Blog

04 Lip 2019

Materializm

Czym są właściwie pieniądze? To tylko niewielkie, powszechne przedmioty w postaci monet lub banknotów, mające na celu umożliwić wymianę towaru lub usługi. Człowiek handlował na dużo wcześniej zanim wymyślił pieniądze. Już ludzie pierwotni wymieniali między sobą różnorakie przedmioty. Rozwój społeczny człowieka doprowadził jednak do podziału pracy. Polegał on na podziale obowiązków, ale i na specjalizacje. Specjaliści tj. rzemieślnicy, potrzebowali odpowiednich produktów, które mogli zdobyć poprzez wymianę wyprodukowanych przez siebie towarów, np. za artykuły żywnościowe. Ta forma wymiany – towar za towar – zwana jest barterem. Z czasem jednak, pojawiło się zapotrzebowanie na przedmiot, który symbolizowałby wartość samą w sobie i pozwalał ludziom oszczędzać lub kupić dowolny towar. Światem zawsze rządziły, rządzą, i rządzić będą dwie niezmienne, mianowicie: pieniądze i seks. Skupmy się jednak teraz na kwestii pieniędzy.

Pieniądze mogą oznaczać różnice między sytością, a głodem. Bezdomnością, a posiadaniem dachu nad głową. Bezradnością w działaniu, a ekonomicznym zaspokojeniem i związanych z tym możliwościami do dalszego działania. Zdrowiem albo chorobą.  Jak wiemy, wiele problemów znika, gdy posiadamy odpowiednią (dla danej jednostki) ilość gotówki. Ale też pewne kłopoty finansowe wynikają z podejścia do sposobu zarządzania pieniędzmi oraz tego, że nie dostrzega się możliwości ich pozyskania. Ktoś, kto wykazuje odrobinę sprytu, zauważy, że tak naprawdę „kasa leży na ulicy”, tylko trzeba to dostrzec, mieć chęć się po nią schylić i podnieść. Wyrobienie w sobie takiego nawyku myślenia przynosi same korzyści, a wszelkie tzw. <problemy> generujemy często sami sobie, ale też niezależnie od nas samych…

Jest też druga strona pewnych zależności. Stare przysłowie mówi: „Daj człowiekowi wędkę, a nie rybę”. Zgadza się, jeśli da się samą rybę i on ją zje, to potem nadal będzie głodny. Wniosek jest taki, że należy ludzi zaopatrzyć w wędki. Ale jak zdobyć wędkę, skoro nie daje się nawet szansy na ich pozyskanie? Istnieje deficyt tych wędek? I tu zaczyna pojawiać się nieproporcjonalne zjawisko przesycenia tymi wędkami jednej grupy (która ma ich nadmiar), względem drugiej grupy, która chciałaby pozyskać możliwość z ich korzystania. Przepaść argumentów między jednymi a drugimi jest gigantyczna. Czy ktoś, kiedyś, wpadnie na genialny pomysł, by wszelkie prawa ekonomiczne napisać od nowa? Jeden kiedyś spróbował, tylko trochę to wszystko zostało przeinaczone i poszło w złą stronę.

Faktycznie, często wynika to też z tego, że biedne dzieciństwo powoduje stały strach przed ubóstwem, i jest to zależność psychologiczna nie do podważenia. Pewne gromadzenie wszystkiego co się da (pieniądze, miłość, współczucie, uznanie) zakrawa o skąpstwo, gdyż ktoś mógł poczuć się pozbawiony jakichkolwiek dóbr, ale poprzez kupowanie, bogacenie się, i co za tym idzie, sfalsyfikowane przekonanie o swojej wartości, narasta ciągła potrzeba udowadniania uznania i pochlebstw.

Obecnie ciągła pogoń za pieniędzmi i zaspokojeniem materialnym, jest zjawiskiem, które nie gwarantują szczęścia. Ludzie coraz częściej rezygnują z relacji międzyludzkich, pragnąc osiągnąć status zawodowy i materialny. Dobra materialne nie zastąpią przyjaciół, jedynie mogą wnieść złudzenie przyjaźni. Ciągły pęd za zyskiem, doprowadza do samotności i zagubienia. Mimo, iż zdaje się, że coś posiadamy, tak naprawdę nic nie posiadamy. Uczucia są warte więcej niż pieniądze, a nałóg pomnażania ciągłych zysków jest wielce zgubny. Już niejeden się o tym przekonał. Rywalizacja o stan materialny, to wyniszczająca pułapka. Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale czy nie jest tak, że coraz więcej jedzenia poszerza gardło, do coraz większej konsumpcji? Tak samo kolejną wartością, którą nie powinniśmy mierzyć w pieniądzach, jest intelekt. Człowiek zamożny kończy uczelnie, ale nie będzie posiadał wiedzy. Pozostanie zwykłym cwaniakiem z dyplomem, w fałszywym przekonaniu o swej wyższości.

Przeciętny człowiek na prace zarobkową poświęca przynajmniej połowę życia, zazwyczaj z marnym skutkiem finansowym. Opinia wszelakich psychologów, socjologów i innej maści fachowców jest zgodna. Badania wykazały ponad wszelką wątpliwość, iż cały obraz życia przez pracę, mamy spłaszczony do niewyobrażalnie małego rozmiaru, który negatywnie wpływa na samorozwój i relacje (artykuł pt. „Współczesna forma niewolnictwa”). Oczywiście praca, która wymaga samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, przy wykonywaniu zadań zarobkowych, i którą cechuje elastyczność intelektualna jest skarbem w jakiejś dziedzinie życia. I ten skarb trzeba chronić za wszelka cenę. Ci, którzy wykonują coś za marne pieniądze, uwsteczniają się. „Z łapy do papy”, stało się chorą powinnością, i nie umieją pojąć, że można żyć inaczej, czyli po swojemu, a nie jak niewolnik. Ciężka praca jeszcze nigdy nie dała nikomu prawdziwych pieniędzy. Nie rozumieją, że jest przyczyna i skutek. W większości podjęcie pracy stanowi konieczność uzyskania za nią środków pieniężnych na życie. Są też czynniki jak np. poczucie przydatnym do czegoś, wykorzystanie zdolności, zajmowanie się sprawami, które lubimy. I tu pewne czynniki zależą od nas samych, od których zależy, że czujemy się spełnieni. Dowodzi to, że najbardziej zadowoleni ze swych zajęć są osoby niezależne. I właśnie często znalezienie się we właściwym czasie i miejscu, uformowały okoliczności do zarobkowego spełnienia. Często wspaniałe pomysły kosztują grosze, a potem są warte majątek. Ale jak przemówić do „ściany” z pomysłami?

System społeczno ekonomiczny jest tak skonstruowany, by pozbawić człowieka wszelkiej indywidualności zarobkowej. Gdy ludzkość, z gospodarki łowiecko-zbierackiej, przeszła na styl rolniczo-pasterski, zaczęła się pojawiać pierwsza własność prywatna, i wtedy doszło do pierwszych walk o byt, i materialne sprawy z tym związane. Zaczęła się zależność od urodzaju związanego z pogodą. Kiedy była gospodarka łowiecko-zbieracka, żyło się dzięki wzajemnemu wsparciu. Nie było też gromadzenia dóbr materialnych. Nie było rządzących i rządzonych, tylko równość z silnymi więzami społecznymi. Rywalizacja z innymi o stan materialny to pułapka, gdyż „za stadem nigdzie się nie dojdzie”.  Podobnie jak w starej przypowieści: „Wędrujący na pustyni, głodny i spragniony, znajduje sztabkę złota. Cieszy go to znalezisko niesamowicie, ale nie nasyci tym swego głodu i pragnienia”. Zamożny człowiek nie jest świadomy, że los pieniędzy mu nie podarował. Los tylko mu te pieniądze pożyczył. Z resztą bieda to stan umysłu, a nie konta 🙂

„Prawdziwe bogactwo, to nie to, ile twoja praca pozwoli ci zarobić, ale to kim cię uczyni.”

