Głos ciszy

Od zarania dziejów, jedynym pewnikiem w życiu jest śmierć. Nieuchronna, budząca lęk, zła, wymykająca się z potocznego pojmowania, w panującym kulcie życia. Myśląc o śmierci, dostrzegamy z reguły tylko jej negatywną stronę. Nie przychodzi nam do głowy próba rozpatrywania zjawiska umierania w pozytywnych kategoriach. Łatwo snuć rozważania, gdy śmierć jest odległą sprawą. Każdy z nas jest przyszłym trupem, ale udaje, że o tym nie wie. Rozważmy zatem śmierć i sposoby umierania.

Śmierć (łac. mors, exitus letalis) uogólniając, następuje w momencie ustania czynności oddechowej i krążenia krwi w organizmie oraz ostatniego uderzenia serca. Przy obecnych możliwościach wiedzy i współczesnej medycyny, podtrzymywanie biologicznych funkcji życiowych jest praktycznie możliwe prawie w nieskończoność. Co dało nową, zmodyfikowaną definicję śmierci, opierającą się w całości na tym, że za osobę zmarłą, uznaje się kogoś wtedy, gdy nastąpi całkowita śmierć komórek mózgu. Śmierć kliniczna (w zależności od jej przyczyny), która może być stanem odwracalnym, po przywróceniu czynności krążeniowo – oddechowej, powoduje to, że mózg jako narząd wręcz nadwrażliwy na niedotlenienie, łapczywie broni się fizjologicznie, jak tylko może na poziomie neuronowo – synaptycznym. Kora mózgowa odpowiedzialna za świadomość, będąca w stanie zaburzonym, zaczyna wyzwalać chaotyczne halucynacje poprzez „zwarcia” (coś podobnego do zmian przepływu prądu w obwodzie). Deregulacje przyczyniające się do agonii, letargu, i w końcu powolnej śmierci, są niedostępne dla świadomości.

Rodzaje śmierci:
– śmierć fizjologiczna (naturalna)
– śmierć z przyczyn choroby
– śmierć gwałtowna (na skutek urazu, wypadku)
– śmierć powolna (poprzez cierpienie)

Najczęstszym rodzajem zgonów są powody naturalne i na skutek choroby. W zależności od indywidualnego przebiegu umierania, wyróżniamy następujące po sobie symptomy, jakie zachodzą w ciele po śmierci w czasie.

Rigor mortis
– śmierć mózgu: Nieodczuwalne jest krążenie i oddychanie. Źrenice nie reagują na światło, brak odruchów na ból. Temperatura ciała spada.
– komórki ciała: Obumieranie z powodu braku tlenu. Rozpoczyna się proces gnilny pod wpływem enzymów. Rozkład zaczyna się od razu, od czerwonych krwinek. Pojawia się sztywność ciała. Gałki oczne zachodzą mgłą, i ciało przybiera woskową barwę.
– plamy opadowe: Na skutek grawitacji, krew spływa w najniższe partie ciała. Skóra zaczyna wysychać i się obkurczać sprawiając wrażenie, że włosy i paznokcie są dłuższe.
– enzymy w organizmie zaczynają trawić same siebie. Pojawiają się przebarwienia oraz wydzielanie tzw. „trupiego jadu”, który nie jest niczym innym jak mieszanką kadaweryny, putrescyny, beztlenowych pałeczek odmieńca i zgorzeli gazowej. Bardzo toksyczna mieszanka, która powoduje, że ciało staje się niebezpieczną bombą biologiczną.
-Po upływie około czterech lat z ciała zostają tylko kości w resztkach ubrania. Po upływie około dziesięciu lat pozostaje tylko szkielet wyschnięty na wiór.

Wg. książki autorstwa E. Kubler Ross pt. „Rozmowy o śmierci i umieraniu”, autorka podzieliła okres godzenia się ze śmiercią i chorobą na pięć etapów:
1. Zaprzeczenie.
2. Złość na los: „Dlaczego akurat ja?”
3. Targowanie się z losem: „Gdybym jeszcze dożył/dożyła, tego a tego dnia/momentu?”
4. Depresyjne myśli o nieuchronności losu.
5. Akceptacja nieuniknionego.

