Blog

16 Cze 2020

Na troski nie ma nic lepszego jak klocki LEGO

LegoBezapelacyjnie wiadomo, że układanie konstrukcji z klocków to jedna z najlepszych zabaw i nikogo nie trzeba o tym przekonywać, jak wielką radość przynosi. Zabawa tymi małymi cegiełkami stawia nie lada wyzwanie dla wyobraźni, wpływa na sprawność manualną, koordynację wzrokową oraz wyzwala kreatywność i uczy cierpliwości w realizacji własnych niepowtarzalnych pomysłów. A czasami trzeba jej sporo, żeby stworzyć wymarzoną konstrukcję. Przede wszystkim jednak klocki to świetna zabawa dla wszystkich! Najpopularniejsze klocki świata to LEGO. Każdy o nich słyszał, każdy z nich budował lub buduje, ale nie każdy zna ich genezę. Oto garść ciekawostek o najsłynniejszych klockach, jakie do tej pory wymyślono.

Historia LEGO jest ciekawa, a nawet inspirująca.
Pomysłodawcą i założycielem firmy produkującej zabawki był duński cieśla Ole Kirk Christiansen. Swoje początki zawdzięcza małemu rodzinnemu zakładowi stolarskiemu, działającemu w miejscowości Billund, w Danii. Swoją przygodę z zabawkami zaczynał od figurek z drewna, a pierwszą zabawką, jaką wystrugał Christiansen, była drewniana kaczka. Oficjalnie firma produkująca zabawki została założona 12 października 1932 roku. Z początku interes szedł kiepsko, ale jak na każdego geniusza przystało, upór w działaniu przyniósł efekt. Drewniane zabawki Christiansena wyróżniały się niebywałą jakością i dokładnością wykonania. Data, kiedy została założona firma nie jest momentem powstania klocków, które znają wszyscy.
Aby rozwinąć przedsiębiorstwo, powinno mieć ono przede wszystkim odpowiednio dobraną nazwę. W związku z tym Christiansen ogłosił konkurs na nazwę firmy, do którego mógł przystąpić każdy z jego ówczesnych pracowników, a nagrodą była butelka wina domowej roboty. Tak oto została wyłoniona znana do dziś na całym świecie nazwa LEGO, która pojawiła się dopiero dwa lata po założeniu firmy i swoją genezę zawdzięcza duńskiemu wyrażeniu „leg godt”, czyli po prostu: baw się dobrze. Logotyp producenta klocków LEGO powstało w 1934 roku i z początku było ono szare, z kanciastymi literami. Znak firmowy LEGO przez lata zmieniał się, a niektóre logotypy dalekie były od współczesnego. Logotyp, którym obecnie posługuje się największy na świecie producent plastikowych klocków, stworzono w 1973 roku. Mały zakład stolarski stał się więc bazą do zbudowania prawdziwego imperium zabawkarskiego, które zawojowało świat.

Przełomowym i najważniejszym momentem w historii LEGO było stwierdzenie przez założyciela, że do produkcji zabawek warto wykorzystać nie tylko drewno, ale i tworzywo sztuczne. Zainwestował więc w pierwszą profesjonalną na tamte czasy maszynę. Wraz z nową maszyną przyjechały do fabryki próbki klocków angielskiej firmy Kiddicraft. To w oparciu o nie stworzono znany wszystkim klocek LEGO. Masową produkcję klocków rozpoczęto w 1949 roku, natomiast sposób łączenia klocków, który znany jest po dziś dzień opatentowany zostały dopiero w 1958 roku i produkowano je wówczas w pięciu podstawowych kolorach. W 1978 roku powstały pierwsze wersje żółtych ludzików czyli mini-figurki LEGO, które znamy do dziś. Zabawkowy biznes stał się rodzinną tradycją, a produkcja klocków przechodziła z ojca na syna. Po śmierci Ole Kirka Christiansena firmę przejął jego syn Godtfred Kirk Christiansen. Kolejnym szefem był wnuk założyciela Kjeld. Od ponad 10 lat władzę nad potentatem sprawuje osoba z zewnątrz. 70 % udziałów w LEGO ma nadal rodzina Christiansen.
Motto Ole Kirka Christiansena to: „Tylko najlepsze jest wystarczająco dobre”.

Produkcja
Wszystko zaczyna się od malutkich granulek plastiku o trudnej nazwie terpolimer akrylonitrylo-butadieno-styrenowy, w skrócie ABS. Współcześnie ma ono szerokie zastosowanie, m.in. w druku 3D. Ciężarówki z przyczepami wypełnionymi kolorowymi granulkami wjeżdżają do fabryki, gdzie ogromne węże zasysają  je, a następnie transportują do potężnych metalowych silosów, wysokich na trzy piętra, z których każdy może pomieścić do 33 ton granulek. Plastikowe granulki z silosów transportowane są następnie przez rury do wtryskarek. Wtryskarki podgrzewają granulki do około 230°C. W ten sposób uzyskana plastikowa masa wtłaczana jest do małych, metalowych form, wydrążonych w kształcie klocków. Formy wyglądają  jak bardziej skomplikowane wersje pojemników na kostki lodu. Wtryskarki z ogromną siłą kilku setek ton wyciskają masę granulek, tworząc klocki o precyzyjnych wymiarach. Następnie klocki są chłodzone i wyrzucane z maszyny, co trwa około 10 sekund. Z uwagi na wymóg wyjątkowej precyzji, proces produkcji jest prawie całkowicie zautomatyzowany. Gotowe klocki lądują na taśmie podajnika, a następnie w pudełkach. Po zapełnieniu pudełka wtryskarka wysyła sygnał radiowy do jednego z automatycznych wózków, patrolujących halę. Drogę wózka wyznaczają rowki, wyżłobione w podłodze fabryki. Wózek przenosi pudełka na inną taśmę, która przewozi je do następnego etapu produkcji. Następny etap procesu produkcji klocków odbywa się w halach montażowych, gdzie montowane są klocki składające się z wielu elementów i gdzie na klocki nanoszone są nadruki. Ogromna drukarka nanosi na klocki twarze, panele kontrolne, numery, słowa i inne ozdoby. Niektóre klocki LEGO, np. nogi mini-figurek, składają się z kilku elementów. Tego rodzaju klocki składane są w całość przez maszyny, które przy użyciu odpowiedniej siły, zachowują doskonałą precyzję. Etap końcowy produkcji polega na skompletowaniu zestawów klocków LEGO. Zestawy często składają się z setek różnych klocków, dlatego proces pakowania musi przebiegać szybko i precyzyjnie. Przenośnik taśmowy przesuwa pojemniki zwane kasetami pod specjalnymi koszami. W każdym z koszy znajdują się klocki innego rodzaju. Kosze otwierają się i zamykają tak, aby do każdej kasety wpadła odpowiednia ilość klocków. Proces produkcyjny kończą pakowacze, którzy składają pudełka, wkładają do nich instrukcje budowania, dodatkowe klocki i sprawdzają, czy maszyny nie popełniły błędów. Ciekawostką jest, że wszystkie klocki wyprodukowane od 1958 roku pasują do siebie idealnie, gdyż ich wzór nigdy nie uległ zmianie! Nic się nie marnuje, gdyż wszelkie części ze skazą lub błędem, są ponownie wykorzystywane i przetapiane na nowe.

LEGO w liczbach, statystykach i ciekawostkach (przykłady)
– Dwa podstawowe klocki LEGO 2×4 można połączyć na 24 różne sposoby. Przy trzech klockach ilość kombinacji wzrasta do 1060, a przy sześciu to 915 103 765 możliwości.
– Największym producentem opon na świecie jest firma LEGO.
– W 1964 roku pojawia się pierwsza instrukcja dotycząca zestawów LEGO.
– Pierwsza figurka LEGO została wyprodukowana w 1974 roku. Wyglądała ona inaczej niż te, które znamy dziś, była przede wszystkim większa. Z kolei pierwsze mini-figurki pojawiły się w 1975 roku. Masowa produkcja ludzików z klocków ruszyła w 1978 roku. Od tamtego czasu powstało ponad 5 miliardów ludzików LEGO, które znajdują się niemal w każdym zestawie.
– Podobno co sekundę sprzedaje się na świecie 7 zestawów LEGO.
– 40 miliardów cegiełek LEGO ułożonych jedna na drugiej byłoby w stanie połączyć Ziemię z Księżycem.
– Klocek LEGO Duplo choć jest osiem razy większy od standardowego klocka to nadal jest z nim kompatybilny. Jednym z założeń producenta tych zabawek   jest to, żeby wszystkie elementy do siebie pasowały.
– Figurki LEGO przedstawiają nie tylko ludzi, ale również np. roboty czy zwierzęta – związane bezpośrednio z daną serią.
– Do serii LEGO Pirates wszystkie figurki LEGO były uśmiechnięte. Zmieniło się to dopiero z jej wprowadzeniem w 1989 roku.
– Do 2004 roku wszystkie figurki LEGO były żółte.
– W 1968 roku powstał pierwszy park rozrywki LEGOLAND w Billund. Obecnie funkcjonuje ich aż osiem.
– W 2015 roku ludzie z LEGO Italia zbudowali w Mediolanie wieżę z klocków LEGO, która miała 35,05 metra. To Najwyższa budowla z klocków.
– Pojedynczy klocek może wytrzymać obciążenie o wadze około 400kg.
– Nazwa LEGO wielokrotnie pada w Księdze Rekordów Guinnessa. Do najciekawszych, stanowionych przy użyciu klocków LEGO należy największy statek, zbudowany przez duńską firmę DFDS w 150. rocznicę istnienia przedsiębiorstwa. Statek mierzył nieco ponad 12 metrów! Z kolei Niemcy razem ze Szwajcarami zbudowali największy obraz z klocków LEGO, prezentujący mapę Szwajcarii. Jego powierzchnia to 153 metry kwadratowe, a ilość użytych do budowy klocków wynosiła ponad 2 miliony. Największym fanem klocków LEGO, bo posiadającym w swojej prywatnej kolekcji aż 1091 zestawów, okazał się Kyle Ugone. Dzięki temu, iż zbiera klocki od 1986 roku i zgromadził ich tak ogromną ilość, trafił do Księgi Rekordów Guinnessa.
– Współczesne zestawy zawierają tak przedstawione instrukcje, że da się je złożyć bez myślenia, w niecałą godzinę. Starsze modele były bardziej skomplikowane, szczególnie te o znacznej ilości części.
– Obecnie LEGO wprowadza coraz więcej ekologicznych klocków z komponentów na bazie trzciny cukrowej.