„Człowiek poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca swoje pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie liczy się z teraźniejszością. W rezultacie nie żyje, ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nie miał umrzeć. Po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc.” Dalajlama

„Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że coś <da>, tzn. że zabierze tobie, bowiem rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.” M. Thatcher

„Za pieniądze można mieć:

-zegarek, ale nie czas,

-budynek, ale nie dom,

-seks, ale nie miłość,

-lekarstwa, ale nie zdrowie,

-porządek, ale nie poważanie,

-władzę, ale nie szacunek,

-ubranie, ale nie dobry gust.

Można mieć, ale nie być.”

 

13 maja 2019

Kaganiec oświaty

Dobrze znane jest ze szkoły, że nauczyciel przekazuje informacje na temat określonego zagadnienia. Zadaniem uczniów jest zapamiętanie treści, o których mówi pedagog. Niestety taka forma nauczania jest zupełnie sprzeczna z ich potrzebami. Zapamiętują niewiele z tego, co usłyszą. Samej wiedzy o czymś nie da się włożyć nikomu do głowy. I tu należy zwrócić uwagę na dopaminę,  jako neuromodulator (określany przez badaczy mianem substancji ciekawości, zachowań eksploracyjnych i poszukiwania nowości). Dopamina zwiększa jasność myślenia oraz wzmacnia koncentrację. W tym czasie neurony wytwarzające endogenne opioidy, są aktywowane, a włókna tych neuronów rozgałęziają się szeroko w korze czołowej. W momencie, w którym dochodzi do wyrzutu opioidów, pojawia się dobry nastrój i naturalna chęć do działania – aktywacja endogennych opioidów stwarza subiektywny efekt nagrody, a sekwencja zachowań, dane zdarzenie – są dalej przetwarzane przez mózg i trwale w nim zapisane, czyli zachodzi prawdziwy proces uczenia się. Bez dopaminy proces uczenia się i długotrwałego zapamiętywania zwyczajnie ustaje. Aktywuje się ona jednak tylko w określonych warunkach, jakimi są też często warunki środowiskowe, a nawet rodzinne.

System edukacyjny w obecnym kształcie nie wspiera tych procesów, a tym samym nie przyczynia się do zdrowego rozwoju poznawczego, emocjonalnego i społecznego uczących się. Warto przyjrzeć się więc temu, co w szkołach tradycyjnych oddziałuje najbardziej niekorzystnie.

„Akademia Smorgońska”, zwana szkołą powszechną, z lubością tkwi w skostniałym schemacie tzw. „modelu pruskiego”, który zakłada zaprogramowanie oraz podporządkowanie sobie posłusznych robotników, przez nachalną indoktrynację. Mimo odkrytych pewników psychologii rozwojowej i neuronauk, które określają ten system jako nieskuteczny, wręcz szkodliwy dla rozwoju, trzyma się on w najlepsze. Wszelki podział zajęć jest tak opresyjny, jak ustrój absolutny zmian brygad pracowniczych w fabryce. Od dzieciństwa robią nam pranie mózgu: „…o, jaki piękny wierszyk…”, „…naucz się życiorysu poety na pamięć…” , „…wylicz zadanie…” , „…zapamiętaj wzór i definicję…” , „…nie dyskutuj ze mną nad interpretacją, bo ocena niedostateczna…” , „…to ci się kiedyś przyda, więc masz to zapamiętać…” , „…nie obchodzi mnie, że się tym nie interesujesz…”. To jest właśnie narzucanie schematów zamiast myślenia. Bezużyteczny relikt i skansen do radzenia sobie z rzeczywistością. Szkodliwe zasady, o których wspomniał już dawno A.Camus: „Szkoła przygotowuje do życia w świecie, który nie istnieje”.

Wpisuj się w nasze myślenie albo przegrasz. Osoby wyłamujące się, są traktowane z pogardą jako bezwartościowe, okaleczone. Celem staje się zdobywanie ocen a nie poznawanie świata. Masowe „produkowanie” ludzi nieodpowiedzialnych polega na tym, że nauczyciele czują się „zwierzchnikami” uczniów, i cały czas traktują go jako ucznia, a nie człowieka, w którym zachodzą zmiany. Polityka strachu, kiedy to nauczyciele traktują błędy, jako oznakę „bycia gorszym”, kształtuje psychikę raz na zawsze, i jest najważniejszym powodem, dla którego tak wielu żyje „przeciętnym życiem”. Butwiejący system jest jak stary płot – po co go remontować, skoro cały czas stoi.

Świat już dawno się przekształtował, i nie ma już czegoś takiego jak zhierarchizowanie przedmiotów, i nacisk na dany przedmiot. Nie należy rezygnować z tego, co jest dla nas najważniejsze, i do czego mamy talent. Ani matma ani j.polski, czy plastyka albo muzyka, nie są ważniejsze jeden od drugiego. System ignoruje fakt, że dla każdego jest inny, ma inną wartość. I że należy określić priorytety, oraz ścieżkę rozwoju, i na tym się skupić. System wymaga pełnego podporządkowania się.

Nie istnieje płynna lawiracja przedmiotowa. Przeładowanie informacjami, które nie są do niczego potrzebne, i presja, która przyczynia się do chronicznego stresu, fobii, oraz niechęci, jest skutkiem fałszywego obrazu świata, prezentowanego przez autokratycznych nauczycieli. Nikt z nich nie umie odpowiedzieć na pytanie, do czego przyda się przedstawiana wiedza, która jest wciskana. Nic dziwnego, że nie ma ani grama motywacji, bo nudne sprawy są przedstawiane w nudny sposób. Nie ma nauczania użytecznych rzeczy w inteligentny sposób. Czy rewolucja kiedyś nastąpi? Czy zniknie upośledzony system? Pewnie to jak walka z wiatrakami…

Młodzi ludzie są narażeni na przebywanie w otoczeniu pełnym presji, rywalizacji i niespełnienia osobowościowego. Całymi dniami przebywają w świecie sprzecznym z realnym życiem. Neurobiologiczne mówi się o tym, że uczenie się, to powstawanie trwałych zmian w zachowaniu, będących efektem doświadczenia. a słyszy się cały czas o tym, że trzeba zachować zasadę 3xZ (Z.Z.Z.): Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Tak jak: wysłuchaj, zapamiętaj, naucz się na pamięć, nanieś na kartkę, zdobądź cyferkę. To jest: kopiuj – wklej. i do czego to? i po co? Nie da się wykorzystać pewnych rzeczy w naturalnym kontekście sytuacyjnym. Aktualność pewnej wiedzy musi ulegać transformacji, by miało to sens i znaczenie. To nie jest wina nauczycieli, że podlegają systemowi, który nie daje możliwości i metod efektywnej i praktycznej nauki, oraz podstaw psychologii. Powoduje to reżim także im narzucony, a skutki tego są takie, a nie inne, i których nie da się już naprawić.

Karygodne jest tez podejście na zasadzie: „Skoro my przetrwaliśmy, to ty też przetrwasz”. No nie, to tak nie działa. Z pokolenia na pokolenie samoświadomość jednostki się zwiększa, i to już nie jest tak, że synuś lub córcia, przyniesie do domu same piątki, ale będzie tak naprawdę nieświadomym kłębkiem nerwów, nieprzystosowanym do samodzielnego myślenia i co za tym idzie – życia. Poza tym, nic oprócz tych cyferek nie będzie znaczyć, ani teraz, ani w przyszłości, bo pozostanie tylko sztucznym tworem systemu, wypełniającym kolejne rubryki w tabelce życiorysu. Tak jak w piosence zespołu Turbo pt. „Dorosłe dzieci”.

Na powyższy temat cytat artykułu z prasy:

„Czasami mam wrażenie, że szkoła zamiast kształcić, zamyka nas w pudełku i zabrania zdobywania nowej wiedzy. Uczymy się o tym, kto był królem 100olat temu, czy recytujemy jakiś wiersz, a często nie wiemy jak żyć. Uczymy się o przeszłości zamiast zrozumieć teraźniejszość i samego siebie. Uczymy się o związkach chemicznych, a nie wiemy nic o międzyludzkich. Uczymy się zasad dynamiki, a nie umiemy nadążać za zmianami. Uczymy się definicji, a nie wiemy co to miłość i samoakceptacja. Szkoła powinna być miejscem gdzie uczniowie się nie boją innych, gdzie wolność słowa jest czymś normalnym, a uśmiech reakcja naturalna, nie może być też bólu ani zranienia. Jesteśmy szufladkowani przez liczby na papierku. Jesteśmy poniżani i wyśmiewani przez ludzi, od których akurat potrzebujemy pomocy. Czy naprawdę te liczby są tak ważne? Najwięksi geniusze byli najgorsi w szkole. Nie wszyscy potrafią stłamsić swoją osobowość i dopasować się do wymogów. Mamy się uczyć wszystkiego, nieważne czy nam się to przyda czy nie, i tak zapomnimy o tym po kilku dniach. Przecież oceny są najważniejsze, a nie to co mamy w głowach. Szkoła- miejsce, w którym od dziecka jesteśmy przystosowywani od świata, który nie istnieje. Nie mamy czasu na nic, a nikt nas nie nauczył tego, jak zatrzymać czas, aby nasza młodość nie minęła.”

„Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji” M.Twain

„Ja się nigdy nie uczyłem, więc szkoła nie zniszczyła we mnie inteligencji”

„ILOŚĆ SZKÓŁ NIE CZYNI MĄDRYM, TAK JAK STOS CEGIEŁ NIE CZYNI DOMU”

 

25 Mar 2019

Współczesny ekshibicjonizm

Nie ma już żadnej prywatności i trzeba się z tym pogodzić. Do tej pory prywatność kradły nam globalne korporacje w stylu: dane w zamian za usługi. Jeśli ktoś sądzi, że smartfony generalnie służą do rozmów i smsowania, zasługuje na miano naiwniaka. Użytkownik obsługujący ekran nie rozumie, jak działają obecnie mechanizmy tej wygody. Nie ma pojęcia, jak kliknięcie w daną funkcję zmienia jego życie, i jak urządzenie staje się niewyczerpalnym źródłem informacji. To potężne narzędzie śledcze. Trzymamy na nich zdjęcia, hasła, aplikacje, ślady logowania do banku, czy konta e-mail. Gigabajty prywatnych danych.

Obecnie w „społeczeństwie nadzorowanym”, zasysanie danych odbywa się nie dość, że za własną zgodą, to w dodatku bez ograniczeń i śladów. W większości przypadków, nikt i nigdy nie dowie się, że był w jakiś sposób sprawdzany. Na podstawie wręcz banalnych danych, można ustalić szczegółowy profil osoby, która nas interesuje, a nawet przewidzieć kolejne jej zachowanie: co i z kim, gdzie, kiedy, i jak długo będzie robić następnego dnia. Dla przeciętnego hakera, włamanie się na jakieś urządzenie niestanowi problemu. Ba! Nawet laik nie musi ruszać się z fotela, by przy odrobinie sprytu i analitycznego myślenia, dowiedzieć się i skompletować dane o interesującej go osobie.

Jesteśmy z technologią w wiecznym sprzężeniu, gdzie ofiarowana wygoda, zwiększa nasze w nią zaangażowanie, co z kolei dostarcza większej liczby danych. Pewne procesy są tak zmonopolizowane, że wiedzą o nas wszystko, tylko dlatego, że na to sami pozwalamy. Wszelakie portale społecznościowe są niezwykle zgubne (pomijając już, że to zwykła, światopoglądowa mielonka, tych samych, w kółko powtarzanych treści), bo poddają nas wszystkich nieustannej, masowej inwigilacji. Nie było jeszcze w historii ludzkości takiej sytuacji, by jedna organizacja kontrolowała komunikację miliardów. Narzędzia o niespotykanym potencjale manipulacyjnym użytkowników, coraz bardziej zachłanne.

Złudzenie prywatnej i wygodnej codzienności, polega na tym, że: zainstalowałeś aplikacje lub posługujesz się messengerem? Odbiłeś właśnie kartę w komunikacji miejskiej? Zapłaciłeś telefonem lub kartą w sklepie? Świetnie, właśnie padłeś ofiarą firm handlujących danymi, lub innym zainteresowanym Tobą organizacjom. Integracja danych i usług powoduje, że w jednym miejscu gromadzone są informacje na temat zwyczajów, upodobań i wydatków. Kto wie, może już pewne informacje zostały zhakowane i będą przez kogoś wykorzystane w przyszłości, i już nic nie można z tym zrobić. Kult masowej głupoty urósł do rangi wspaniałej cnoty. Potrzeba udowadniania, że się istnieje, jest już skrajnie nużąca. Rejestrowanie każdego fragmentu życia i siebie w roli głównej, przerodziła się w jakąś obsesje. Nie idzie już zrozumieć, z jak wielką miłością do siebie ludzie się fotografują.

Zdaje się, że to nie my używamy technologii, tylko ona nas. Inteligentne domy i zintegrowane z nimi urządzenia już przesyłają dane na temat: kiedy śpisz, kiedy się budzisz, kiedy i gdzie, ile czasu przebywasz i co aktualnie robisz. Już niedługo domowe wi-fi pozwoli na zeskanowanie mieszkania, bez żadnej świadomości lokatorów, oraz na swobodną rejestracje np. rozmowy telefonicznej.

Nie ma już i nie będzie możliwości odejścia od pewnego postępu, wręcz trzeba z nim iść. Nie chodzi też o to, by z pewnych udogodnień nie korzystać. Należy jednak używać ich ze świadomością i odpowiednim podejściem, które może być uznane dziś za ekscentryzm. Technologie, które opracowano by ułatwiły nam życie, przyczyniają się jednocześnie do naszej zguby. Kontrolując każdy aspekt naszego życia przestajemy mieć na nie wpływ. Nie pozwólmy się okradać, choć można z tym tak żyć, ale czy warto tak żyć?

Na ten temat można przedstawić słowa pewnego „informatyka”: „…widzę IP twojego kompa i wiem jakiej strony szukasz. Nie wiem, jaką masz przeglądarkę, bo jeden z zainstalowanych dodatków to utrudnia. Ale widzę na jaką stronę właśnie wszedłeś i co na niej robisz. Gdybyś się na niej zalogował, mógłbym skopiować ciasteczko i podszyć się pod ciebie. Jeśli zaczniesz ściągać plik, nie tylko będę widział jego treść, ale w odpowiedniej ilości czasu, będę mógł podmienić zawartość. Mogę też wrzucić do tymczasowej pamięci twojej przeglądarki kompromitujące materiały…”.

„…żyjemy w czasach, które są opowieścią idioty…”  Z.Herbert

 

19 Mar 2019

Przesądy

Każda z epok w dziejach trzyma się swoich mitów i przesądów, najczęściej nie znając ich pochodzenia. Relikty przeszłości i zapomniane obyczaje starych kultur do dziś świetnie się trzymają w swej pierwotnej wersji. Źródła podają taką definicję: Przesąd – bezpodstawna, uparcie żywiona i niewrażliwa na argumentację wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego, między danymi zdarzeniami. Wypływać może ona ze stereotypów zakorzenionych w kulturze i tradycji. Jest pozbawiona racjonalnych podstaw i niemożliwa do weryfikacji. Oraz pokrewna definicja: Zabobon – (od „bobomienie”) tj. niewyraźny bełkot wróżbitów podczas odprawianych rytuałów.

Źródłem i treścią przesądów jest najczęściej obawa i brak zrozumienia wobec zjawisk niemających nic wspólnego z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Generując absurdalne poglądy przyczyniające się do spustoszenia w umyśle, narażamy się na niedorzeczność. Ponieważ nie potrafimy przewidywać zdarzeń losowych, doszukujemy się fałszywych korelacji i wiązania pewnych sygnałów z podejmowanymi decyzjami. Jeśli kilka razy się potwierdzą, działamy znów na zasadzie odruchu. Potem często przychodzi rozczarowanie, bo przecież zrobiliśmy jak trzeba, a nie zadziałało. To jest pozostałość po przestarzałym systemie wierzeń i tzw. przyczynowość odwrotna.

Doktryna scjentystyczna w tym temacie mówi o tym, że „samospełniająca się przepowiednia”, jest zjawiskiem myśli i zachowania podświadomie wpływającym na zdarzenie: „Nie zauważyć, że jakaś przyczyna wywołuje określony skutek” oraz „Doszukać się jakiejś przyczyny, która wcale nie wpływa na skutek”. Np. <Dziś jest piątek 13go i na pewno zdarzy się coś złego>. Idąc tym torem myśli, skupiamy się nad tym tak, że z pewnością coś się przytrafić może złego. To jest właśnie konsekwencja: myśl – zdarzenie.