Indywidualne reakcje i zachowania mogą być jednak różne, przede wszystkim nieustające próby wydostania się  z przygnębienia. Antropolodzy zwracają uwagę na przeciwstawne emocje: akceptacja śmierci i zarówno protest przeciw niej. Nieważne czy będziemy stać przy łóżku umierającego, czy sami w tym łóżku leżeć. Pojawia się wiele mieszających ze sobą uczuć: gniew, rozpacz, niedowierzanie, żal, złość, czy uczucie ulgi. To całkiem naturalne reakcje. Przede wszystkim nie należy robić z umierającego idioty, mówiąc mu np: „Wszystko będzie dobrze”. No nie, nie będzie dobrze.

Gdy nadchodzi ogromne zmęczenie, któremu nie zaradzi już nawet zwykły sen. Gdy uważamy, że dobra i łagodna śmierć to taka, z której nie zdajemy sobie sprawy np. podczas snu. Jak się ustosunkować? Czy podchodzić z ciekawością i przyzwoleniem? Czy walczyć przeciw świadomej nieuchronności? Czy dobra śmierć, to śmierć bez bólu? A co jeśli środki przeciwbólowe spowodują otępienie? Brak bólu kosztem świadomości, gdy konający umysł weźmie sobie wieczny urlop? Możemy wybrać samobójstwo wspomagane, bo śmierć umierającego nie jest czyjaś, więc nie można decydować za niego. Wielu nie chce, i nie chciałoby być tylko ciałem podtrzymywanym w agonii za pomocą sztucznego karmienia i pojenia wbrew sobie. Wyobraźmy sobie też ekstremalny przykład: życie po jakimś kataklizmie, w samotności, w zniedołężnieniu. No to jest kiepska perspektywa, dlatego nieśmiertelność napawa mnie większym lękiem niż śmierć.

Jako osoba posiadająca doświadczenie zawodowe w różnych placówkach medycznych, a także m.in: w zakładach pogrzebowych, mająca styczność z Zakładami Patomorfologii, Zakładami Medycyny Sądowej (zarówno w kraju jak i za granicą), a także z instytucjami zajmującymi się szkoleniami z zakresu anatomii praktycznej (szkolenia anatomiczne na cadaverach), oraz jako bywalec targów funeralnych, byłem świadkiem bardzo osobliwych praktyk. Dla wrażliwego laika (takiego, który śmierci się zwyczajnie brzydzi i boi) byłyby to okropieństwa. Dla mnie poznawanie śmierci opiera się na jej oswajaniu. Obcowanie ze śmiercią może być motorem naszych działań, a martwe ciało ujawni tajemnice z korzyścią dla żywych. „Kto nie operował trupa, ten zawsze spieprzy żywego.”

Post mortem
Tak, śmierć jest niechlujna, zimna i obrzydliwa. Ciało zmienia się w naturalny odpad biologiczny. Bakterie gnilne zawsze dobierają się najpierw do układu pokarmowego i krwi. Proces gnicia spowalnia jedynie niska temperatura. Najgorzej, gdy znajdzie się denat po kilku dniach. Wtedy rozkład jest daleko posunięty i ciało staje się pożywką dla wszelkiego rodzaju robactwa. W takich okolicznościach najlepiej ciało skremować, gdyż w przypadku pogrzebu trumnowego, nieboszczyk może wtedy „chlupotać”, jak galareta w zamkniętym pudełku. Z resztą od pogrzebów trumnowych się odchodzi, bo są większym obciążeniem zarówno dla środowiska, jak i dla branży funeralnej, oraz kosztów z tym związanych (pochówki, ekshumacje itp, itd.).