Oferta tematyczna klocków
Na przestrzeni lat, oferta zestawów tematycznych LEGO była bardzo zmienna. Niektóre oferowane serie lub pod serie utrzymywały się bardzo krótko na rynku. Zestawienie publikowane jest w wydawanych co pół roku katalogach od końca lat 70tych. Znajdują się tam też informacje o nadchodzących nowościach. Poza zestawami tematycznymi, dostępne są też pakiety podstawowych klocków w różnych kolorach oraz pojedyncze produkty do samodzielnego łączenia czy wymieszania z gotową ofertą zestawową.

Marka LEGO idzie z duchem czasu. Dlatego oprócz klasycznych zestawów klocków są też serie LEGO oparte na filmach i bajkach.

Legoland
W mieście Billund znajduje się główna siedziba Grupy LEGO oraz największy na świecie park rozrywki Legoland. Wyjątkowe miejsce, w którym wszystko zbudowane jest z klocków. Znajdziemy tam miniatury znanych budowli, posągów i innych obiektów. Kilka ciekawostek o Legolland Billund:
– Jest najstarszym oraz największym parkiem rozrywki na świecie spośród wszystkich parków Legoland.
– W roku 2018 obchodził swoje 50 urodziny.
– Rocznie przyciąga około 1,8 miliona turystów.
– W pobliżu parku znajduje się hotel Legoland.
– Park otwarty jest od marca do października.
– Podzielony jest na tematyczne krainy: Miniland, Legoredo, Imagination Zone, Adventure Land, Knights’ Kingom, Duplo land, Pirate Land, Polar Land, Ninjago Worlds.
– Parki Legoland znajdują się również w: Niemczech, Wielkiej Brytanii, USA, Emiratach Arabskich, Japonii, Malezji.
Legoland to obowiązkowa podróż dla każdego prawdziwego miłośnika LEGO

Inspiracje i zastosowanie
Okazuje się, że kolorowe klocki mają znacznie więcej zastosowań niż zwyczajne bawienie i rozwijanie kreatywności wśród dzieci. LEGO od 70 lat inspiruje do tworzenia, stale zachwycając wszechstronnością zastosowań swoich zabawek. Wiek ich użytkowników oscyluje między 3 a 99 rokiem życia. Mnóstwo firm korzysta z rozwiązań za pomocą elementów do budowy modeli z serii LEGO TECHNIC. Architekci wnętrz prześcigają się w wymyślaniu gadzetów ozdobnych i praktycznych na bazie klocków. Wiele firm stosuje LEGO podczas rekrutacji, by sprawdzić pomysłowość kandydata za pomocą testu z klocków. Inspirują twórców makiet do scen batalistycznych, a także urbanistów i architektów. Jakiś czas temu klocki odniosły sukces także w sztuce. Kręci się filmy, rysuje komiksy, pisze książki, powstają gry i aplikacje. Wielu bohaterów z popkultury inspiruje twórców LEGO i na tej bazie tworzy się filmowe zestawy superbohaterów.

Oprócz tego, że LEGO stale podbija serca nie tylko młodych ludzi i kolekcjonerów, to także inwestycja prawie jak w złoto. Stare klocki Lego są coraz droższe. Zestawy sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat znajdują nabywców za bardzo imponujące kwoty. A rzadko spotykane pojedyncze klocki można sprzedać nawet za kilkaset euro, a ich wartość stale rośnie.

Historia LEGO i oferta klocków pokazują, że zadbano o to, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Zdarzyło się, że po latach prosperity, nad firmą zawisły problemy finansowe, a nawet widmo bankructwa, ale dzięki pewnym zmianom i innowacyjnemu podejściu kłopoty zażegnano.

I jak tu nie kochać klocków LEGO? Jeśli znacie kogoś, kto jest miłośnikiem jakiejś serii, i komu chcielibyście sprawić niesamowitą przyjemność w postaci uśmiechniętych i nieśmiertelnych ludzików, nie wahajcie się, bo jest to także inwestycja.

Źródło:
Strony tematyczne, artykuły z prasy i zbiór własnych katalogów

28 Mar 2020

Zagadnienie czasu

CzasWszyscy podróżujemy w czasie, sekunda po sekundzie. Rodzimy się, żyjemy, umieramy. To jest nasza podróż w czasie, zawsze w jedną stronę, między przeszłością, w której nas nie było i przyszłością, w której nas nie będzie. Czas jaki znamy, z jego strukturą i uwarunkowaniem, z klarownymi ciągami przyczyn i skutków, z towarzyszącą ideą postępu oraz pojęciem np. punktualności trzeba było dopiero wymyślić. Ponieważ często pojęcia potoczne kryją w sobie najwięcej tajemnic. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, że właśnie w wyrażeniach potocznych jak np. „…nie mam czasu…” , „…strata czasu…” , „…jeszcze jest na to czas…” itd. traktujemy czas jak coś dobrze znanego i oczywistego. Tylko istoty wyposażone w pamięć są zdolne uchwycić upływ czasu i wyobrażenie trwania. Często samego słowa „czas” używamy na opisanie wielowymiarowego doświadczenia. Dla znawców samo słowo „czas” ma takie znaczenie jak dla konesera trunków słowo „wino”. Z psychologii rozwoju wynika, że oswajamy się z poczuciem czasu stopniowo, by odróżnić „teraz” od „nie teraz”, „przed” i „po”. Jak więc wyobrazić sobie zjawisko czasu? Czy istnieje uniwersalny wzorzec czasu?

W uproszczeniu upływ czasu mierzalny był dzięki obserwacji zjawisk okresowych. Prawie idealnym wskaźnikiem czasu są słońce i księżyc w przestrzeni kosmicznej, w zależności od szerokości geograficznej. Pierwsze miary czasu opierały się na tzw. kalendarzu solarnym lub lunarnym. Od faz księżyca pochodzi nasz siedmiodniowy tydzień, natomiast dzień czy rok (długość i podział na pory) wyznaczone są cyklem słonecznym. Dalsze pytania o pochodzenie „czegoś” mają ogromne znaczenie poznawcze, a więc co to znaczy, że „czas się zaczął”? Czy spowodowała to tzw. kosmiczna inflacja? Może teoria strun da jakąś odpowiedź? Albo trzeba się zagłębić w zagadnienie grawitacji pętlowej lub fal grawitacyjnych? Zdawałoby się, że mamy całą maszynerię do opisu rzeczywistości. Być może trzeba sobie wyobrazić, jakby to było, cofnąć się w czasie do początków wszechświata i powtórzyć wielki wybuch, by zrozumieć istotę czasu. Czy istniał czas przed czasem?

Chronos (z gr. czas)
Z reguły postrzegamy czas subiektywnie jako płynny. Zegary odmierzają czas fizyczny (obiektywny), który ma przyjęty swój wzorzec i jest dokładnie zdefiniowany jako: trwanie 9192631770 okresów fali elektromagnetycznej emitowanej lub absorbowanej przez atom cezu 133, przechodzący z jednego poziomu energetycznego na drugi. Od końca XVII stulecia do początków XX wieku, najdokładniejszy zegar na świecie znajdował się w Królewskim Obserwatorium w Greenwich, w Anglii. Królewski astronom regulował jego bieg wg. ruchu ciał niebieskich. W praktyce podstawowym tyknięciem była doba, cykliczne powtórzenia od wschodu do zachodu słońca. Wszystko, co krótsze (godzina, minuta) czyli podzielenie doby na odcinki, jest wymysłem czysto ludzkim. „Sekunda to coś, co tyka, czas to to, co te tyknięcia zlicza”. Wg naukowców „godzina jest taka na jaką się wszyscy zgadzają”, spóźniamy się więc zawsze w odniesieniu do czasu umownego. Natomiast wg socjologów i antropologów wynika, że czas jest wytworem społecznym. Niegdyś na przebycie 100km potrzeba było co najmniej dwóch dni, dziś wystarczy godzina. Kurczy się przestrzeń, historia nabiera przyspieszenia, jej czas nie jest czasem fizyki.

Czas jest jednocześnie narzędziem badawczym i przedmiotem badań. Każdą refleksję, najbardziej nawet niekonwencjonalną i przenikliwą prowadzi labirynt w ślepy zaułek. To dlatego czas tak fascynował , a nawet niszczył całe generacje myślicieli. Wszystko, co istnieje ma związek z czasem, nie można więc mówić o czasie, nie wspominając o całej reszcie. Kwestia czasu, grająca istotną rolę we wszystkich dziedzinach i niebędąca jednocześnie problemem żadnej z nich, zachęca do wychodzenia poza zarezerwowane tereny dla intelektu. Do dziś nierozstrzygnięta pozostaje koncepcja czasu.

Filozofowie, jak np. Augustyn twierdził, że: „(…) czas jest nierozłączny z ruchem i stanowi pewien wymiar świata materialnego. Teraźniejszość jest zauważalna, ale nieuchwytna. Przeszłość to jest to, co pamiętamy i minęło. Przyszłość to jest to, co będzie dopiero w oczekiwaniu istnienia (…)”
Kant twierdził, że: „(…) czas i przestrzeń są formami naszej zmysłowości (…)”
Husserl twierdził, że: „(…) źródłem czasu jest wszelkie istnienie nadające sens (…)”
Heiddiger pytał: „(…) Jak więc czas w ogóle jest? (…)”
Newton twierdził, że: „(…) istnieje tylko jeden uniwersalny, jednostajny i wszechogarniający sobą wszystko czas. Jest doświadczeniem czegoś płynnego, ruchomego (…)”
Arystoteles, a potem Schopenhauer pytali: „(…) czy teraźniejszość jest zawsze taka sama, czy wciąż inna? (…)”

Teoria względności Einsteina mówi (w skrócie) o tym, że: (…) wpływ czasu zależy od układu odniesienia i ma związek z polem grawitacyjnym, jest w czasoprzestrzeni czwartym wymiarem. Z założeniem teorii względności, grawitacja powoduje zakrzywienie czasoprzestrzeni. Np. zegary umieszczone w silniejszym polu grawitacyjnym chodzą wolniej niż zegary umieszczone na jakiejś dużej wysokości. Po Einsteinie pojawili się fizycy kwantowi, którzy koncepcję czasu skomplikowali zastępując przyczynowość prawdopodobieństwem, oraz astrofizycy całkiem serio rozważający teorię równoległych wszechświatów. Obowiązkowo należy wspomnieć o największym współczesnym umyśle, jakim był Stephen Hawking, który pracował nad istotnymi zagadnieniami jakimi są np. czarne dziury czy wymiary równoległe ściśle związane z postrzeganiem czasu: „(…) Koniec i początek wszechświata jest jak piłka. Każdy jej punkt jest równoważny innemu (…)”.