Teraz garstka skrótowych przykładów, mocno osadzonych i popularnych w różnych kulturach.

Czarny kot. Przebiegający kot, o w pełni czarnej sierści kojarzył się z pradawną złą magią i asystentem czarownic. Nic bardziej błędnego. Kot jako zwierz dostojny, inteligentny i nad wyraz tajemniczy, był już czczony w dawnym Egipcie. To na podstawie jego natury był stworzony „Mit oka słońca”, który przynosił dualizm szczęścia i dobrobytu. W nowożytnym rozumieniu, gdy czerń (czyli negatyw) przecina drogę, tworzy coś na kształt krzyża, czyli nieszczęścia. Biedne czarne koty 🙂

Kichanie i ziewanie. Poprzez otwory ogólnodostępne ciała, mogły wedrzeć się choroby, dlatego mówi się: „na zdrowie”.

Przechodzenie pod drabiną. W dawnych wiekach asystenci katów wchodzili na drabiny, by zdejmować ciała wisielców z szubienicy. Przechodzenie pod ich drabinami podobno zwiastowało nieszczęście, bo kojarzyło się z zetknięciem ze śmiercią. Z kolei fragment liny po wisielcu przynosił szczęście.

Podział partii ciała na planety. Każda pseudonauka wiązała się ze swoim odpowiednikiem. W tym wypadku astrologia i jej pochodne, były przeciwne astronomii.

Liczba „7”. Uważana w wielu kulturach za szczęśliwą. Wynika z nie tak dalekich wieków, w których uważano, że siódme dziecko ma ponadprzeciętne zdolności różnego rodzaju.

Otwarty parasol w pomieszczeniu. Parasol swoją pierwotną funkcją, miał zasłaniać przed słońcem. Dopiero potem spełnił swoją rolę jako osłona przed deszczem. W dawnych kulturach, gdy czczono słońce, zasłanianie się przed nim w cieniu zakrawało na bluźnierstwo. I stąd, z ang. umbrella, z łac. umbra, tzn.cień.

Piątek 13tego. Zgodnie z legendą, kapitan Piątek (zuch i marynarz), nie pozostawił złotej monety pod masztem w nowo wybudowanym żaglowcu. W dodatku nie zawiązał czerwonej tasiemki na pierwszym gwoździu wbitym w deskę kadłuba. Po wypłynięciu cała załoga zginęła. Jak się okazało, w skutek nieprzewidzianej pogody. Liczba „13” także była brana pod uwagę jako zły omen z powodu: trzynastu śmierci starożytnych bóstw, będących trzynastymi z kolei. Także według mitologii chrześcijańskiej, 13ty gość ostatniej wieczerzy był wątpliwej reputacji i marnie skończył.

Otwarte okna, kwiaty i magnesy. Szpitale się zliberalizowały i unowocześniły, ale kiedyś wierzono, że nie można zostawiać na noc okien otwartych, bo zło wlatuje. Podobnie było z kwiatami, że wysysają energię 🙂 Magnesy kładziono pod chorego, że niby przyciągają złowrogie fluidy. Na szczęście, zaniechano tych zabobonnych praktyk, a kwiatów i tak się już nie przynosi ze względów sanitarnych.

Pieczenie uszu i cofanie się do domu, by przysiąść. Na zmianę ciśnienia i lub temperaturę ma wpływ mnóstwo czynników fizjologicznych, a nie to, że ktoś nas obgaduje. I tak nas ktoś obgada bez względu na okoliczności. Natomiast kompletną bzdurą jest to, że po cofnięciu się do domu „bo czegoś zapomniano” trzeba przysiąść. Można spocząć gdy trzeba chwilę odetchnąć.

Biżuteria. Wszelkie ludy zabezpieczały się biżuterią we wszystkich możliwych otworach ciała. Cała ta maskarada przerodziła się we wspaniały biznes i modę na ozdoby. Kolczyki, kółka, świecidełka, miały przynosić szczęście. Koło było i jest symbolem jedności i wieczności jako znak bezpiecznego, nierozerwalnego okręgu. Pierścionek zaręczynowy, czy obrączka ślubna miały być znakiem trwałości.

Lustro. Własne odbicie w lustrze jest subiektywne. Natomiast stłuczenie go, to tak, jakbyśmy uszkodzili samego siebie. A dlaczego akurat siedem lat nieszczęść, skoro siódemka to przecież szczęśliwa liczba? Otóż Rzymianie wierzyli w siedmioletni cykl ludzkiej egzystencji (następowała wtedy odnowa ciała, zwiększenie witalności itp.). Zniszczenie wizerunku oznaczało zaburzenie tego cyklu. Dziś według psychologów, co 7 do 10 lat, w nas samych zachodzi zmiana mentalna.

Łóżko. Wstawanie lewą nogą wynika z tego, że po prostu łóżko jest tak ustawione. Według nauki feng shui, mamy spać w pozycji północ – południe. Inne przekazy mówią o tym, żeby łózko stało zgodnie z ułożeniem desek w parkiecie czy paneli i by zaczynać dzień wstając na prawą stronę. Niegdyś wszystko co lewe było negatywne, a co prawe pozytywne. Np. żaden rybak nie cumował swej łajby lewą burtą, a na osoby leworęczne patrzono jak na dziwolągi.

Krzyż. W sztuce sakralnej pojawił się w roku 600 n.e. Kościół katolicki przywłaszczył sobie symbol, jak wiele innych, kierując się chęcią zawłaszczenia wszystkiego, co najcenniejsze w dorobku ludzkości, jakby to zawsze do niego należało. Pierwsi chrześcijanie uznawali <symbol> za pogański i nie tolerowali go. Potem upowszechniło się jako narzędzie tortur. Wszelkie symbole, w jakiejkolwiek sztuce, miały znamiona w kształcie „T”. To jest tzw. krzyż „Tau”, który wywodzi się od Druidów i treści związanych z urodzajem.

Sowa. Na temat ptaków narosło pełno przesądów i mitów. Nie tylko drapieżniki nocne były silnie powiązane z negatywnymi siłami, ale także np. kruki czy lelki kozodoje. Sowa była symbolem nieszczęścia, a dopiero potem mądrości. Natomiast w kulturach dalekiego wschodu, miała opinię ptaka przynoszącego szczęście, a jej wizerunek na dachach domów miał chronić budynki przed pożarami.

Przesądy funkcjonują przede wszystkim jako zewnętrzne wyrazy napięć, lęków i przypadkowych koincydencji. Największym ich źródłem była i jest religia.

Bibliografia: Peter Lorie „Przesądy”, Piotr Kowalski – Leksykon Znaki Świata „Omen, przesąd, znaczenie”

08 Lut 2019

Zwierz też…

Weszliśmy w niebezpieczną fazę antropocentryzmu, w której wydaje nam się, że wszystko wolno. Jaki jest bezmiar cierpienia, które jest udziałem zwierząt hodowlanych i używanych do badań naukowych? Niby sprawa jest prosta, co wolno, a co nie. Wymierzony psu lub kotu klaps jest dopuszczalny, ale kopniak już nie. Oddanie do schroniska jest ok, ale wyrzucenie na ulicę, to już nikczemność. W cywilizowanym świecie, ustawy przewidują karę za zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom, ale ma się na myśli najczęściej zwierzęta domowe.

