucie wyniszczenia i upokorzenia, przemęczenie, poczucie braku perspektyw, zaniżonej satysfakcji i spełnienia, przebodźcowanie informacjami skutkujące ubóstwem uwagi i zaburzeniami pamięci, kompulsywne zachowania, używki. Utrata panowania nad własnym życiem, gdzie pojęcie „work – life balance” przestało istnieć. Wszystkiego się odechciewa, gdy nawet sen staje się dobrem luksusowym, bo żyjąc w ciągłej frustracji i napięciu, nie śpisz wystarczająco dobrze, by być się wyspanym. Zmuszasz się do snu „na siłę”. Budzisz się w nocy i „śpisz na raty” – miejsce do spania kojarzy Ci się z niepokojem. Poza tym, zauważasz, że nie umiesz odpoczywać i masz zjebany urlop, bo mentalnie jesteś gdzie indziej. Nie potrafisz odciąć się od natrętnych myśli związanych z pracą, maili, telefonów. Masz wrażenie zmęczenia urlopem bardziej niż przed wyjazdem – taki wypoczynek, to nie wypoczynek. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze: otaczająca Cię rutyna powodująca zaniżone poczucie dokonań, ograniczenia swobody, wyjałowienie, i utrata radości. Ciągła presja i perfidne nękanie, nierealistyczne oczekiwania, trudne i toksyczne relacje, złośliwość i ignorancja, frustracja wynikająca z absurdalnie niskich dochodów, taśmowa powtarzalność, wyzysk, i totalna głupota. Przytłoczenie, brak aktywności w działaniu i niechęć do angażowania się w inne aspekty życia.

Nie dopuścić do porażki

„Dlaczego po latach systematycznego postępu i wzrostu wydajności, większość ludzi wciąż ciężko pracuje nie zaznając dobrobytu?”

Masz w sobie determinację, chęć dążenia do zmian. Dotarło do Ciebie, że cały ten pozornie narzucony, durny porządek stanu rzeczy jest pokryty jakże mile brzmiącymi frazesami, które w sposób nieunikniony tak naprawdę doprowadzają tylko do nędzy i życiowego chaosu, tworząc jedynie psychologiczne bariery. Odrzucasz już stanowczo wszystko to, co opiera się na wyzysku, niszczy osobowość, kreatywność i potencjał oraz negujesz też to, co powoduje tylko marnowanie czasu i wysysanie energii. W myśl sentencji: „ci, co stoją w miejscu, to tak naprawdę się cofają”, masz już pełną świadomość, że jeżeli nie zmienisz swojego nastawienia, że jeśli nie przeciwstawisz się skostniałym postawom i pseudoprawdom, i gdy nie odrzucisz struchlałych, karykaturalnych przekonań, to dopuścisz do osobistego dramatu.

Na początku pewne zmiany, mogą wydawać się procesem trudnym, tym bardziej, że masz już narzuconą (wpojoną) iluzję pseudo-wartości, która zakłada życie w kieracie ileś lat (kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt). Będziesz pod ostrzałem agresywnych ignorantów, propagandystów, niezdolnych do dostrzegania szerszych perspektyw, którzy będą Tobie wmawiać, że tzw. „pracodawca”, to dobroczyńca, a Ty pracowniku, powinieneś być bezkrytyczny, bezgranicznie wdzięczny i kłaniać się jemu w pas. Nie przejmuj się idiotami! Szkoda nerwów! Olewaj! Nie wdawaj się w dyskusję, bo to nic nie da! Takie osobniki z gotowymi receptami, mają już tak wytrawiony mózg, że ich życie jest spłaszczone do niewyobrażalnie małego rozmiaru przez pryzmat pracy, gdzie ich normą jest niewolnicze spędzanie dnia/doby pod dyktando. Spoko, liczysz się z tym, że kreatywność takich ludzi jest niewielka, bo od zawsze jest w nich zduszona albo zwyczajnie się boją. Wolą uparcie tkwić w czymś, co i tak im się nie podoba bazując na ślepych samozaprzeczeniach, błędnie sądząc, że życie bez narzuconych bodźców jest niemożliwe.