Na straży temporalnego porządku stoją paradoksy związane z ewentualnymi podróżami w czasie. Najbardziej znanym jest „Paradoks Dziadka”. W skrócie: polega on na tym, że jeżeli cofnąłbyś się w czasie i zabił swojego dziadka, to nie mógłbyś się urodzić, a w związku z tym nie mógłbyś się też cofnąć w czasie i… go zabić. Zasada samo-spójności Nowikowa: „Paradoks podróży w czasie, których istnienie dopuszczają niektóre rozwiązania równań teorii względności tzw. zamkniętych krzywych czaso-podobnych. W uproszczeniu zasadę przedstawia się w następujący sposób: jeżeli istnieje jakieś zdarzenie, które prowadziłoby do powstania paradoksu, lub do jakiejkolwiek „zmiany” w przeszłości, to prawdopodobieństwo tego zdarzenia jest równe zero”. Słynny „Paradoks bliźniąt” Langevina jest obecnie mocno podważany. Nawet, jeśli ktoś jest zwolennikiem teorii spiskowych, to nawet przy dzisiejszym stanie wiedzy i rozwoju nauki jest więcej niż pewne, że podróże w czasie i odkrycie portali do innych wymiarów są niemożliwe. Bo czy może istnieć skutek bez przyczyny lub skutek poprzedzający przyczynę, albo sprzężenie zwrotne samonaprowadzającego się uniwersum? Nie. Niby istnienie świadomości autoneotycznej umożliwia nam umieszczenie się w sytuacjach z przeszłości, przyszłości oraz sytuacjach możliwych lecz niezaistniałych, kontrfaktycznych. Uniemożliwiając nam działanie na przeszłość, modyfikując sekwencje zdarzeń, które już miały miejsce, zasada przyczynowości chroni nas przed kłopotami. Przykładowymi zdarzeniami, które są przyszłością dla jednych, a mogą być przeszłością dla drugich oraz teraźniejszością dla trzecich jest Nowy Rok w różnych strefach czasowych. W tym wypadku jednoczesny wzorzec czasu nie istnieje. Tak samo potrafimy przewidzieć, co się stanie w ułamku przyszłej sekundy np. podczas gry w piłkę. Wiemy, że jeśli piłka się zbliża w naszym kierunku należy przygotować się do jej złapania czy kopnięcia już w trakcie trwania jej ruchu. Następnym przykładem może być jazda autem na powtarzającej się tej samej trasie. Już nie skupiamy się aż tak nad tym, że akurat trzeba włączyć kierunkowskaz albo pod odpowiednim kątem skręcić kierownicę. Wszelkie odległości i czas przewidywania przestrzeni na monotonnej drodze mamy już jakby rutynowo wkodowany.

Czas psychologiczny jest płynny, nie ma dwóch takich samych osób, dla których w określonym czasie mieściłaby się określona liczba chwil. Postrzeganie danego momentu zależy od aktualnej sytuacji, np. w oczekiwaniu na zmianę świateł na skrzyżowaniu lub w długiej kolejce na dworcu do kasy biletowej, czas nam się dłuży niemiłosiernie. Natomiast, gdy jesteśmy na randce czy spotkaniu towarzyskim, to twierdzimy: „ale ten czas zleciał”. Różnice w postrzeganiu czasu zmieniają się wraz z wiekiem? Nieprawda, „…dni i tygodnie układają się we wspomnienia, lata stają się puste i rozsypują w pył…”. Czas jest zawsze taki sam, tj. liniowy, płynący do przodu i cykliczny, tworząc wrażenie zamkniętych pętli. Zmienia się jedynie jego postrzeganie, przez to, że wkradają się pewne przyzwyczajenia, rutyna i inaczej wygląda ciekawość świata czy zdobywanie doświadczeń lub przeżyć. Sposób w jaki doświadczamy upływu czasu z dnia na dzień, zależy od tego, co nam niesie. Dziś nie uznaje się już interwałów jako coś wyjątkowego. Pomiar czasu zależy od tego, co mózg robi, czego się uczy, gdzie kieruje uwagę lub doświadcza emocji. Rozważania o tym czy w ogóle możemy postrzegać czas należą chyba do najstarszych w nauce. Większość psychologów czy neurobiologów uważa, że to niemożliwe. Każdy z naszych pięciu zmysłów wykorzystuje określony narząd do wykrywania określonych zjawisk. Np. dźwiękiem nazywamy wibracje powietrza wprawiające w drgania błonę bębenkową. Wzrokiem nazywamy podrażnienie fotoreceptorów w oku przez fotony itd. A co z poczuciem czasu? Naukowcy twierdzą, że odpowiedź znajduje się w tzw. jądrze nadskrzyżowaniowym w mózgu, odpowiadającym też za postrzeganie zmian natężenia światła. Ciekawostką jest, jak nasz mózg interpretuje czasokres (zdolność do określenia, ile czasu minęło między wydarzeniami), który dzieje się w nanosekundach, i np. uderzając dłonią w stół (zgodnie z zasadami fizyki) powinniśmy najpierw zauważyć styczność dłoni ze stołem, a potem dopiero dźwięk, gdyż światło jest szybsze od dźwięku. Mózg dostosowuje to w jeden moment, mimo, że jest jakby odrobinę w przeszłości, pozyskuje odczyt informacji, mikrosekundę odczekuje i układa to potem w jedną spójną całość. „Teraz” zaszło tak naprawdę chwilkę temu. Synchronizacja zdarzenia musi być odczytana tak a nie inaczej, bo w rzeczywistości wyglądałoby to jak źle zdubbingowany film lub poruszalibyśmy się w czynnościach jak jacyś połamańcy. Obserwując czas zdarzenia musimy go jednocześnie doznawać, by prawidłowo odczytać dany ruch czy zdarzenie. Pewną ciekawostką jest to, że okresowa podstawa czasu musiałaby być stabilna i użyteczna, a to rzadkość.Np. rytm serca a jego tempo, które zmienia się w trakcie wysiłku. Występuje wtedy tzw. ujemne sprzężenie zwrotne.

Poznaj naczynie po tym co zawiera.
Czy czas jest czymś bez niczego w środku? Jest naczyniem, czy raczej jego zawartością? Zapewne nie jesteśmy w stanie postrzegać pustego czasu, tak jak nie jesteśmy w stanie dostrzec wysokości lub odległości bez punktów odniesienia. Jeśli dostrzegamy upływ czasu, to dlatego, że postrzegamy jakąś zachodzącą zmianę. Co więc go wypełnia? My sami. Zmiana musi być ciągiem doznań, procesem uwagi lub woli. Pusta chwila nigdy nie jest pusta, bo wypełniamy ją ciągiem myśli. Ile trwa teraz? Kiedy jest teraz? Jest wtedy, gdy mamy poczucie teraźniejszości, która jest jednocześnie po nanosekundzie przeszłością. W tym samym momencie gdy powstaje, to od razu ginie w otchłani czasu. Naciskając „teraz” w przycisk klawiatury pisząc ten artykuł, momentalnie ruch staje się już przeszły, choć pozornie to „teraz” trwa jako czynność pisania obecnie. Teraźniejszość, która się kończy jest wciąż obecna w przeciwieństwie do przeszłości i przyszłości, które istnieją tylko myślowo jako wspomnienie lub oczekiwanie, ale nie są tak naprawdę do aktualnej dyspozycji. Aby zwrócić uwagę na teraźniejszość, trzeba uświadomić sobie jakiś koniec. Dlaczego nie myślimy więcej o teraźniejszości wtedy, gdy w niej jesteśmy? Linie czasu są jak przecinające się nitki, zbieżne, rozbieżne, równoległe, o wielu możliwościach spętlenia. Są drogą życiową osób ze sobą czasowo powiązanych, współistniejących w danym momencie.

Rytm około dobowy kojarzy nam się przeważnie z cyklem aktywności i snu. To jednak dość mylące, bo choć wpływa to na nasz wzorzec snu, to jednocześnie, jak sypiamy w dużej mierze zależny od nas. Możemy kłaść się spać wcześnie i wstawać wcześnie, albo sypiając w dzień i pracując w nocy, czy nawet nie spać wcale. Należy przede wszystkim jednak słuchać swojego zegara biologicznego. Eksperyment ze zwierzakami dowodzi, że jeśli zaczniemy karmić pupila w samym środku nocy to po pewnym czasie zacznie sam wyczuwać porę karmienia i domagać się podania posiłku. Tak samo przyzwyczajamy psa do pory wyjścia na spacer. Gdybyśmy zaczęli zamawiać dostawę jedzenia dajmy na to – codziennie o 4.00 nad ranem, to po jakimś czasie sami zaczniemy się budzić przed tą godziną, np o 3.30. Czas nie jest jednak dla zwierząt, tak jak dla człowieka, pojęciem abstrakcyjnym. Działają w rytmie zegara biologicznego, który podpowiada im porę codziennych czynności. Zwierzęta, które nam towarzyszą na co dzień, dzięki wrodzonej zdolności obserwacji potrafią bardzo szybko zapamiętać wprowadzany przez nas rozkład dnia. W przypadku, gdy coś zmienimy, mogą domagać się przywrócenia ustalonego porządku. Dzieje się tak przez zachodzące zmiany rytmu w neurofizjologii.

Życie byłoby absurdalne, gdybyśmy nie wiedzieli z góry, że dobiegnie końca, ponieważ to świadomość ograniczenia czasowego porządkuje nasze życie wokół określonych działań. Dla każdej jednostki czas ma swój koniec. Zatem tylko tkwimy w iluzji trwania?

„Opisując zjawisko trudno uznać, że rozproszy się tajemnicę.”

„Przyszłość, której nie ma jest naszym zobowiązaniem.”

„Wpływ na przyszłość mamy przez działania obecne.”

„Każdy ma swój wehikuł czasu… do przeszłości zabierają nas wspomnienia, a do przyszłości – marzenia…” H. G. Wells

„Nie należy ciągle spoglądać w przeszłość, bo ona nie ma tobie nic nowego do powiedzenia.”

„Gdy kochasz dziewczynę z całego serca, wystarczy ustami dotknąć jej ust aby świat się zatrzymał a przestrzeń przestała istnieć.” E. Schroedinger

Polecana bibliografia
„Czas” E.Klein
„Po co człowiekowi czas” A. Burdick
„Krótka historia czasu” S. Hawking

25 Lis 2019

Używka, która urosła do rangi sztuki – czyli kilka słów o fajce

FajkaPalenie fajki jest najstarszą formą użytkowania tytoniu. W dzisiejszych czasach wśród palaczy dominuje papieros, który nie ma nic wspólnego z elegancką i wyrafinowaną formą palenia. By w pełni docenić walory smaku i aromatu oraz czerpać satysfakcję w obcowaniu z pięknym przedmiotem jakim jest fajka, należy zagłębić się w tajniki jej prawidłowego użytkowania. Fajka najpierw była egzotyczną nowością, potem stała się powszechnym nałogiem, aż w końcu zaczęła należeć do dobrego tonu. Każdy pasjonat fajeczki wie, że nie ma nic lepszego jak dotykanie i oglądanie tego kunsztownie ukształtowanego kawałka drewna. Rozkoszuje się całym ceremoniałem: nabiciem tytoniem komina, rozpaleniem i pierwszym „pyknięciem”. Niesamowita woń dymu pieści zmysły i uspokaja bowiem palenie fajki to relaks, milczenie, cierpliwość i koncentracja.