Jeśli chodzi np. o króliki poddawane substancją chemicznym lub małpy, gdy przykręca się im głowy, w stabilizatorach śrubami do czaszki, robi „na żywca” trepanacje, by wstrzykiwać bezpośrednio substancje toksyczne do mózgu. Poddaje się gęsi tuczeniu wątroby lub przeszczepia się całe partie ciała, z jednego organizmu do drugiego. Czy to jest legalne? No tak. Czy to jest etyczne? No właśnie…

Można stwierdzić, że cierpienie jednych kosztem drugich jest konieczne, byśmy byli zdrowi, mieli co jeść, a także żeby wygodniej nam się żyło. Czy to dostateczne usprawiedliwienie tego, co wyrządzamy, istotom innego gatunku? Może jednak eksperymenty na ludziach i dla ludzi dałyby coś więcej, niż się zdaje (tak jak robiono to w ośrodkach doświadczalnych np. w czasie wojny). Dajmy na to przykład odwrotny. Fantazja z pogranicza s-f. Załóżmy, że istnieje gdzieś tzw. świat równoległy, rządzący się zupełnie innymi prawami. I w tym świecie dominują np. mięsożerne, antropo-podobne  zające, które uważają gatunek ludzki za pożywienie, lub przerabiają pozyskane części jako trofea lub ozdoby.  Już na samą myśl, wyobrażenie o tym, jak istoty ludzkie są uśmiercane, wiszą na hakach w rzeźni, i są odsączane z krwi, a ich mięso jest dzielone na kategorie do spożycia, budzi oburzenie. No właśnie…

„Z reguły tzw. religijni filozofowie, odeszli od charakterystycznej dla filozofii, natury równorzędności istot żyjących. Zastąpili ją usankcjonowaną hierarchią, za sprawą łaski, umieszczając człowieka na szczycie łańcucha pokarmowego. Skłaniali się do myśli o panowaniu nad zwierzętami, ale o sznyclach, czy ozorkach nie było w źródłach mowy”. [Iris Radisch, Die Zeit (redaktorka zbioru eseju o zwierzętach)]

Szowinizm gatunkowy zakłada, że już sama przynależność do homo-sapiens, uprawnia nas do stanowienia wyższości naszego gatunku przed innymi. Że istnieją etycznie istotne różnice między istotami ludzkimi i innymi zwierzętami, które upoważniają nas do przedkładania ludzkich interesów przed innymi. Skrajnym przykładem może być samoobrona przed drapieżnikiem (najczęściej w „dzikich” krajach) lub kulturowo uwarunkowane zdobycie „pożywienia”. Uogólniając, jesteśmy najbardziej brutalną istotą w ekosystemie. Polowanie może być usprawiedliwione, jeśli to nie stanowi pseudo rozrywki.

Zarzut, że odrzucenie szowinizmu gatunkowego oznaczać by musiało, że życie muchy lub bakterii, mamy cenić tak samo jak życie człowieka, sprowadza się do tego, że nie ma innego wyboru, jak traktowanie w pełni równolegle wszelkiego stworzenia. Czy to nie absurd? Jednak równe, nie jest jednoznaczne z jednakowym. Ciekawostką z antropologii jest to, że jeśli bylibyśmy „od zawsze” nauczeni jedzenia mięsa, to nasz układ zębowy byłby zupełnie inaczej zbudowany. Dodatkowo, jeżeli jedlibyśmy stale mięso, to skończyłoby się podobnie jak w zamierzchłych czasach: Ktoś, kto dożywał 40tki (cudem 50tki lub 60tki, był fenomenem= starcem), był już na skraju wyczerpania. Umierano z powodu, np: nadciśnienia, zatorów, cholesterolu, zawałów, udarów, niewydolności rożnego typu, dny moczanowej, zwyrodnienia stawów, itp. itd. Dieta opierała się zazwyczaj na pokarmach pochodzenia zwierzęcego.

Mając odrobinę wolnej woli i przede wszystkim świadomości, można zredukować przyzwyczajenia żywieniowe. Na czyją stronę przechylić szalę? Czy to my bardziej będziemy cierpieć z powodu niezaspokojenia smaku, apetytu? Czy też zwierzak żyjący w metalowym ogrodzeniu, na betonowej podłodze? Wykastrowany, bez zębów, które usunięto bez znieczulenia, kończący nędzny żywot po ciosie kołkiem w głowę?

Hodowla zwierząt jest pełna przemocy. Nawet na ekologicznych farmach, patrzy się na zwierzęta przez pryzmat opłacalności. Na tych wielkich, gdzie zwierzęta cierpią najbardziej, dochodzi oprócz warunków życia, skrajne okrucieństwo. Tymczasem konsument jest przekonany, że zwierzęta wiodą beztroski żywot. Rysunki i grafiki na opakowaniach wędlin, czy piękne reklamy, oddają może realia XIX-wiecznej wsi, ale z pewnością nie zindustrializowanego przemysłu śmierci…

Sugerowałem się przemyśleniami w oparciu o własne doświadczenia, teksty z prasy, a także książką: „W obronie zwierząt”, Peter Singer, we współpracy: Jan Głowiczower.

04 Lut 2019

Wrażenia ekstremalne

Wspinaczka, skialpinizm, snowboarding, skoki na bungee, spadochroniarstwo, paralotniarstwo, nurkowanie, spadanie swobodne i wiele innych. Dodatnie i ujemne przeciążenia fizyczne ciała. Potrzeba adrenaliny w odskoczni od codziennej rutyny, jest dla wielu spełnieniem, by nie zatracić się w monotonii życiowej. Poszukiwanie doznań, potrzeba zwiększonej stymulacji, dobrostan poprzez dostarczanie różnych bodźców. Są to składowe, które powodują wyzwolenie niesamowitych ilości endorfin.

Jak wiemy, podstawowym motorem unikania lub pożądania niecodziennych doświadczeń, jest poziom dopaminy wytwarzanej przez neurony, która zmusza do poszukiwania przyjemnych odczuć. Może to być jedzenie, odpoczynek, forma twórczości lub seks, oraz wiele innych czynników, jak kto woli. Potrzebujący mocniejszych wrażeń, mają nieustannie podwyższony poziom dopaminy, dlatego wszelkie przekraczanie granic nie jest dla nich problemem, a wręcz napędza cały czas do działania w jakimś stopniu ryzyka.

Osoby poddające się kontrolowanemu, większemu wpływowi adrenaliny są odporniejsze na stres, mają większe poczucie szczęścia (przez tzw. strach kontrolowany), radość, spełnienie i ekscytację. Są odważniejsze, aktywniejsze. Ich zmysły pracują znacznie lepiej. Ich mózg wytwarza ogromne ilości dopamin i endorfin, czyli hormonów szczęścia. Poza przeżyciami niesportowymi, można by wymienić prozaiczne kwestie, jakimi są także np. oglądanie horrorów lub thrillerów. To nie są realne zagrożenia i działają chwilowo. Na pewne rzeczy z czasem się uodparniamy i nie robi to na nas specjalnego wrażenia. Z wiekiem, zapotrzebowanie na adrenalinę spada. Pewne sprawy zwyczajnie nas już nie ruszają emocjonalnie.

Generalnie krzywdzącym stereotypem jest nazywanie poszukiwaczy wrażeń szaleńcami. Uczucia jakich doznają i potrzebują, trudno nawet opisać. To tak, jakby spróbować opisywać lub zdefiniować jednolicie miłość. To są indywidualne, głębokie, osobiste kwestie.

25 Sty 2019

Świadomość ekologiczna i nie tylko

Każda czynność, zarówno kiedyś, jak i dziś, przyczynia się do oddziaływania na naszą planetę. A co za tym idzie-życie. Jeśli ludzkość nie opamięta się w swoich działaniach, sama siebie unicestwi. Obserwacja wydarzeń globalnych i dzieło zniszczenia osiągnęło taki stan, iż znaleźliśmy się nad przepaścią. Katastrofa jest nieunikniona. Świat znajduje się w schyłkowej fazie epoki nieprzerwanego wzrostu, rozbuchanej konsumpcji i zużycia zasobów naturalnych. Narasta świadomość, że nasz obecny model życia, nie tylko w sensie materialnym, lecz także etycznym, jest nie do utrzymania.

Zawłaszczanie zasobów naturalnych postępuje w zastraszającym tempie. Kwestie takie jak: klimat, pieniądz, plastik, energia, woda, powietrze, konflikty zbrojne i demografia, stawiają nas -homo sapiens- pod wielkim znakiem zapytania. Jeśli ważne są tylko tabele zysków i strat? Jeśli najistotniejsze są  inwestycje w zbrojenia, a nie w ratowanie naszego otoczenia? Jeśli konsumpcja materialna osiągnęła już takie apogeum, że nie ma innego odnośnika? To dokąd my zmierzamy? Czy pęd tego szalonego pociągu ktoś zatrzyma? Masa się gromadzi i staje się ciężarem, a ciężar zaczyna się wylewać. Takie ma nasz gatunek ciśnienie i podejście.