Ciebie olśniło, wybudzasz się z koszmaru. Masz wybór w funkcjonowaniu, nie chcesz już więcej się uwsteczniać, i dobrze rozumiesz pojęcia: przyczyna i skutek. Jesteś na dobrej drodze rozumowania i dzięki temu przewartościowania, „przemeblowania” swojego dotychczasowego życia, aby żyć inaczej, czyli po swojemu. Ty chcesz zmian, bo odpadły Tobie klapki z oczu i nagle okazało się, że jest mnóstwo innych możliwości zarobkowania. Autorefleksja przyszła może późno, ale jest jeszcze czas, by wymyślić siebie na nowo, gdzie zachowasz człowieczeństwo, którego usilnie chce Cię pozbawić system. W końcu zaczynasz walczyć o własną korzyść i przestajesz godzić się na to, by Twoje życie było pozbawione sensu przez narzucony kierat, który nie ma sensu i jest wręcz szkodliwy.

Dzień dobry! Nie szukam pracy, tylko płacy. Więc co możemy sobie wzajemnie zaoferować?

„… wartość dóbr wykonanych przez rzemieślnika w ciągu godziny może być równa wartości wykonania pracy robotnika przez cały dzień…”

Zależność między czasem, wysiłkiem i wynagrodzeniem dla fachowca – rzemieślnika, wytwórcy czy usługodawcy – zleceniobiorcy, który rządzi swoim czasem i warsztatem, a robotnikiem za minimalną krajową diametralnie się różni. Pierwszy może swobodnie decydować o tym: co, jak, kiedy tworzyć lub sprzedać swój czas i usługę, gdzie praktycznie cieszy się zyskiem, nagrodą, prawie natychmiast. Drugi natomiast nie ma na nic osobistego wpływu, bo wypełnia zobowiązanie w odgórnie narzuconym trybie (spędzić gdzieś określone godziny i sztucznie je zagospodarować), gdzie dopiero otrzyma wynagrodzenie po długim czasie, i najczęściej ktoś napycha sobie portfel jego kosztem.

Masz już jasno określone swoje priorytety. Wyobraźnia, otwarty umysł i przemiana w nastawieniu do systemu wyzwalają w Tobie energię wewnętrzną, pomysłowość i mnóstwo chęci do działania. Twoim nadrzędnym celem jest uwolnienie się od zarobkowania odzierającego z godności oraz zyskanie wolności, korzystanie z czasu w taki sposób jaki się Tobie podoba przy jednoczesnej realizacji siebie i zarabianiu na tym. I nieważne, czy to będzie np. udzielanie korepetycji, usługi informatyczne, sprzątanie, muzykowanie, gotowanie czy wypiekanie, masowanie, wytwarzanie rękodzieła, usługi techniczne, transportowe, erotyczne, czy robienie z siebie idioty w internetach. Żyjesz obecnie na gigantycznym targowisku, rynku rzeczy do zrobienia i jeśli chcesz się czymś z kimś podzielić w celu wzajemnej korzyści, i jesteś w czymś dobry – zawsze zarobisz! Nie interesują Cię archaiczne, zepsute zwyczaje społeczne i praktyki gospodarcze nadające kary i nagrody ekonomiczne, więc przedefiniowałeś to – nie szukasz pracodawcy tylko płacodawcy, gdzie…

  • …nie będziesz niczyim niewolnikiem.
  • …nie będziesz notorycznie zaniedbywać snu.
  • …masz wybór, a nie przymus.
  • …work – life balance jest priorytetem.
  • …liczy się cel, a nie czas.
  • …liczy się efekt, a nie ilość pracy.
  • …nie ma ciągłego chaosu i wymagania wiecznej dyspozycji.
  • …nie tworzy się problemów tylko je usuwa.
  • …zajęcia zarobkowe nieprzybierają formy ucisku.
  • …szanuje się temperament.
  • …szanuje się prawo do sprzeciwu.
  • …gwarantuje się bezpieczeństwo ekonomiczne.
  • …nie ma patologicznej manipulacji.
  • …nie wymusza się uległość, poprzez nowomowę królestwa absurdu.
  • …nie niszczy się osobowości, kreatywności i potencjału.
  • …nie ma marnowania czasu i energii.
  • …nie ma podsycania sztucznej rywalizacji.
  • …nie generuje się durnych czynności, barier i pseudo problemów.
  • …są godne zarobki, i dzięki nim można spełniać swoje marzenia, a nie czyjeś.
  • …rozumie się to, że w człowieku straty psychologiczne rosną, a efektywność spada.
  • …nie ma nadzorowania i monotonii.
  • …ceni się samorealizację.
  • …rozpoczęcie i zakończenie zadania dostosowuje się do realnego czasu zadania.
  • …ma się poczucie komfortu i dobry nastrój.
  • …myśli się o rozwiązaniach, by coś polepszyć, a nie pogorszyć.