Odrobina fajkowej historii

Fajka i tytoń zrobiły zawrotną karierę w XVI wieku, dzięki marynarzom powracającym z wypraw zza oceanu, z Ameryki prekolumbijskiej.  Początkowo wyrabiano je z kamienia, żeliwa lub brązu, a potem z gliny. Najsławniejszą fajką, która przeszła do historii popkultury jest indiański kalumet, czyli „fajka pokoju”. Długa, bogato przyozdobiona miała ogromne znaczenie symboliczne dla Siuksów i wypalanie jej przypieczętowywało nierozerwalność zawieranych traktatów. Ceremoniał polegał na przekazywaniu zapalonej fajki w zgromadzeniu sąsiadowi po lewej. Każdy zaciągał dym tylko raz, a gdy fajka obiegła wszystkich, owijano ją w sukno. Indianie stosowali też miarę czasu za pomocą palenia np. „wróci nim upłynie jedna fajka”. Ciekawostką jest też to, że „nicotiane” stosowano jako lek w dawnych wiekach.

Pewien zapis kronikarski z około 1600 roku mówi: „Na ląd schodzili po trapie marynarze zionący ogniem niczym zjawy bajkowe. Wszyscy trzymali w gębach dziwne instrumenty, z których wydobywały się potężne kłęby dymu. Ich nieciciele nie tylko wyglądali strasznie, ale i okropnie cuchnęli.” I właśnie dlatego do dziś utrwalił się wizerunek marynarza z nieodłączną fajką w zębach.

Po sprowadzeniu pierwszych nasion tytoniu, uprawa i handel nim rozlał się na całą Europę. Nastąpiło niepohamowane zapotrzebowanie na tytoń i fajki oraz ich kult. W XVII wiecznej Anglii nawet w szkołach przekonywano, że tytoń należy palić już za młodu. Rozpoczęto masową produkcję glinianych fajek, a tym zajmowali się garncarze wypalając je w piecach. Niestety fajki z gliny szybko się zużywały i pękały. W produkcji przodowała Anglia, a potem także Holandia, Szwecja, Dania, Niemcy. Zaczęły też powstawać pierwsze fajki z pianki morskiej (sepiolit), które były białe, lekkie, wchłaniały kondensat przez co zmieniały barwę, nie nagrzewały się zbyt mocno i można było w nich rzeźbić.  Mankamentem sepiolitowego surowca była kruchość. Dziś fajeczki z pianki morskiej, szczególnie posiadające ustnik wykonany z bursztynu stanowi nie lada gratkę dla kolekcjonerów i osiągają ogromne ceny.

W późniejszym czasie fajkarze zaczęli wyrabiać fajki z drewna. Najczęściej był to surowiec z: olchy, klonu, jesionu, orzechu, gruszy, wiśni, śliwy, dębu, buku. Prawdziwą rewolucję dokonał jednak korzeń wrzośca dlatego, że daje się łatwo obrabiać, posiada walory estetyczne i zawiera krzemionkę, która ma zdolność do absorpcji wilgoci i substancji towarzyszącym procesowi spalania tytoniu.

Produkcja fajeczki

Bulwy wrzośca leżą 10 miesięcy i schną pod przykryciem z wilgotnego płótna. Po upływie tego czasu następuje selekcja i cięcie na klocki, w których układ słojów ma niebagatelne znaczenie dla wyglądu przyszłej fajki. Wstępny kształt nadaje się na tokarkach i frezarkach, wierci komin i kanał dymowy. Można uzyskać powierzchnie gładką, ryflowaną lub piaskowaną po czym fajka jest bejcowana, a po wyschnięciu woskowana. Palenisko pokrywa się najczęściej sztuczną warstwą nagaru tzw. masą pirolityczną. Na koniec dobiera się ustnik ze stylamidu lub akrylu, są też z wulkanitu i ebonitu parakauczukowego. I tak oto mamy gotową fajkę. Zanim jednak przystąpimy do palenia należy najpierw fajkę opalić.

Opalanie fajki

Polega na wytworzeniu na wewnętrznych ściankach główki nowej fajki warstewki tzw. nagaru tj. osadu spalonego tytoniu i spalonego drewna, spieczonego na jednorodną masę. Nagar ma dwa ważne zadania: ochronę drewna fajki przed dalszym zwęglaniem i absorpcję nadmiaru wilgoci powstałej przy paleniu. Ponadto nagar prawidłowo opalonej fajki zachowuje delikatny aromat pierwszego palonego w niej tytoniu. Żar w fajce ma temperaturę 850st/C i dlatego właśnie należy fajkę opalić a nie przepalić.

Fajka nie lubi pośpiechu i żeby korzystanie z niej było przyjemne trzeba posłużyć się następującą procedurą:

  • Napełniamy tytoniem 1/3 głębokości paleniska i palimy tak nabitą fajkę 5 razy, w odstępach kilkunastogodzinnych.
  • Napełniamy tytoniem 1/2 głębokości paleniska i palimy tak nabitą fajkę 5 razy, w odstępie kilkunastogodzinnym.
  • Napełniamy tytoniem prawie po brzegi głębokości paleniska i palimy tak nabitą fajkę 10 razy, w odstępie kilkunastogodzinnym.

Przy codziennym paleniu grubość nagaru nie powinna przekraczać 1mm. Absolutnie niewskazane jest zalewanie fajki mocnymi alkoholami przed wypalaniem (dawne praktyki), może to doprowadzić do uszkodzeń.

Używanie i konserwacja fajki

Zaniedbana fajka źle świadczy o jej właścicielu.

  • Nigdy nienabijamy fajki tytoniem po sam brzeg, gdyż pod wpływem temperatury spalania tytoń trochę pęcznieje unosząc się ku górze.
  • Zawsze po paleniu wysypujemy cały popiół.
  • Nie ryzykujmy wyjmowania od razu rozgrzanego ustnika po paleniu do przeczyszczenia, gdyż łatwo o uszkodzenia.
  • Po każdym paleniu i wystygnięciu fajki zalecane jest przeczyszczenie ustnika i przewodu dymowego wyciorkiem.
  • By fajka dobrze smakowała, i aby nie pojawiał się przykry zapach, należy dać fajce „odpocząć”, a gdy mamy znów ochotę „popykać”, trzeba sięgnąć po inną fajkę z kolekcji.
  • Co jakiś czas palenisko trzeba przeczyścić specjalnym frezem do fajek.
  • Iglicą znajdującą się w zestawie niezbędnika trzeba czyścić przewód dymowy, by niepowstały zakrzepy od kondensatu.

Tytoń

By zapoznać się ze wszystkimi odmianami i gatunkami tytoniu, trzeba by zagłębić się w fachową literaturę botaniczną. Zbiory tej rośliny tez często mają odmienne procedury i swoje arkana. Tytonie szlachetne (nicotiana tabacum) to gatunki: Virginia, Kentucky, Burley, Orient, Latakia, Perique, Maryland, Dark Fired, Brazylia, Java, Havana. O różnej mocy i niekiedy osobliwych zestawieniach aromatycznych.

Nie wystarczy sam tytoń, trzeba go odpowiednio „przyprawić” aromatami, esencjami owocowymi i kwiatowymi olejkami eterycznymi. Występują też różne sposoby pakowania i krojenia, mogą to byś: nitki, talarki, sprasowane kostki.

Anatomia fajki i rodzaje

Fajeczka składa się z następujących elementów: główka, komin, cybuch, gniazdo czopa, czop, kanał dymowy i zgryz. Ciekawym modelem jest fajka typu Falcon, która posiada wymienne główki na metalowym cybuchu z „pojemniczkiem” na kondensad oraz fajka kukurydziana Missouri MacArthur. Natomiast Peterson zaprojektował bardzo ciekawy system kanału dymowego. Wyróżniamy 13 typów współczesnej fajki: Billard, Dublin, Pot, Stand-Up Poker, Churchwarden (zwana też telewizyjną lub czytelniczą), Lovat, Liverpool, Aplle, Prince, Bulldog, Army, Bent (Army, Rhodesian, Albert), Oom Paul. Fajki różnią się także od siebie wielkością (głębokość komina oraz objętość).

Akcesoria fajczarza

  • Porządne źródło płomienia to sprawa oczywista.
  • Niezbędnik składający się z ubijacza, iglicy i „łyżeczki”.
  • Wyciorki bawełniane.
  • Stojak lub gablotka by dumnie eksponować swoją kolekcję.
  • Puszka lub słoik na tytoń. Najbardziej eleganckie są pojemniki ceramiczne ze specjalną gumą na obwodzie pokrywy, chroniacą przed utlenianiem i wysychaniem. Kiedyś używano woreczków skórzanych zwanych „kapciuchem”.
  • Frez do usuwania nagaru podczas konserwacji.
  • Popielniczka z umiejscowionym wewnątrz korkiem do delikatnego wystukiwania resztek popiołu i wyżłobieniami na odpoczywające fajeczki.
  • Woski kosmetyczne do pielęgnacji główek i cybucha.

W przypadku fajek na filtry (najpopularniejsze 9mm lub 3mm) lepiej zaopatrzyć się w większą ilość na zapas. Bez filtrowe fajki na tzw. skraplacz, wymagają częstszej uwagi i dbałości o czystość jeśli chodzi o przewód kominowy. Jeśli chodzi o filtry, to ciekawostką jest, że wynaleziono je w latach 30tych XX wieku, w Niemczech. Do fajki, na dno komina dodawało się z początku kryształki tzw. denicoolu, które pochłaniały szkodliwy kondensat.