Ewentualnością jest to, by przed procesem gnilnym  poddać ciało balsamacji. Balsamacja polega na tym, że wymienia się przez główne tętnice płyny na formaldehyd. Wtedy ciało nie psuje się, tylko wysycha na proch. Balsamacją zajmują się odpowiedni fachowcy tzw. tanatopraktycy, którzy oferują tanatokosmetykę lub rekonstrukcje ciała do wyglądu anatomicznego.  W przypadku kremacji, sprawa jest prostsza. Piec kremacyjny działa zazwyczaj na olej opałowy lub gaz. W zależności od rodzaju pieca i wielkości ciała przeznaczonego do spalenia. Czas spalania oscyluje w granicach od 1-4 godzin. Temperatura spalania to około 1000st/C. Choć waha się między 900-1200st/C. W trakcie procesu spopielenia, nie mogą znajdować się w ciele żadne obce przedmioty (rozruszniki, sztuczne szczęki, endoprotezy), ponieważ ma to wpływ na bezpieczeństwo, a także na środowisko. Gdy spalanie dobiegnie końca, przez specjalną szufladę napełnia się prochami urnę. Wszelkie kości długie, oraz fragmenty czaszki, które się nie spaliły, spadają do młynka, w którym mieli się je na proch. Ciekawostką jest to, że gdy pali się ciało, może się ono poruszać, gdyż mięśnie pod wpływem temperatury wyginają się podczas spalania.

Zaznajomienie się po pewnym czasie z branżą funeralną, zajęciami zarobkowymi z tym związanymi, oraz obsługą i uczestnictwem w stykaniu się z martwym ciałem spowodowało, że całkowicie zapoznałem się, a także uodporniłem na ludzką fizjologię, biologię, a także wynikającej z tego anatomii w naturze i całkowitej jej okazałości. Zaznaczyć trzeba także to, że zmarłych nie należy się bać. Obawiać się trzeba żywych.

„Na stole sekcyjnym w głębi pomieszczenia leżały zwłoki oświetlone przez lampę operacyjną. Są widoczne tkanki ociekające szlamem pomieszanym z krwią. Górną część czaszki denata usunięto, a jego mózg spoczywa w chromowanej metalowej misce. Zaczyna się rozkład przemieniający wszystko w szarą papkę. Zakrzepłe plamy krwi lśnią karmazynową barwą, odbijając światło lampy. Nie słychać żadnego dźwięku. Specyficzna woń o słodko – kwaśno- zgniłym aromacie wypełnia sobą każdy zakamarek pomieszczenia. Należy ze spokojem i z szacunkiem odnosić się do zwłok.”

Oszczędzę czytelnikowi bardziej drastycznych opisów. Jak świat światem, wymyślano różne mity, by oswajać lęk przed śmiercią. Mimo, iż człowiek jako istota z wyobraźnią, nie umie zaakceptować jednego, mianowicie swojego nieistnienia. Trudno mu pojąć, że jesteśmy tu i teraz, należy to szanować, jak i korzystać z tego. Stanowimy w swej odrębności jedyny niepowtarzalny byt, i jakieś reinkarnacje na zasadzie rozproszonych molekuł stanowią jedynie „pożywienie” dla innych molekuł. Nie było nas przedtem i nie będzie nas potem. Postępujące zdroworozsądkowe podejście, które na szczęście buduje świeckie rytuały, neguje skłonność do fantazjowania na temat śmierci. Często wychowanie kulturowe ma swój udział w kształtowaniu spojrzenia na zagadnienie śmierci. Jest to mityczny, powtarzalny pogląd ze zniekształconą i niedojrzałą wizją śmierci.

Do pewnych spraw należy wyrobić sobie nastawienie „tu i teraz”. Można wiele spraw uporządkować zawczasu, sporządzić „akt woli” czy testament, gdy jesteśmy w pełni sił i rozumu. Nie chodzi też o to, by pozbyć się lęku. Chodzi o to, by pewne kwestie zaakceptować. Śmierć nie ma litości i jest w stu procentach skuteczna. „Kosa żniwiarza nigdy się nie nuży”.

„Śmierć jest snem bez snów” Napoleon

„Umierać to nic. Strasznie jest nie żyć” V.Hugo

„Życie zapytało Śmierć:
-Dlaczego ludzie kochają mnie, a nienawidzą Ciebie?
Śmierć odpowiedziała:
-Ponieważ Ty jesteś pięknym kłamstwem, a ja bolesną prawdą.”

Polecana bibliografia
„Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków” M. Roach
„Bez strachu. Jak umiera człowiek” M. Rigamonti
„Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego” C. Wilde
„Człowiek i śmierć” P. Aries

© 2019 Adam Kucz. Wszystkie prawa zastrzeżone.