Człowieku! co zrobiłeś ostatnio dla siebie!?

„Żeby wejść na nową górę, trzeba zejść ze starej góry.”

Coraz bardziej dystansujesz się od powszechnego modelu. Zaczynasz słuchać swojego wewnętrznego głosu i zegara biologicznego, mimo, iż jest on stale zagłuszany przez otaczającą krytykę i wpajany mit o pracowitości. Idąc upiorną drogą powtarzalności, rozglądasz się jednak na boki, masz przebłyski refleksji, by nie zabrnąć w ślepy zaułek. Poszukujesz innej ścieżki biografii, bo ogół postrzegania świata pracy nie jest już dla Ciebie. TY chcesz się zająć w końcu sobą i swoim życiem, tak jak tego pragniesz, by się spełniać w swojej pasji i jednocześnie zarabianiu na niej. Będziesz czerpać radość z rzeczy prostych i banalnych jedynie wtedy, gdy znajdziesz się poza schematem dnia.

Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz cieszyłeś się pięknem zachodzącego słońca? Kiedy idąc ulicą spojrzałeś w górę i dostrzegłeś jakiś ciekawy fragment architektury, a nie tylko patrzyłeś w dół lub przed siebie? Kiedy ostatnio miałeś uśmiech na twarzy, gdy mijałeś gdzieś ładnego lub oryginalnego człowieka, i on również odpowiedział Ci uśmiechem? Kiedy ostatnio zwyczajnie leżałeś kilka godzin na kanapie w ciszy i patrząc w sufit, obmyślałeś najróżniejsze teorie? Kiedy w spokoju przeczytałeś jednym tchem książkę lub zrobiłeś sobie maraton z serialem bez ograniczeń czasowych nie zważając na to, czy to jeszcze dzień, czy już noc, a może rano? Kiedy ostatnio siedziałeś na ławce w parku i delektowałeś się widokiem drzew, ptaków, spadającym liściem? Kiedy ostatnio podziwiałeś pełnię księżyca?

Mózg ma to do siebie, że gdy „nic nie robi”, to zajmuje się sobą, robi porządki neuronalne, czerpie z wiedzy wewnętrznej, powodując kreatywność i twórczość, i stąd te tzw. „przebłyski geniuszu”. I nie ma czegoś takiego jak nuda! Pamiętaj: nudzi się tylko totalny dureń, skrajny debil, prostak i głupiec, który nieustannie potrzebuje jakichś bodźców w formie wymyślonych zajęć (czyt. praca).

Rozczarowanie – nawarstwione pokłady wkurwienia

Złość wywołana nierównością systemową doprowadzi w końcu do rewolucji, i to nie tyle wewnętrznej, osobistej ale społecznej, nawet globalnej. Istnieje jakaś granica, do której się zbliżasz, gdzie latami nagromadzony w Tobie gniew, to gwarancja wybuchu buntu. Brzydzisz się, i plujesz na tych, co idą pod transparentem własnej obłudy, nieprzywykłych do samodzielnego myślenia, zapatrzonych bez obiektywizmu w ucisk i manipulację. Odrazę wywołują w Tobie ci, którzy biją pokłony wymuszonemu posłuszeństwu, bo tkwią w błędnym kole przepisowego kieratu, poświęcając życie osobiste jednocześnie upierając się w tym, że: „jest zajebiście! Żyję w ciągłym napięciu. Moje życie jest tak ubogie, pozbawione sensu. Ale ja chodzę do pracy! Napierdalam czynności i godziny ponad siły! Ledwo wiążę koniec z końcem, bo gówno zarabiam, i jestem wiecznie zmęczony, ale to nic! Żyję pod dyktando algorytmów i grafików, i to stanowi moją wartość, bo system mnie potrzebuje! Firma, fabryka, biuro, urząd, sklep – jestem niezastąpiony – zajebisty!”

No, wiadomo, że nie sposób się obrażać na chorobę, kłócić z nią. Trzeba z nią walczyć, by nie wpaść w apatię. Łatwo nazwać kogoś awanturnikiem, ale należy patrzeć szerzej i dostrzegać więcej, bo potem skutki będą katastrofalne. Panujący system jest tak zramolały, że sam siebie pogrąży. Bo tu nie ma nawet błysku myśli, dopóki nie zrozumiemy, że nie zawinił nikt inny, tylko często my sami. Nie oczekujmy biernie cudu, tu trzeba brać sprawy w swoje ręce i zacząć działać. Oczywistością jest, że nasilające się negatywne zjawiska i megatony kłamstw uniemożliwiają często zwykłe działanie, ale nie dajmy się, bo jak mamy znów odzyskać chęć i radość.