10 przykazań palacza fajki

  1. Kupuj tylko fajki sprawdzonych firm możliwie wysokiej klasy i tylko takie, z którymi jest ci do twarzy.
  2. Miej ich co najmniej trzy, używaj na zmianę, a wypalonej pozwól trochę odpocząć.
  3. Tytoń dobieraj tak długo, dopóki nie znajdziesz mieszanki, jaka ci będzie odpowiadała; kieruj się przy tym zasadą: „Lepiej mniej dobrego – niż dużo złego”.
  4. Nową fajkę opal sprawdzonym sposobem, a wytworzona w niej prawidłowo warstwa nagaru uchroni ją przed przepaleniem, sprawi, że będzie ci smakowała.
  5. Nakładaj do fajki tytoń – w dole luźniej, wyżej coraz ciaśniej – i tylko tyle, ile możesz lub zamierzasz wypalić, sprawdzając czy jest dobrze ubity (przy pociąganiu powinien stawiać powietrzu lekki opór).
  6. Płomień zapałki lub zapalniczki gazowej (specjalnej) kieruj na tytoń tak, by zatliła się równomiernie cała jego powierzchnia i nie zrażaj się, gdy zabieg trzeba będzie powtórzyć.
  7. Miej zawsze pod ręką niezbędnik i parę wyciorków. Stopką niezbędnika przydusić musisz podnoszącą się po zapaleniu warstwę tytoniu, a później regulować ciąg.
  8. Do palenia wybierz porę, która do końca pozwoli ci zachować spokój. Dym pociągaj lekko, nieregularnym pykaniem, a dla ożywienia żarzenia kieruj niekiedy strumień powietrza przez ustnik w stronę cylindra; trzymaj fajkę z opuszczonym cybuchem i od czasu do czasu wyjmuj ją z ust.
  9. Wypal tytoń do szarego popiołu i wraz z nim ustaw fajkę w pozycji pionowej, żeby ostygła. Nie dopalone resztki usuń natychmiast łyżeczką niezbędnika.
  10. Gdy fajka ostygnie, wytrzep z niej delikatnie popiół (nigdy nie wystukuj fajki o twardy przedmiot), odłącz ustnik od cybucha (zawsze skrętem w prawo) i przeczyść wyciorkiem od strony zgryzu; podobnie potraktuj cybuch. Troskliwie pielęgnowana fajka będzie ci długo i wiernie służyła.

Stopnie wtajemniczenia (jakkolwiek to brzmi)

  • Nowicjusza w paleniu zwie się „Fuksem”.
  • Fajczarz- posiadacz minimum trzech fajek, prawidłowo opalonych, zna tez podstawowe rodzaje fajek i tytoni.
  • Znawca- posiadacz co najmniej siedmiu fajek. Potrafi określić ich wartość, opisać kształt, strukturę drewna, zarys usłojenia. Zna się na walorach ustnika.
  • Ekspert- wie prawie wszystko o tytoniu, fajkach i historii. Zgromadził kolekcję najcenniejszych fajek.

Fajka turniejowa – zasady

  • 3gr tytoniu
  • Ubijak z drewna
  • Czas na nabicie wynosi 5min.
  • 2 zapałki
  • Fajka nie może zgasnąć
  • Można w między czasie wysypywać popiół
  • Napoje można spożywać po 10ciu minutach od startu
  • Zabrania się dmuchania w fajke
  • Dozwolone jest ubijanie przy równoczesnym trzymaniu fajki w ustach

Konkurencja fajki…?

W owym czasie zachwycono się najpierw tabaką, czyli zmielonym tytoniem aplikowanym do nosa. Ciekawostka historyczna jest taka, że chusteczka narodziła się dzięki tabace w XVIII wieku. Potem nastała era cygar (sigar), choć ich ojczyzną jest Kuba, to i tak najstarsze doniesienia mają źródła w cywilizacji Majów i Azteków. Papieros (papelito) największą karierę zrobił najpierw w Hiszpanii, potem w Anglii. Za najlepsze papierosy uznawano jednak Egipskie.

A fajka? Fajki nic nie pokonało, urosła do rangi sztuki. Miała swój lepszy i gorszy czas, ale jest to przedmiot do konsumpcji tytoniu wręcz kultowy. Największe rękodzieła fajkarzy to tzw. autografy (free handy), które są jedyne i niepowtarzalne w swej formie. Wychodząc z pod ręki mistrzów osiągają astronomiczne ceny i wzbudzają pożądanie oraz zachwyt wśród kolekcjonerów na całym świecie.

Fajce poświęcono liczne poematy, eseje, a nawet muzea. Powstały „Kluby Fajki”, zrzeszenia miłośników, zawody w paleniu, a także liczne wystawy arcydzieł. Fajka wywarła trwały ślad w obyczajowości, kulturze i sztuce. Nawet humorystyczne wiersze.

„Jak się masz stary?! Smakuje Ci toto?
Co jak doniczka u gęby Ci wisi,
z gliny czerwonej i obrączką złota,
choć niech mnie ściśnie, podobasz z tym mi się.”

Fajka zajęła poczytne miejsce w literaturze, np. przygody Sherlocka Holmesa i jego nieodłączny atrybut myśliciela i analizatora, czyli fajka. Wielu geniuszy, intelektualistów i pisarzy pochłaniała namiętność do fajki. Właśnie, kiedyś namiętnością, a dziś rzadkością jest fajka w ustach kobiet.

„Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Zależy tylko od dawki.” Paracelsus

Polecana bibliografia
„Fajka powtórne narodziny” J. Schmidt
„Fajka mniej szkodzi” Z. Turek

18 Wrz 2019

Głos ciszy

Głos ciszyOd zarania dziejów, jedynym pewnikiem w życiu jest śmierć. Nieuchronna, budząca lęk, zła, wymykająca się z potocznego pojmowania, w panującym kulcie życia. Myśląc o śmierci, dostrzegamy z reguły tylko jej negatywną stronę. Nie przychodzi nam do głowy próba rozpatrywania zjawiska umierania w pozytywnych kategoriach. Łatwo snuć rozważania, gdy śmierć jest odległą sprawą. Każdy z nas jest przyszłym trupem, ale udaje, że o tym nie wie. Rozważmy zatem śmierć i sposoby umierania.

Śmierć (łac. mors, exitus letalis) uogólniając, następuje w momencie ustania czynności oddechowej i krążenia krwi w organizmie oraz ostatniego uderzenia serca. Przy obecnych możliwościach wiedzy i współczesnej medycyny, podtrzymywanie biologicznych funkcji życiowych jest praktycznie możliwe prawie w nieskończoność. Co dało nową, zmodyfikowaną definicję śmierci, opierającą się w całości na tym, że za osobę zmarłą, uznaje się kogoś wtedy, gdy nastąpi całkowita śmierć komórek mózgu. Śmierć kliniczna (w zależności od jej przyczyny), która może być stanem odwracalnym, po przywróceniu czynności krążeniowo – oddechowej, powoduje to, że mózg jako narząd wręcz nadwrażliwy na niedotlenienie, łapczywie broni się fizjologicznie, jak tylko może na poziomie neuronowo – synaptycznym. Kora mózgowa odpowiedzialna za świadomość, będąca w stanie zaburzonym, zaczyna wyzwalać chaotyczne halucynacje poprzez „zwarcia” (coś podobnego do zmian przepływu prądu w obwodzie). Deregulacje przyczyniające się do agonii, letargu, i w końcu powolnej śmierci, są niedostępne dla świadomości.

Rodzaje śmierci:
– śmierć fizjologiczna (naturalna)
– śmierć z przyczyn choroby
– śmierć gwałtowna (na skutek urazu, wypadku)
– śmierć powolna (poprzez cierpienie)

Najczęstszym rodzajem zgonów są powody naturalne i na skutek choroby. W zależności od indywidualnego przebiegu umierania, wyróżniamy następujące po sobie symptomy, jakie zachodzą w ciele po śmierci w czasie.

Rigor mortis (stężenie pośmiertne)
– śmierć mózgu: Nieodczuwalne jest krążenie i oddychanie. Źrenice nie reagują na światło, brak odruchów na ból. Temperatura ciała spada.
– komórki ciała: Obumieranie z powodu braku tlenu. Rozpoczyna się proces gnilny pod wpływem enzymów. Rozkład zaczyna się od razu, od czerwonych krwinek. Pojawia się sztywność ciała. Gałki oczne zachodzą mgłą, i ciało przybiera woskową barwę.
– plamy opadowe: Na skutek grawitacji, krew spływa w najniższe partie ciała. Skóra zaczyna wysychać i się obkurczać sprawiając wrażenie, że włosy i paznokcie są dłuższe.
– enzymy w organizmie zaczynają trawić same siebie. Pojawiają się przebarwienia oraz wydzielanie tzw. „trupiego jadu”, który nie jest niczym innym jak mieszanką kadaweryny, putrescyny, beztlenowych pałeczek odmieńca i zgorzeli gazowej. Bardzo toksyczna mieszanka, która powoduje, że ciało staje się niebezpieczną bombą biologiczną.
-Po upływie około czterech lat z ciała zostają tylko kości w resztkach ubrania. Po upływie około dziesięciu lat pozostaje tylko szkielet wyschnięty na wiór.

Wg. książki autorstwa E. Kubler Ross pt. „Rozmowy o śmierci i umieraniu”, autorka podzieliła okres godzenia się ze śmiercią i chorobą na pięć etapów:
1. Zaprzeczenie.
2. Złość na los: „Dlaczego akurat ja?”
3. Targowanie się z losem: „Gdybym jeszcze dożył/dożyła, tego a tego dnia/momentu?”
4. Depresyjne myśli o nieuchronności losu.
5. Akceptacja nieuniknionego.

Indywidualne reakcje i zachowania mogą być jednak różne, przede wszystkim nieustające próby wydostania się  z przygnębienia. Antropolodzy zwracają uwagę na przeciwstawne emocje: akceptacja śmierci i zarówno protest przeciw niej. Nieważne czy będziemy stać przy łóżku umierającego, czy sami w tym łóżku leżeć. Pojawia się wiele mieszających ze sobą uczuć: gniew, rozpacz, niedowierzanie, żal, złość, czy uczucie ulgi. To całkiem naturalne reakcje. Przede wszystkim nie należy robić z umierającego idioty, mówiąc mu np: „Wszystko będzie dobrze”. No nie, nie będzie dobrze.

Gdy nadchodzi ogromne zmęczenie, któremu nie zaradzi już nawet zwykły sen. Gdy uważamy, że dobra i łagodna śmierć to taka, z której nie zdajemy sobie sprawy np. podczas snu. Jak się ustosunkować? Czy podchodzić z ciekawością i przyzwoleniem? Czy walczyć przeciw świadomej nieuchronności? Czy dobra śmierć, to śmierć bez bólu? A co jeśli środki przeciwbólowe spowodują otępienie? Brak bólu kosztem świadomości, gdy konający umysł weźmie sobie wieczny urlop? Możemy wybrać samobójstwo wspomagane, bo śmierć umierającego nie jest czyjaś, więc nie można decydować za niego. Wielu nie chce, i nie chciałoby być tylko ciałem podtrzymywanym w agonii za pomocą sztucznego karmienia i pojenia wbrew sobie. Wyobraźmy sobie też ekstremalny przykład: życie po jakimś kataklizmie, w samotności, w zniedołężnieniu. No to jest kiepska perspektywa, dlatego nieśmiertelność napawa mnie większym lękiem niż śmierć.