Oprócz wspomnianych powyżej zawłaszczeń zasobów naturalnych, należy podkreślić przede wszystkim presję demograficzną. Większość społeczeństwa mentalnie jest tak skonstruowana, że widzi tylko swój świat zastany. Z pobudek instynktownych, kulturowych, bez celu i sensu, bez podstaw, rozmnażają się na potęgę. Bez pomyślunku, dla samej idei. Szczególnie dotyczy to tzw. krajów Trzeciego Świata, choć nie tylko… Bo przecież „My” oznacza grupę rodzinną, plemienną, klasową, a także państwową i kulturową. Ktoś, kiedyś wyraził takie zdanie: „…bo życie jest za długie, i ludzi jest za dużo”.

Migracje z powodów ekologicznych, humanitarnych, wojennych i religijnych. Karczowanie lasów, eksploatacja wód, traktowanie zwierząt jak przemysłowy produkt żywnościowy, produkcja śmieci, chemia w pożywieniu, niewłaściwe rozporządzanie pieniędzmi i bestialstwo ekonomiczne. Raporty i statystyki nie pozostawiają złudzeń, ale nikt o pewnych zależnościach głośno nie powie. Taki przykład, gdy chodziłoby o przestrzeń życiową: jeśli zamknie się w ciasnym pomieszczeniu, powiedzmy, cztery osobniki, to one w miarę ograniczonej przestrzeni postarają się tą przestrzenią współdzielić. Jeśli do tych czterech, na ta samą przestrzeń wpuści się kolejne kilka osobników, to naturalnie powstanie konflikt na śmierć i życie. Wniosek z tego jest taki, że gdy kurczą się przestrzenie ziem i zasobów (z różnorakich względów), to prędzej czy później dojdzie do wojny.

Świadomość i niż intelektualny współczesnego człowieka, stanowi jedynie pochwalenie się zakupem maseczki antysmogowej i fotką <eko> na portalu społecznościowym. Tymczasem należy zacząć od prozaicznych rzeczy:

-Plastik- pewne produkty nie mają innej formy opakowania. Jeśli nie masz na to wpływu, sortuj je w odpadach. Na segregowanym plastiku idzie zaoszczędzić. Przetwórnie przerobią je na kolejne kubeczki do jogurtów lub np. akcesoria medyczne, odzież. Segreguj odpady.

-Jedzenie- nie kupuj na zapas. Chyba, że są to produkty konserwowe i tzw. suche. Można je długo przetrzymywać. Data ważności na produkcie tak naprawdę nie oznacza, że już jest niezdatny do spożycia. Otwórz, oceń zmysłami.

-Samochód- wygodnie jest wszędzie jeździć autem bez ograniczeń, ale przemyśl to. Jak masz wyskoczyć na niedaleką odległość. Zabierz ludzi w tym samym kierunku, ograniczcie emisje spalin. Wygodne księżniczki nie muszą być podwożone 1km bo np. pada 🙂

-Mięso- większy % produktów mięsnych trafia do kosza, a ten przemysł na ogromną skalę generuje wszystkie negatywne skutki związane z jakością i oszukiwaniem konsumentów, etyką i zanieczyszczeniem środowiska. Jedz jeśli musisz na bieżąco. Najzdrowiej zrezygnować z mięsa 🙂

-Papier- jeśli czytasz gazety, segreguj je na utylizacje, do kosza oznaczonego <papier>. Masz stary kalendarz? Potnij go na fragmenty, będzie ci służył jako notes, i kilka razy możesz go zapisać. Nigdy nie zgniataj kartek, to może być notesik. Jeśli już wyrzucasz, pamiętaj o segregacji.

-Ubrania- nie utylizuj tego, co już może być niemodne, oddaj te rzeczy dla potrzebujących. Jeśli już rozmiary czy gust się nie zgadzają, pamiętaj: ktoś może bardzo potrzebować ciuchów, a naprawdę fajne rarytasy można znaleźć w sklepach z odzieżą używaną tzw. lumpeksach.

-Olej palmowy- nie dość, że jest niezdrowy to przyczynia się do karczowania lasów pod uprawy. Zasada jest prosta: unikasz danego produktu, produkt nie schodzi, nie jest kupowany, ograniczają jego sprzedaż. Czytaj etykiety.

-Ogranicz konsumpcję i zakupy- nie ma już prestiżu w tym, że robisz zakupy na zasadzie: pełne siaty=pełny wózek. Dobieraj mądrze i waż siły na zamiary.

-Nie kupuj śmieci- konsumujemy różne przetworzone żarcie, zwróćmy uwagę na skład na etykiecie. Tzw. „śmieciowe żarcie” jest dozwolone ale od czasu do czasu. Nie kupujmy lub nie ozdabiajmy się także śmieciami-bibelotami. Jeśli już tak jest, to stwórzmy z nich jakąś kolekcję, pamiątki, hobby.

-Oszczędzaj ogrzewanie i prąd- nie ma cię w domu, nie zostawiaj włączonych kaloryferów czy pieca. Zimno to zdrowie, potem nagrzejesz. Jeśli jesteś w jednym pomieszczeniu, to nie zostawiaj światła w drugim. Żarówki energooszczędne wbrew pozorom nie są ekologiczne po zużyciu.

-Zrezygnuj z węgla- jeśli to możliwe, to zrezygnuj z węgla. Węgiel kamienny to trochę wybryk natury. Polegaj na innych technologiach grzewczych.

-Unikaj jednorazówek- wszelkie kubeczki, talerzyki, słomki, widelczyki itp. itd. są zmorą ekologii. Dotyczy to też np. golarek, zapalniczek, naczyń wszelakich. Golarkę używaj kilkakrotnie, wbrew pozorom ostrza tak szybko się nie tępią. Jeśli używasz zapalniczki, ma ona zaworek napełniania gazu, kup gaz w butelce. Zapalniczka posłuży tobie wiele razy napełniając ją, a jak gaz w butli się skończy, to oddaj na złom. Za kilka takich metalowych pojemników możesz sobie kupić jakieś pieczywo.

-Nic nie wyrzucaj bezmyślnie- przebierz na zasadzie surowców wtórnych, pomyśl 3x zanim bezmyślnie usuniesz. To się komuś może przydać, albo coś z tego jeszcze idzie zrobić, dla dobra natury i nas wszystkich. Co się da metalowego, oddawaj na skup złomu. Potem huta to skupi i przerobi na nowe produkty. Nic się nie zmarnuje.

-Dbaj o drzewa i kwiaty- pomyśl o jakiejś roślince w domu, choć nie otaczaj się od razu buszem. Zaangażuj się w sadzenie drzewek, lub miej jakąś swoją ulubioną zieloną okolicę. Dbaj o widok drzew na swej drodze i otocz je szacunkiem.

-Oszczędzaj wodę- wbrew pozorom, spłukuj wodę nie po każdorazowym oddaniu moczu. Wiem, to brzmi fatalnie i nieestetycznie, ale zachowasz dzięki temu kilkadziesiąt spłukań rocznie, co przełoży się na opłaty i środowisko. Oszczędzaj na praniu, i tu też wbrew pozorom, pewne zachowania nadmiernie higieniczne wręcz szkodzą zdrowiu i mają odwrotny skutek. Mikroflory nie oszukasz. Bierz prysznic zamiast kąpieli w wannie, wodę z kranu filtruj zamiast kupować butelkową.

-Nie przesadzaj z kosmetykami- większość kosmetyków ma sztuczny skład chemiczny i jest testowana na zwierzakach. Polegaj na kosmetykach naturalnych, zapoznawaj się z etykietami i pomijając wywindowane walory lub pseudo-estetyczne moce, kierujmy się naturalnym biegiem rzeczy, zmianami kolei natury 🙂

-Szanuj produkty, oszczędzaj opakowania- nie chodzi o to, żeby być zbieraczem lub w okół siebie tworzyć bałagan. I ponownie można powtórzyć: Masz puszki po napojach lub konserwach? Spakuj je i wywieź na złom. Ty zarobisz kilka groszy, a i na nowy produkt będą one przeznaczone.