Stan obecny jest nadal nieustępliwy, ale możliwy do naprawienia. Dążąc do wolności, chcesz tworzyć coś dla siebie i innych, żyjąc w zgodzie ze sobą, w poczuciu absolutnego spełnienia. Osiągniesz to tylko wtedy, gdy zapewnienie bytu finansowego przestanie być podstawowym zadaniem codziennej aktywności. Często wspaniałe pomysły kosztują grosze, a potem są warte majątek. W Twoim przypadku nie wiesz czy nastąpi to za kilka miesięcy, czy za kilka lat, ale z całych sił będziesz się starać, żeby tak się stało.

Pewna refleksja odbiegająca od narzekań

W tym całym nonsensie jest też druga strona, bardziej pozytywna, o czym warto odrobinę wspomnieć. Chodzi mianowicie o osoby, które przede wszystkim się nie oszukują i czują się dobrze, bo ich praca ma sens, podejmują ją dla przyjemności, satysfakcji i prestiżu. Są faktycznie zadowoleni i dumni z tego, co wykonują, bo ich zajęcie jest pasją i spełnieniem, w dodatku z godną gratyfikacją finansową, korzyściami dla siebie i innych oraz, co za tym idzie, pewnymi przywilejami oraz poczuciem przydatności i często niezależności. Do takiej wąskiej grupy szczęśliwców należą (oprócz profesjonalistów, ekspertów, artystów czy tzw. pracowników „wiedzy”) zawody użyteczności publicznej. I chwała im!

I tak na koniec: Pamiętaj także, że los bywa przewrotny i zdarzyć się może, że niespodziewanie na swej drodze życiowej spotkasz ludzi, którzy zawzięcie trzymali się szczebli, wspinając się po drabinie tzw. kariery. Gdy z tej drabiny będą spadać (a prędzej czy później często tak bywa), będą mijać Ciebie oraz innych ludzi spadając, a Ty i oni, jesteście pamiętliwi i nikt nie poda ręki, by zmniejszyć siłę owego upadku.

Weźcie to mocno pod uwagę i zastanówcie się nad tym, co sobie wmawiacie, i pomyślcie czasem, że nie będzie następnego – tu i teraz.

Krótkie opowiadanie o rybaku

„Pewien biznesmen wybrał się na urlop do małej wioski nad brzegiem morza. Zauważył małą łódkę, a w niej kilka dorodnych ryb. Biznesmen był zachwycony rybami i pochwalił człowieka, który je złowił. Zapytał więc rybaka: -Jak dużo czasu zajęło ci ich złapanie? -Eee, tylko chwilę. -Skoro tak, to czemu nie złapałeś więcej ryb? -Tyle mi wystarczy dla siebie, rodziny, i żeby kogoś jeszcze obdarować. -A poza tym jeszcze się czymś zajmujesz? -Taaak. Dużo śpię, wędkuję, chodzę po lesie, odpoczywam, co wieczór popijam wino i gram na gitarze. Jak widać, żyję pełnią życia, i jestem bardzo zajęty. Biznesmen się zamyślił, i odparł: -A może powinieneś spędzać więcej czasu nałowieniu ryb, potem kupić sobie większą łódź. W końcu dorobisz się całej floty kutrów. Otworzyć własną przetwórnię, kontrolować sprzedaż i dystrybucję. Zamieszkasz w zajebistej willi, przedsięwzięcie będzie rosło w oczach. Rybak odparł: -A ile mi to zajmie czasu? -Najwyżej piętnaście, dwadzieścia lat. -A co potem? -W tym czasie zarobisz fortunę. -No dobrze, ale co potem? -Potem będziesz żył nad brzegiem morza, mógł długo spać, wędkować, bawić się, pić co wieczór wino i grać na gitarze. Rybak zamyślił się i odpowiedział: -Ale po co, skoro ja już to wszystko mam teraz.”