Jako osoba posiadająca doświadczenie zawodowe w różnych placówkach medycznych, a także m.in: w zakładach pogrzebowych, mająca styczność z Zakładami Patomorfologii, Zakładami Medycyny Sądowej (zarówno w kraju jak i za granicą), a także z instytucjami zajmującymi się szkoleniami z zakresu anatomii praktycznej (szkolenia anatomiczne na cadaverach), oraz jako bywalec targów funeralnych, byłem świadkiem bardzo osobliwych praktyk. Dla wrażliwego laika (takiego, który śmierci się zwyczajnie brzydzi i boi) byłyby to okropieństwa. Dla mnie poznawanie śmierci opiera się na jej oswajaniu. Obcowanie ze śmiercią może być motorem naszych działań, a martwe ciało ujawni tajemnice z korzyścią dla żywych. „Kto nie operował trupa, ten zawsze spieprzy żywego.”

Post mortem (po śmierci)
Tak, śmierć jest niechlujna, zimna i obrzydliwa. Ciało zmienia się w naturalny odpad biologiczny. Bakterie gnilne zawsze dobierają się najpierw do układu pokarmowego i krwi. Proces gnicia spowalnia jedynie niska temperatura. Najgorzej, gdy znajdzie się denat po kilku dniach. Wtedy rozkład jest daleko posunięty i ciało staje się pożywką dla wszelkiego rodzaju robactwa. W takich okolicznościach najlepiej ciało skremować, gdyż w przypadku pogrzebu trumnowego, nieboszczyk może wtedy „chlupotać”, jak galareta w zamkniętym pudełku. Z resztą od pogrzebów trumnowych się odchodzi, bo są większym obciążeniem zarówno dla środowiska, jak i dla branży funeralnej, oraz kosztów z tym związanych (pochówki, ekshumacje itp, itd.).

Ewentualnością jest to, by przed procesem gnilnym  poddać ciało balsamacji. Balsamacja polega na tym, że wymienia się przez główne tętnice płyny na formaldehyd. Wtedy ciało nie psuje się, tylko wysycha na proch. Balsamacją zajmują się odpowiedni fachowcy tzw. tanatopraktycy, którzy oferują tanatokosmetykę lub rekonstrukcje ciała do wyglądu anatomicznego.  W przypadku kremacji, sprawa jest prostsza. Piec kremacyjny działa zazwyczaj na olej opałowy lub gaz. W zależności od rodzaju pieca i wielkości ciała przeznaczonego do spalenia. Czas spalania oscyluje w granicach od 1-4 godzin. Temperatura spalania to około 1000st/C. Choć waha się między 900-1200st/C. W trakcie procesu spopielenia, nie mogą znajdować się w ciele żadne obce przedmioty (rozruszniki, sztuczne szczęki, endoprotezy), ponieważ ma to wpływ na bezpieczeństwo, a także na środowisko. Gdy spalanie dobiegnie końca, przez specjalną szufladę napełnia się prochami urnę. Wszelkie kości długie, oraz fragmenty czaszki, które się nie spaliły, spadają do młynka, w którym mieli się je na proch. Ciekawostką jest to, że gdy pali się ciało, może się ono poruszać, gdyż mięśnie pod wpływem temperatury wyginają się podczas spalania.

Zaznajomienie się po pewnym czasie z branżą funeralną, zajęciami zarobkowymi z tym związanymi, oraz obsługą i uczestnictwem w stykaniu się z martwym ciałem spowodowało, że całkowicie zapoznałem się, a także uodporniłem na ludzką fizjologię, biologię, a także wynikającej z tego anatomii w naturze i całkowitej jej okazałości. Zaznaczyć trzeba także to, że zmarłych nie należy się bać. Obawiać się trzeba żywych.

„Na stole sekcyjnym w głębi pomieszczenia leżały zwłoki oświetlone przez lampę operacyjną. Są widoczne tkanki ociekające szlamem pomieszanym z krwią. Górną część czaszki denata usunięto, a jego mózg spoczywa w chromowanej metalowej misce. Zaczyna się rozkład przemieniający wszystko w szarą papkę. Zakrzepłe plamy krwi lśnią karmazynową barwą, odbijając światło lampy. Nie słychać żadnego dźwięku. Specyficzna woń o słodko – kwaśno- zgniłym aromacie wypełnia sobą każdy zakamarek pomieszczenia. Należy ze spokojem i z szacunkiem odnosić się do zwłok.”

Oszczędzę czytelnikowi bardziej drastycznych opisów. Jak świat światem, wymyślano różne mity, by oswajać lęk przed śmiercią. Mimo, iż człowiek jako istota z wyobraźnią, nie umie zaakceptować jednego, mianowicie swojego nieistnienia. Trudno mu pojąć, że jesteśmy tu i teraz, należy to szanować, jak i korzystać z tego. Stanowimy w swej odrębności jedyny niepowtarzalny byt, i jakieś reinkarnacje na zasadzie rozproszonych molekuł stanowią jedynie „pożywienie” dla innych molekuł. Nie było nas przedtem i nie będzie nas potem. Postępujące zdroworozsądkowe podejście, które na szczęście buduje świeckie rytuały, neguje skłonność do fantazjowania na temat śmierci. Często wychowanie kulturowe ma swój udział w kształtowaniu spojrzenia na zagadnienie śmierci. Jest to mityczny, powtarzalny pogląd ze zniekształconą i niedojrzałą wizją śmierci.

Do pewnych spraw należy wyrobić sobie nastawienie „tu i teraz”. Można wiele spraw uporządkować zawczasu, sporządzić „akt woli” czy testament, gdy jesteśmy w pełni sił i rozumu. Nie chodzi też o to, by pozbyć się lęku. Chodzi o to, by pewne kwestie zaakceptować. Śmierć nie ma litości i jest w stu procentach skuteczna. „Kosa żniwiarza nigdy się nie nuży”.

„Śmierć jest snem bez snów” Napoleon

„Umierać to nic. Strasznie jest nie żyć” V.Hugo

„Życie zapytało Śmierć:
-Dlaczego ludzie kochają mnie, a nienawidzą Ciebie?
Śmierć odpowiedziała:
-Ponieważ Ty jesteś pięknym kłamstwem, a ja bolesną prawdą.”

Polecana bibliografia
„Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków” M. Roach
„Bez strachu. Jak umiera człowiek” M. Rigamonti
„Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego” C. Wilde
„Człowiek i śmierć” P. Aries
„Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji” M. Hebb
„Advice for Future Corpses…” S. Tisdale

04 Lip 2019

Materializm

MaterializmCzym są właściwie pieniądze? To tylko niewielkie, powszechne przedmioty w postaci monet lub banknotów, mające na celu umożliwić wymianę towaru lub usługi. Człowiek handlował na dużo wcześniej zanim wymyślił pieniądze. Już ludzie pierwotni wymieniali między sobą różnorakie przedmioty. Rozwój społeczny człowieka doprowadził jednak do podziału pracy. Polegał on na podziale obowiązków, ale i na specjalizacje. Specjaliści tj. rzemieślnicy, potrzebowali odpowiednich produktów, które mogli zdobyć poprzez wymianę wyprodukowanych przez siebie towarów, np. za artykuły żywnościowe. Ta forma wymiany – towar za towar – zwana jest barterem. Z czasem jednak, pojawiło się zapotrzebowanie na przedmiot, który symbolizowałby wartość samą w sobie i pozwalał ludziom oszczędzać lub kupić dowolny towar. Światem zawsze rządziły, rządzą, i rządzić będą dwie niezmienne, mianowicie: pieniądze i seks. Skupmy się jednak teraz na kwestii pieniędzy.

Pieniądze mogą oznaczać różnice między sytością, a głodem. Bezdomnością, a posiadaniem dachu nad głową. Bezradnością w działaniu, a ekonomicznym zaspokojeniem i związanych z tym możliwościami do dalszego działania. Zdrowiem albo chorobą.  Jak wiemy, wiele problemów znika, gdy posiadamy odpowiednią (dla danej jednostki) ilość gotówki. Ale też pewne kłopoty finansowe wynikają z podejścia do sposobu zarządzania pieniędzmi oraz tego, że nie dostrzega się możliwości ich pozyskania. Ktoś, kto wykazuje odrobinę sprytu, zauważy, że tak naprawdę „kasa leży na ulicy”, tylko trzeba to dostrzec, mieć chęć się po nią schylić i podnieść. Wyrobienie w sobie takiego nawyku myślenia przynosi same korzyści, a wszelkie tzw. <problemy> generujemy często sami sobie, ale też niezależnie od nas samych…

Jest też druga strona pewnych zależności. Stare przysłowie mówi: „Daj człowiekowi wędkę, a nie rybę”. Zgadza się, jeśli da się samą rybę i on ją zje, to potem znowu będzie głodny. Wniosek jest taki, że należy ludzi zaopatrzyć w wędki. Ale jak zdobyć wędkę, skoro nie daje się nawet szansy na ich pozyskanie? Istnieje deficyt tych wędek? I tu zaczyna pojawiać się nieproporcjonalne zjawisko przesycenia tymi wędkami jednej grupy (która ma ich nadmiar), względem drugiej grupy, która chciałaby pozyskać możliwość z ich korzystania. Przepaść argumentów między jednymi a drugimi jest gigantyczna. Czy ktoś, kiedyś, wpadnie na genialny pomysł, by wszelkie prawa ekonomiczne napisać od nowa? Jeden kiedyś spróbował, tylko trochę to wszystko zostało przeinaczone i poszło w złą stronę.

Faktycznie, często wynika to też z tego, że biedne dzieciństwo powoduje stały strach przed ubóstwem, i jest to zależność psychologiczna nie do podważenia. Pewne gromadzenie wszystkiego co się da (pieniądze, miłość, współczucie, uznanie) zakrawa o skąpstwo, gdyż ktoś mógł poczuć się pozbawiony jakichkolwiek dóbr, ale poprzez kupowanie, bogacenie się, i co za tym idzie, sfalsyfikowane przekonanie o swojej wartości, narasta ciągła potrzeba udowadniania uznania i pochlebstw.