-Przede wszystkim wybierz szkło- szkło jest składową najbardziej naturalnych składników. Rozkłada się setki lat, ale odzyskiwane może służyć w nieskończoność. Wybieraj produkty w szkle, wymieniaj. Po umyciu jest w stałym obiegu i się nie niszczy. Można je przetapiać na dowolny cel.

W krajach skandynawskich maja na każdy produkt z wszelakiego tworzywa kaucje, w celu dalszego przetwarzania. Może trzeba brać z nich pod tym względem jakiś przykład. Zauważyłem też, że tam nie ma np. na chodnikach koszy na śmieci, a i tak jest porządek.

Może trzeba skorzystać z poniższych zasad:

1.Jeśli się da, kupować w sklepach z ekożywnością.

2.Nie jeść mięsa z masowej hodowli.

3.Jeść najwyżej 10% ilości ryb, mięsa i produktów mlecznych od dotychczasowych ilości.

4.Nie kupować produktów skórno-futrzarskich.

„Żyjemy wśród roztrzaskującego się świata. Pośród upadku i straszliwej niewydolności wszystkich istniejących systemów: politycznych, społecznych, religijnych, moralnych, ekonomicznych, ekologicznych. Wczoraj już jest przeszłością, a jutro tak niepewne jak nigdy dotąd.”

„Samo bezmyślne rozmnażanie się jest bliskie idei postępującego raka”.

 

 

21 Gru 2018

Nocne sumienie słów

Kolejna data, kolejny rok. Czas zadumy nad tym, co minęło, i nad tym co będzie. Czas przemyśleń przy płomieniu świecy i kubku mocnej kawy. Szczęśliwe dni warte pamięci, do których się uśmiechamy, a także rozważenie błędów, które popełniliśmy. Pokrzepiamy się myślą, że jednak gdzieś zmierzamy, coś zostawiamy za sobą, a co innego czeka nas w dalszej drodze.

W ramach tego typu refleksji, chciałbym przedstawić na chwilę obecną niektóre myśli dwóch wybranych filozofów.

Marek Aureliusz (stoicyzm)

„To nie ubóstwo nas nęka, tylko pragnienie bogactwa.”

„Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje.”

„Jak wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli (…)”

„Zastanów się, o ile częściej cierpisz z powodu swego gniewu i żalu, niż z powodu rzeczy, które wprawiają cię w gniew i żal.”

„Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi.”

„Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat tysiąc. Los wisi nad tobą, dopóki żyjesz, dopóty można, bądź dobry.”

„Skromnie przyjmować, spokojnie tracić.”

„Również umieranie jest jednym z naszych życiowych zadań.”

 

Leszek Kołakowski

„Po pierwsze przyjaciele.”

„Chcieć niezbyt wiele.”

„Wyzwolić się z kultu młodości.”

„Cieszyć się pięknem.”

„Nie dbać o sławę.”

„Wyzbyć się pożądliwości.”

„Nie mieć pretensji do świata.”

„Mierzyć siebie swoją własną miarą.”

„Zrozumieć swój świat.”

„Nie pouczać.”

„Iść na kompromisy ze sobą i światem.”

„Godzić się na miernotę życia.”

„Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.”

„Z zasady ufać ludziom.”

„Nie skarżyć się na życie.”

„Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.”

 

05 Lis 2018

Przyjaźń

Chyba każdy z nas pragnie mieć w życiu choć jedną osobę, która zasługuje na miano przyjaciela. Osobę, która wie o Tobie wszystko i mimo to, wciąż Cię lubi. Kogoś, kto powie: „jesteś ważny, debilu, nawet nie wiesz jak bardzo”. Przyjaciel, to niezbędny element naszego biogramu. To ktoś, kto wszedł do naszego życia i z niego nie odchodzi.

W miarę upływu lat, horyzont społeczny poszerza się i zmienia. Zaczynamy wybierać sobie z otoczenia osoby, które są dla nas szczególne. Wspólne zainteresowania, dogadywanie się, dzielenie zajęć, przygód. Te same poglądy, wartości i widzenie świata. W późniejszym wieku, gdy zaczynają się rozbieżności (do pewnego stopnia wpływ mają na to elementy czasami niezależne od nas), relacja przechodzi na głębszy poziom i zwraca się uwagę bardziej na takie cechy jak: serdeczność, oparcie, szczerość, zaufanie, słuszność wyborów, częsty kontakt. Rozumienie się prawie bez słów, zapewnienie wsparcia emocjonalnego, wzajemne uzupełnianie się w poczuciu wspólnego, wyższego celu (jak w koncepcji Arystotelesa o szlachetnym wymiarze przyjaźni).

Przyjaźń, to taki trochę substytut miłości, ale rządzi się zupełnie innymi prawami. To niezwykły dar, dlatego trzeba nad nim pracować, mimo czasami błędów i upadków. Jest to taki rodzaj sympatii, która nie potrzebuje reguł i warunków, ale domaga się otwartości, inaczej nic z tego. Jeśli Twój przyjaciel spada w dół, to nie sztuka skoczyć za nim, ale w odpowiednim czasie należy go złapać. Gdy coś sprawia, że się upada, przyjaciel poda rękę i powie: „choć na piwo omówić problem”. Niektórzy mogą obawiać się przyjaźni, gdyż są nadmiernie skryci lub boją się pewnego rodzaju odpowiedzialności. Przyjaciół też nie do końca należy traktować z delikatnością, lecz z szorstką odwagą, przy jednoczesnym ogromnym szacunku i uśmiechu. Trzeba dzielić troski i radości, cieszyć się, ale czasami odpowiednio i solidnie potrząsnąć. Nie należy też bać się, o coś prosić. Przyjaźń to nie transakcja, wiec śmiało można głośno myśleć, a nawet trzeba, mimo tego, że przyjacielskie relacje zawsze będą miały wady i komplikacje.

Jak wiele czasu, troski i pracy wymaga przyjaźń, jak łatwo ją zburzyć słowem lub lenistwem. Tak, zwyczajnym opierdalaniem się, olewaniem lub domaganiem się uwagi na siłę, oraz staraniem w jedną stronę. Dzieje się tak częściej w relacjach damsko-męskich. Warto także wspomnieć o przyjaźni między heteroseksualną kobietą i mężczyzną. Zawiązuje się ona tak samo, jak u osób tej samej płci. I taka przyjaźń istnieje do momentu, aż jedna ze stron zacznie oczekiwać czegoś więcej i druga osoba staje się atrakcyjna uczuciowo lub seksualnie. Wówczas ląduje się w tzw. „friendzone” lub znajomość się rozpadnie prędzej czy później, albo zaczyna tworzyć się związek, a to już zupełnie inna kwestia. Przyjaźń damsko-męska ma szanse trwać jedynie wtedy, gdy z obu stron nie wystąpi pierwiastek seksualności.

Zawieranie z kimś przyjaźni po pierwszym wrażeniu bywa ryzykowne. W swoim odruchu dobroci bywamy naiwni. Zdarzyć się może, że nagle potrzebujemy jakby sprawdzalności przyjaźni i w pewnej sytuacji okazuje się, że osoba, którą darzyliśmy sympatią i zaufaniem, nagle odwraca się od nas, bo jest zwyczajnym oszustem, krętaczem i wyzyskiwaczem. I to są błędy niewybaczalne, gdy przez „prawdziwych przyjaciół” poznaje się biedę. Są granice przyjaźni, tak jak granice wdzięczności. Bywają przyjaźnie, które zwyczajnie się wypalają, po prostu się z nich „wyrasta”. Następuje jakieś zawiedzenie się albo zwyczajne zmęczenie, nieznośność danej osoby. Nie ma już o czym rozmawiać, bo nastąpiły rozbieżności z różnych powodów. Ludzie się mijają i już nie znają.

Bardzo niewielu zasługuje na miano przyjaciela, jak też ilość przyjaciół nie przedkłada się na ich jakość. Przede wszystkim, najpierw należy zaprzyjaźnić się z samym sobą.

„Jeden przyjaciel, to dużo. Dwóch, to mnóstwo. Trzech, to rzecz prawie niemożliwa.”