Wiersz pt. „Powolny Taniec”, autor: David L. Weatherford


„Patrzyłeś kiedyś na dzieci
na karuzeli frunące?
Słyszałeś krople deszczu
o ziemię uderzające?
Goniłeś kiedyś motyle
w ich zakręconym tańcu?
Patrzyłeś prosto w słońce,
Aż zginie w nocy krańcu?
Musimy zwolnić tempo, musimy zwolnić kroku,
Może nie być poranka ni jutrzejszego zmroku…
Nie tańczmy w szalonym pędzie, aż do głowy zawrotu,
Czasu jest mało; muzyka zamilknie bez powrotu.

Czy przez dzień przemykamy,
Pędząc jak stado owiec?
Kiedy pytamy: „Jak się masz?”,
Czy chcemy słyszeć odpowiedź?
Czemu kładziemy się z głową
mrowiem problemów nabrzmiałą?
Kłótnią niewyjaśnioną,
Decyzją niezrozumiałą…
Musimy zwolnić tempo, musimy zwolnić kroku,
Może nie być poranka ni jutrzejszego zmroku…
Nie tańczmy w szalonym pędzie, aż do głowy zawrotu,
Czasu jest mało; muzyka zamilknie bez powrotu.
Mówiłeś dziecku, że jutro,
bo czasu już dziś za mało?
I pędząc tak, nie widziałeś,
Że słysząc to, posmutniało?
Czy kiedyś straciłeś kontakt,
Wrzucając przyjaźń do śmieci,
Bo ciągle nie miałeś czasu
Zadzwonić i spytać: „Jak leci?”.
Musimy zwolnić tempo, musimy zwolnić kroku,
Może nie być poranka ni jutrzejszego zmroku…
Nie tańczmy w szalonym pędzie, aż do głowy zawrotu,
Czasu jest mało; muzyka zamilknie bez powrotu.
Gdy pędzisz pośpiesznie do celu, zmagając się z czasem srodze,
Gubisz połowę radości, co mogła cię spotkać po drodze.
Gdy twój dzień cały to tylko pośpiech, pogoń i troska,
Wyrzucasz prezent z pudełkiem, nie zaglądając do środka.
Nie warto stawać w zawody,
czekając na znak startera.
Słuchajmy muzyki nie wtedy,
gdy dźwięk jej już zamiera.”

Lady Pank, utwór pt. „Zamki na piasku” (1983 r.)

(…) Taśma kręci się
Ty stoisz przy niej
Jesteś pionkiem w grze
Kółkiem w maszynie
Żyjesz w zamkach pośród chmur
Na ich wieżach
Nie chcąc wiedzieć ani czuć
Dokąd zmierzasz
Zamki na piasku
Gdy pełno w szkle
Poranna witaj zmiano
To życie twe (…)”

Chłopcy z placu broni, utwór pt. „Kocham wolność” (1989 r.)

„Tak niewiele żądam
Tak niewiele pragnę
Tak niewiele widziałem
Tak niewiele zobaczę

Tak niewiele myślę
Tak niewiele znaczę
Tak niewiele słyszałem
Tak niewiele potrafię

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem
Tak niewiele mam
Mogę stracić wszystko
Mogę zostać sam (…)”

„Nie czuję potwierdzenia swojej wartości o dobra materialne. Można żyć skromnie ale po swojemu i być szczęśliwym”.
„Każdemu, kto musi liczyć się z groszem, brakuje wyobraźni”
Oskar Wilde
„Praca to ucieczka dla ludzi, którzy nie mają nic innego do roboty” Oskar Wilde
„Gdybym wiedział jak wspaniała jest emerytura, przeszedłbym na nią kilkadziesiąt lat temu”
„Firma, szef, współpracownicy – wszyscy zapomną, że kiedyś z nimi pracowałeś. Twoi bliscy, przyjaciele – nigdy nie zapomną, że Cię przy nich nie było.”

Polecana bibliografia:

„Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie” Heike Geißler
„4-godzinny tydzień pracy. Uwolnij się od schematu od 9.00 do 17.00…” Timothy Ferriss
„Trzysta procent socjalizmu. Przodownicy pracy w PRL” Andrzej Janikowski
„Każda praca hańbi. Pozdrowienia z późnego kapitalizmu” Wiesławiec Deluxe
„Praca. Historia tego, jak spędzamy swój czas” James Suzman
„Cześć pracy. O kulturze zapierdolu” Zofia Smełka-Leszczyńska
„Urobieni: reportaże o pracy” Marek Szymaniak

© 2026 Adam Kucz. Wszystkie prawa zastrzeżone.