Obecnie ciągła pogoń za pieniędzmi i zaspokojeniem materialnym, jest zjawiskiem, które nie gwarantują szczęścia. Ludzie coraz częściej rezygnują z relacji międzyludzkich, pragnąc osiągnąć status zawodowy i materialny. Dobra materialne nie zastąpią przyjaciół, jedynie mogą wnieść złudzenie przyjaźni. Ciągły pęd za zyskiem, doprowadza do samotności i zagubienia. Mimo, iż zdaje się, że coś posiadamy, tak naprawdę nic nie posiadamy. Uczucia są warte więcej niż pieniądze, a nałóg pomnażania ciągłych zysków jest wielce zgubny. Już niejeden się o tym przekonał. Rywalizacja o stan materialny, to wyniszczająca pułapka. Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale czy nie jest tak, że coraz więcej jedzenia poszerza gardło, do coraz większej konsumpcji? Tak samo kolejną wartością, którą nie powinniśmy mierzyć w pieniądzach, jest intelekt. Człowiek zamożny kończy uczelnie, ale nie będzie posiadał wiedzy. Pozostanie zwykłym cwaniakiem z dyplomem, w fałszywym przekonaniu o swej wyższości.

Przeciętny człowiek na prace zarobkową poświęca przynajmniej połowę życia, zazwyczaj z marnym skutkiem finansowym. Opinia wszelakich psychologów, socjologów i innej maści fachowców jest zgodna. Badania wykazały ponad wszelką wątpliwość, iż cały obraz życia przez pracę, mamy spłaszczony do niewyobrażalnie małego rozmiaru, który negatywnie wpływa na samorozwój i relacje (artykuł pt. „Współczesna forma niewolnictwa”). Oczywiście praca, która wymaga samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, przy wykonywaniu zadań zarobkowych, i którą cechuje elastyczność intelektualna jest skarbem w jakiejś dziedzinie życia. I ten skarb trzeba chronić za wszelka cenę. Ci, którzy wykonują coś za marne pieniądze, uwsteczniają się. „Z łapy do papy”, stało się chorą powinnością, i nie umieją pojąć, że można żyć inaczej, czyli po swojemu, a nie jak niewolnik. Ciężka praca jeszcze nigdy nie dała nikomu prawdziwych pieniędzy. Nie rozumieją, że jest przyczyna i skutek. W większości podjęcie pracy stanowi konieczność uzyskania za nią środków pieniężnych na życie. Są też czynniki jak np. poczucie przydatnym do czegoś, wykorzystanie zdolności, zajmowanie się sprawami, które lubimy. I tu pewne czynniki zależą od nas samych, od których zależy, że czujemy się spełnieni. Dowodzi to, że najbardziej zadowoleni ze swych zajęć są osoby niezależne. I właśnie często znalezienie się we właściwym czasie i miejscu, uformowały okoliczności do zarobkowego spełnienia. Często wspaniałe pomysły kosztują grosze, a potem są warte majątek. Ale jak przemówić do „ściany” z pomysłami?

System społeczno ekonomiczny jest tak skonstruowany, by pozbawić człowieka wszelkiej indywidualności zarobkowej. Gdy ludzkość, z gospodarki łowiecko-zbierackiej, przeszła na styl rolniczo-pasterski, zaczęła się pojawiać pierwsza własność prywatna, i wtedy doszło do pierwszych walk o byt, i materialne sprawy z tym związane. Zaczęła się zależność od urodzaju związanego z pogodą. Kiedy była gospodarka łowiecko-zbieracka, żyło się dzięki wzajemnemu wsparciu. Nie było też gromadzenia dóbr materialnych. Nie było rządzących i rządzonych, tylko równość z silnymi więzami społecznymi. Rywalizacja z innymi o stan materialny to pułapka, gdyż „za stadem nigdzie się nie dojdzie”.  Podobnie jak w starej przypowieści: „Wędrujący na pustyni, głodny i spragniony, znajduje sztabkę złota. Cieszy go to znalezisko niesamowicie, ale nie nasyci tym swego głodu i pragnienia”. Zamożny człowiek nie jest świadomy, że los pieniędzy mu nie podarował. Los tylko mu te pieniądze pożyczył. Z resztą bieda to stan umysłu, a nie konta 🙂

„Prawdziwe bogactwo, to nie to, ile twoja praca pozwoli ci zarobić, ale to kim cię uczyni.”

„Człowiek poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca swoje pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie liczy się z teraźniejszością. W rezultacie nie żyje, ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nie miał umrzeć. Po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc.” Dalajlama

„Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że coś <da>, tzn. że zabierze tobie, bowiem rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.” M. Thatcher

„Za pieniądze można mieć:
-zegarek, ale nie czas,
-budynek, ale nie dom,
-seks, ale nie miłość,
-lekarstwa, ale nie zdrowie,
-posadę, ale nie poważanie,
-władzę, ale nie szacunek,
-ubranie, ale nie dobry gust.
Można mieć, ale nie być.” K. Grochola

Na podstawie ekonomicznych artykułów z prasy.

13 maja 2019

Kaganiec oświaty

Kaganiec oświaty Dobrze znane jest ze szkoły, że nauczyciel przekazuje informacje na temat określonego zagadnienia. Zadaniem uczniów jest zapamiętanie treści, o których mówi pedagog. Niestety taka forma nauczania jest zupełnie sprzeczna z ich potrzebami. Zapamiętują niewiele z tego, co usłyszą. Samej wiedzy o czymś nie da się włożyć nikomu do głowy. I tu należy zwrócić uwagę na dopaminę,  jako neuromodulator (określany przez badaczy mianem substancji ciekawości, zachowań eksploracyjnych i poszukiwania nowości). Dopamina zwiększa jasność myślenia oraz wzmacnia koncentrację. W tym czasie neurony wytwarzające endogenne opioidy, są aktywowane, a włókna tych neuronów rozgałęziają się szeroko w korze czołowej. W momencie, w którym dochodzi do wyrzutu opioidów, pojawia się dobry nastrój i naturalna chęć do działania – aktywacja endogennych opioidów stwarza subiektywny efekt nagrody, a sekwencja zachowań, dane zdarzenie – są dalej przetwarzane przez mózg i trwale w nim zapisane, czyli zachodzi prawdziwy proces uczenia się. Bez dopaminy proces uczenia się i długotrwałego zapamiętywania zwyczajnie ustaje. Aktywuje się ona jednak tylko w określonych warunkach, jakimi są też często warunki środowiskowe, a nawet rodzinne.

System edukacyjny w obecnym kształcie nie wspiera tych procesów, a tym samym nie przyczynia się do zdrowego rozwoju poznawczego, emocjonalnego i społecznego uczących się. Warto przyjrzeć się więc temu, co w szkołach tradycyjnych oddziałuje najbardziej niekorzystnie.

„Akademia Smorgońska”, zwana szkołą powszechną, z lubością tkwi w skostniałym schemacie tzw. „modelu pruskiego”, który zakłada zaprogramowanie oraz podporządkowanie sobie posłusznych robotników, przez nachalną indoktrynację. Mimo odkrytych pewników psychologii rozwojowej i neuronauk, które określają ten system jako nieskuteczny, wręcz szkodliwy dla rozwoju, trzyma się on w najlepsze. Wszelki podział zajęć jest tak opresyjny, jak ustrój absolutny zmian brygad pracowniczych w fabryce. Od dzieciństwa robią nam pranie mózgu: „…o, jaki piękny wierszyk…”, „…naucz się życiorysu poety na pamięć…” , „…wylicz zadanie…” , „…zapamiętaj wzór i definicję…” , „…nie dyskutuj ze mną nad interpretacją, bo ocena niedostateczna…” , „…to ci się kiedyś przyda, więc masz to zapamiętać…” , „…nie obchodzi mnie, że się tym nie interesujesz…”. To jest właśnie narzucanie schematów zamiast myślenia. Bezużyteczny relikt i skansen do radzenia sobie z rzeczywistością. Szkodliwe zasady, o których wspomniał już dawno A.Camus: „Szkoła przygotowuje do życia w świecie, który nie istnieje”.

Wpisuj się w nasze myślenie albo przegrasz. Osoby wyłamujące się, są traktowane z pogardą jako bezwartościowe, okaleczone. Celem staje się zdobywanie ocen a nie poznawanie świata. Masowe „produkowanie” ludzi nieodpowiedzialnych polega na tym, że nauczyciele czują się „zwierzchnikami” uczniów, i cały czas traktują go jako ucznia, a nie człowieka, w którym zachodzą zmiany. Polityka strachu, kiedy to nauczyciele traktują błędy, jako oznakę „bycia gorszym”, kształtuje psychikę raz na zawsze, i jest najważniejszym powodem, dla którego tak wielu żyje „przeciętnym życiem”. Butwiejący system jest jak stary płot – po co go remontować, skoro cały czas stoi.

Świat już dawno się przekształtował, i nie ma już czegoś takiego jak zhierarchizowanie przedmiotów, i nacisk na dany przedmiot. Nie należy rezygnować z tego, co jest dla nas najważniejsze, i do czego mamy talent. Ani matma ani j.polski, czy plastyka albo muzyka, nie są ważniejsze jeden od drugiego. System ignoruje fakt, że dla każdego jest inny, ma inną wartość. I że należy określić priorytety, oraz ścieżkę rozwoju, i na tym się skupić. System wymaga pełnego podporządkowania się.

Nie istnieje płynna lawiracja przedmiotowa. Przeładowanie informacjami, które nie są do niczego potrzebne, i presja, która przyczynia się do chronicznego stresu, fobii, oraz niechęci, jest skutkiem fałszywego obrazu świata, prezentowanego przez autokratycznych nauczycieli. Nikt z nich nie umie odpowiedzieć na pytanie, do czego przyda się przedstawiana wiedza, która jest wciskana. Nic dziwnego, że nie ma ani grama motywacji, bo nudne sprawy są przedstawiane w nudny sposób. Nie ma nauczania użytecznych rzeczy w inteligentny sposób. Czy rewolucja kiedyś nastąpi? Czy zniknie upośledzony system? Pewnie to jak walka z wiatrakami…

Młodzi ludzie są narażeni na przebywanie w otoczeniu pełnym presji, rywalizacji i niespełnienia osobowościowego. Całymi dniami przebywają w świecie sprzecznym z realnym życiem. Neurobiologiczne mówi się o tym, że uczenie się, to powstawanie trwałych zmian w zachowaniu, będących efektem doświadczenia. a słyszy się cały czas o tym, że trzeba zachować zasadę 3xZ (Z.Z.Z.): Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Tak jak: wysłuchaj, zapamiętaj, naucz się na pamięć, nanieś na kartkę, zdobądź cyferkę. To jest: kopiuj – wklej, i do czego to? i po co? Nie da się wykorzystać pewnych rzeczy w naturalnym kontekście sytuacyjnym. Aktualność pewnej wiedzy musi ulegać transformacji, by miało to sens i znaczenie. To nie jest wina nauczycieli, że podlegają systemowi, który nie daje możliwości i metod efektywnej i praktycznej nauki, oraz podstaw psychologii. Powoduje to reżim także im narzucony, a skutki tego są takie, a nie inne, i których nie da się już naprawić.