„…będziemy trochę pili i filozofowali, może wyzwolimy się w końcu od gniotącej lekkości pozoru…”

05 Wrz 2018

Sen

Fascynacja zagadnieniem snu pod względem fizjologicznym, jak i znaczeniem marzeń sennych trwa od wieków. Jest to obszar nadal nie do końca w pełni zbadany. Nad snem zastanawiają się bez ustanku filozofowie, fizjologowie, psychiatrzy, neurobiologowie i chronobiologowie oraz niezliczone, pokrewne gałęzie nauki i pseudonauki. Do teraz doszukujemy się w snach jakiegoś przesłania, wiadomości, proroctwa, traktujemy wizję senną jako wyrocznie lub tajne sygnały wysyłane przez podświadomość.

Przesunięcie snu na samą górę hierarchii wartości to działanie do wdrożenia natychmiast! W obecnych czasach, w tej dziwnej gonitwie, sen zaczął być powoli dobrem luksusowym, co powinno dawać do myślenia i zatrważać. Dobrze się wyspać to już prawdziwa sztuka. Trzeba zdać sobie w końcu sprawę z tego, jak ważną rolę dla organizmu odgrywa sen.  Zaniedbywanie snu i ignorowanie swojego chronotypu prowadzi do rozdrażnienia, zaburzeń nastroju, przyczynia się do lęków i depresji, chorób układu krążenia, zaburzeń metabolicznych oraz wpływa na koncentrację i zapamiętywanie. Najwięcej nieszczęśliwych wypadków jest spowodowane przez brak higieny snu lub tzw. mikro sny.

Sen jako stan fizjologiczny, można określić mianem czasowej utraty przytomności lub nawet porównać do „umierania na chwile” albo tzw. śmierci pozornej, tak jak zmarły nie jest świadomy swojej śmierci, tak śpiący nie jest świadomy tego, ze akurat śpi (świadomość – zdolność odczuwania stanów). Pomijając patologię snu, jaką jest np. śpiączka, katalepsja, letarg lub narkolepsja (nie kojarzyć terminu z używkami), sen ma największy wpływ na efektywną pamięć, przetwarzanie i regenerację wspomnień, prawidłową regulację gospodarki hormonalnej i przywraca homeostazę całego organizmu. Zgodne jest twierdzenie, że wyspani są szczęśliwsi, pełni wigoru i optymizmu pod każdym względem.

Z wiekiem, w organizmie spada poziom melatoniny zwanej hormonem snu i pojawia się szereg niedogodności z tym związanych. Najczęściej dotyczy to osób, które ze względu na przyzwyczajenia lub wymogi systemu społecznego, wygenerowane przez lata: budzenie się, wstawanie i zasypianie wbrew swojemu chronotypowi. Zegara biologicznego nie da się oszukać, tak samo jak pozostałych czynności fizjologicznych. Owszem, da się pewne kwestie biologiczne wyregulować i stają się potem nawykami, ale czy np. głód, pragnienie, wydalanie, można wyregulować na podstawie rytmu godzinowego? No nie, je się wtedy kiedy się jest głodnym, pragnienie zaspokaja się wtedy, kiedy chce się pić, wydala się wtedy, kiedy jest potrzeba, a nie o określonej godzinie, i tak samo powinno być ze snem. Śpi się tak, jak organizm tego potrzebuje. Jeśli ktoś czuję się w pełni energicznie np. o świcie, ale przysypia już pod wieczór, inny budzi się koło południa i zasypia późną nocą, chwała mu za to, bo kieruje się swoją potrzebą, a nie dziwnym wymuszeniem. Doby nie da się ścisnąć imadłem lub rozciągnąć jak gumę, każdy ma swoje indywidualne potrzeby snu i aktywności. Dla jednych pełnia energii występuje o świcie, dla drugich nocą. Jeden potrzebuje zaledwie 6 godzin snu, inny 10 godzin, żeby sprawnie funkcjonować, z tym, że dużo ludzi też oszukuje samych siebie, w imię pokręconych idei. Wszelkie różnice w długości snu trzeba po prostu zaakceptować. Trzeba się budzić w dobrym humorze, a nie w poczuciu przygnębienia.

Eksperymenty dotyczące snu przeprowadzano np. w rosyjskich psychuszkach, kiedy to obiekt badany poddawano najliczniejszym torturom fizjologicznym i psychicznym. Okazało się, że brak snu był najbardziej nie do zniesienia. Do dzisiaj przesłuchiwanym funduje się taką torturę.  Elitarne jednostki wojskowe szkoli się do jak największej aktywności bojowej przy zminimalizowaniu snu, a także uczy się technik zasypiania w ciągu 2 minut i natychmiastowego przebudzenia. Wpływanie na sen modyfikuje się także farmaceutycznie, przeciągając aktywność w ciągu doby do maksimum przy użyciu stymulantów takich jak np. modafinil, który działa podobnie do amfetaminy i pochodnych efedryn, ale nie wywołuje uzależnienia i skutków ubocznych. Bada się tez skutki długości snu oraz nagłych przebudzeń w najgłębszej fazie REM i porównuje się odczyty zapisów EEG. Istnieją też ćwiczenia na tzw. sen świadomy, kwestionowane jednak przez wielu naukowców.

Obecnie, przy rozwoju technologicznym, sami przyczyniamy się do złej jakości snu. Wszelkie urządzenia i dostępne gadżety emitują tzw. „światło niebieskie”, siedzimy wręcz przyklejeni do tych zabawek, nawet w łóżku, i szkodzimy sobie sami, wręcz uzależniając się od tych wynalazków. Często nie jesteśmy świadomi jak bardzo nam to szkodzi. Wszelkie systemy, poradniki, inteligentne poduszki, maski przyciemniające, najróżniejsze porady, gogle nasenne, a tym bardziej teorie, które mówią o tym , że przez sen za pomocą jakiegoś urządzenia można coś tam przyswoić, co jest kompletną bzdurą (mózg w czasie snu nie przyswaja informacji z zewnątrz). Jedynym sposobem na dobry, zdrowy, niezakłócony sen, jest słuchanie swojego zegara biologicznego.

Podczas snu podnosi się kurtyna w teatrze naszych umysłów. W sztuce tej, występujemy w roli aktorów albo widowni, często też z obu stron na raz, odgrywamy i obserwujemy. Przeżywamy fantazje, emocje, marzenia. Niezliczone, przypadkowe fantasmagorie. Śniąc, żyjemy na chwile w subiektywnym, wewnętrznym świecie, niepodporządkowanym rozumowi i realizmowi z pokręconą logiką. Sny inspirują, dają rozwiązanie pewnych problemów, koją ból rzeczywistości. Nawet niewidomi śnią, ale w bardziej złożony sposób przetwarzania snu na inne zmysły. Sny i fantazje mogą być nad wyraz piękne lub przybierają postać psychodelicznych lęków i fantasmagorii tak pokręconych, że musiałoby się zebrać konsylium psychiatryczne by je wyjaśnić.

Z.Freud twierdził, że: „Sen urzeczywistnia nieświadome pragnienia czy żądze, które wypiera się na jawie”.  Autor obrazu, H.Füssli  pt. „Nocna mara”, twierdził: „jednym z najmniej wykorzystywanych tematów przez sztukę jest sen”. Niesamowitym zobrazowaniem tematu snu jest film pt. „Incepcja”. Mało kto wie, a może tego nie doświadczył na sobie, że jeśli śni nam się nagłe spadanie lub faktycznie obracamy się na skraj łóżka, to momentalnie się obudzimy. Podobno psychopatom się nic nie śni. David Lynch w jednym ze swoich filmów ujął też bardzo poetycko krótkie zdanie: „Żyjemy wewnątrz snu” („We live inside a dream”).

Humorystycznie o śnie:

„… proszę panią, o tej godzinie to mi nawet w obozie koncentracyjnym nie kazali wstawać…”

„Czasami ciężko mi pojąć ludzi, którzy dzielą pory dnia na śniadanie, obiad i kolacje. Ja nie mam z tym problemu, gdyż wstaje od razu na kolację”.

Poetycko o śnie:

„…ci, co śnią za dnia, dowiadują się o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą…”

Tak czy siak, temat snu można podsumować podpatrując naturę i naszych domowników posiadających futro lub sierść i zasnąć spokojnym… psem 😉

 

Korzystałem z książki: Tajniki ludzkiego umysłu. wyd. Readers Digest, 1997

 

© 2019 Adam Kucz. Wszystkie prawa zastrzeżone.