Karygodne jest tez podejście na zasadzie: „Skoro my przetrwaliśmy, to ty też przetrwasz”. No nie, to tak nie działa. Z pokolenia na pokolenie samoświadomość jednostki się zwiększa, i to już nie jest tak, że synuś lub córcia, przyniesie do domu same piątki, ale będzie tak naprawdę nieświadomym kłębkiem nerwów, nieprzystosowanym do samodzielnego myślenia i co za tym idzie – życia. Poza tym, nic oprócz tych cyferek nie będzie znaczyć, ani teraz, ani w przyszłości, bo pozostanie tylko sztucznym tworem systemu, wypełniającym kolejne rubryki w tabelce życiorysu. Tak jak w piosence zespołu Turbo pt. „Dorosłe dzieci”.

Na powyższy temat cytat artykułu z prasy:

„Czasami mam wrażenie, że szkoła zamiast kształcić, zamyka nas w pudełku i zabrania zdobywania nowej wiedzy. Uczymy się o tym, kto był królem 100olat temu, czy recytujemy jakiś wiersz, a często nie wiemy jak żyć. Uczymy się o przeszłości zamiast zrozumieć teraźniejszość i samego siebie. Uczymy się o związkach chemicznych, a nie wiemy nic o międzyludzkich. Uczymy się zasad dynamiki, a nie umiemy nadążać za zmianami. Uczymy się definicji, a nie wiemy co to miłość i samoakceptacja. Szkoła powinna być miejscem gdzie uczniowie się nie boją innych, gdzie wolność słowa jest czymś normalnym, a uśmiech reakcja naturalna, nie może być też bólu ani zranienia. Jesteśmy szufladkowani przez liczby na papierku. Jesteśmy poniżani i wyśmiewani przez ludzi, od których akurat potrzebujemy pomocy. Czy naprawdę te liczby są tak ważne? Najwięksi geniusze byli najgorsi w szkole. Nie wszyscy potrafią stłamsić swoją osobowość i dopasować się do wymogów. Mamy się uczyć wszystkiego, nieważne czy nam się to przyda czy nie, i tak zapomnimy o tym po kilku dniach. Przecież oceny są najważniejsze, a nie to co mamy w głowach. Szkoła- miejsce, w którym od dziecka jesteśmy przystosowywani od świata, który nie istnieje. Nie mamy czasu na nic, a nikt nas nie nauczył tego, jak zatrzymać czas, aby nasza młodość nie minęła.”

„Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji” M.Twain

„Ja się nigdy nie uczyłem, więc szkoła nie zniszczyła we mnie inteligencji”

„ILOŚĆ SZKÓŁ NIE CZYNI MĄDRYM, TAK JAK STOS CEGIEŁ NIE CZYNI DOMU”

25 Mar 2019

Współczesny ekshibicjonizm

Współczesny ekshibicjonizm

Rys. P. Kuczyński

Nie ma już żadnej prywatności i trzeba się z tym pogodzić. Do tej pory prywatność kradły nam globalne korporacje w stylu: dane w zamian za usługi. Jeśli ktoś sądzi, że smartfony generalnie służą do rozmów i smsowania, zasługuje na miano naiwniaka. Użytkownik obsługujący ekran nie rozumie, jak działają obecnie mechanizmy tej wygody. Nie ma pojęcia, jak kliknięcie w daną funkcję zmienia jego życie, i jak urządzenie staje się niewyczerpalnym źródłem informacji. To potężne narzędzie śledcze. Trzymamy na nich zdjęcia, hasła, aplikacje, ślady logowania do banku, czy konta e-mail. Gigabajty prywatnych danych.

Obecnie w „społeczeństwie nadzorowanym”, zasysanie danych odbywa się nie dość, że za własną zgodą, to w dodatku bez ograniczeń i śladów. W większości przypadków, nikt i nigdy nie dowie się, że był w jakiś sposób sprawdzany. Na podstawie wręcz banalnych danych, można ustalić szczegółowy profil osoby, która nas interesuje, a nawet przewidzieć kolejne jej zachowanie: co i z kim, gdzie, kiedy, i jak długo będzie robić następnego dnia. Dla przeciętnego hakera, włamanie się na jakieś urządzenie niestanowi problemu. Ba! Nawet laik nie musi ruszać się z fotela, by przy odrobinie sprytu i analitycznego myślenia, dowiedzieć się i skompletować dane o interesującej go osobie.

Jesteśmy z technologią w wiecznym sprzężeniu, gdzie ofiarowana wygoda, zwiększa nasze w nią zaangażowanie, co z kolei dostarcza większej liczby danych. Pewne procesy są tak zmonopolizowane, że wiedzą o nas wszystko, tylko dlatego, że na to sami pozwalamy. Wszelakie portale społecznościowe są niezwykle zgubne (pomijając już, że to zwykła, światopoglądowa mielonka, tych samych, w kółko powtarzanych treści), bo poddają nas wszystkich nieustannej, masowej inwigilacji. Nie było jeszcze w historii ludzkości takiej sytuacji, by jedna organizacja kontrolowała komunikację miliardów. Narzędzia o niespotykanym potencjale manipulacyjnym użytkowników, coraz bardziej zachłanne.

Złudzenie prywatnej i wygodnej codzienności, polega na tym, że: zainstalowałeś aplikacje lub posługujesz się messengerem? Odbiłeś właśnie kartę w komunikacji miejskiej? Zapłaciłeś telefonem lub kartą w sklepie? Świetnie, właśnie padłeś ofiarą firm handlujących danymi, lub innym zainteresowanym Tobą organizacjom. Integracja danych i usług powoduje, że w jednym miejscu gromadzone są informacje na temat zwyczajów, upodobań i wydatków. Kto wie, może już pewne informacje zostały zhakowane i będą przez kogoś wykorzystane w przyszłości, i już nic nie można z tym zrobić. Kult masowej głupoty urósł do rangi wspaniałej cnoty. Potrzeba udowadniania, że się istnieje, jest już skrajnie nużąca. Rejestrowanie każdego fragmentu życia i siebie w roli głównej, przerodziła się w jakąś obsesje. Nie idzie już zrozumieć, z jak wielką miłością do siebie ludzie się fotografują.

Zdaje się, że to nie my używamy technologii, tylko ona nas. Inteligentne domy i zintegrowane z nimi urządzenia już przesyłają dane na temat: kiedy śpisz, kiedy się budzisz, kiedy i gdzie, ile czasu przebywasz i co aktualnie robisz. Już niedługo domowe wi-fi pozwoli na zeskanowanie mieszkania, bez żadnej świadomości lokatorów, oraz na swobodną rejestracje np. rozmowy telefonicznej.

Nie ma już i nie będzie możliwości odejścia od pewnego postępu, wręcz trzeba z nim iść. Nie chodzi też o to, by z pewnych udogodnień nie korzystać. Należy jednak używać ich ze świadomością i odpowiednim podejściem, które może być uznane dziś za ekscentryzm. Technologie, które opracowano by ułatwiły nam życie, przyczyniają się jednocześnie do naszej zguby. Kontrolując każdy aspekt naszego życia przestajemy mieć na nie wpływ. Nie pozwólmy się okradać, choć można z tym tak żyć, ale czy warto tak żyć?

Na ten temat można przedstawić słowa pewnego „informatyka”: „…widzę IP twojego kompa i wiem jakiej strony szukasz. Nie wiem, jaką masz przeglądarkę, bo jeden z zainstalowanych dodatków to utrudnia. Ale widzę na jaką stronę właśnie wszedłeś i co na niej robisz. Gdybyś się na niej zalogował, mógłbym skopiować ciasteczko i podszyć się pod ciebie. Jeśli zaczniesz ściągać plik, nie tylko będę widział jego treść, ale w odpowiedniej ilości czasu, będę mógł podmienić zawartość. Mogę też wrzucić do tymczasowej pamięci twojej przeglądarki kompromitujące materiały…”.

„…żyjemy w czasach, które są opowieścią idioty…”  Z. Herbert

19 Mar 2019

Przesądy

PrzesądyKażda z epok w dziejach trzyma się swoich mitów i przesądów, najczęściej nie znając ich pochodzenia. Relikty przeszłości i zapomniane obyczaje starych kultur do dziś świetnie się trzymają w swej pierwotnej wersji. Źródła podają taką definicję: Przesąd – bezpodstawna, uparcie żywiona i niewrażliwa na argumentację wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego, między danymi zdarzeniami. Wypływać może ona ze stereotypów zakorzenionych w kulturze i tradycji. Jest pozbawiona racjonalnych podstaw i niemożliwa do weryfikacji. Oraz pokrewna definicja: Zabobon – (od „bobomienie”) tj. niewyraźny bełkot wróżbitów podczas odprawianych rytuałów.

Źródłem i treścią przesądów jest najczęściej obawa i brak zrozumienia wobec zjawisk niemających nic wspólnego z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Generując absurdalne poglądy przyczyniające się do spustoszenia w umyśle, narażamy się na niedorzeczność. Ponieważ nie potrafimy przewidywać zdarzeń losowych, doszukujemy się fałszywych korelacji i wiązania pewnych sygnałów z podejmowanymi decyzjami. Jeśli kilka razy się potwierdzą, działamy znów na zasadzie odruchu. Potem często przychodzi rozczarowanie, bo przecież zrobiliśmy jak trzeba, a nie zadziałało. To jest pozostałość po przestarzałym systemie wierzeń i tzw. przyczynowość odwrotna.

Doktryna scjentystyczna w tym temacie mówi o tym, że „samospełniająca się przepowiednia”, jest zjawiskiem myśli i zachowania podświadomie wpływającym na zdarzenie: „Nie zauważyć, że jakaś przyczyna wywołuje określony skutek” oraz „Doszukać się jakiejś przyczyny, która wcale nie wpływa na skutek”. Np. <Dziś jest piątek 13go i na pewno zdarzy się coś złego>. Idąc tym torem myśli, skupiamy się nad tym tak, że z pewnością coś się przytrafić może złego. To jest właśnie konsekwencja: myśl – zdarzenie.

Teraz garstka skrótowych przykładów, mocno osadzonych i popularnych w różnych kulturach.

Czarny kot. Przebiegający kot, o w pełni czarnej sierści kojarzył się z pradawną złą magią i asystentem czarownic. Nic bardziej błędnego. Kot jako zwierz dostojny, inteligentny i nad wyraz tajemniczy, był już czczony w dawnym Egipcie. To na podstawie jego natury był stworzony „Mit oka słońca”, który przynosił dualizm szczęścia i dobrobytu. W nowożytnym rozumieniu, gdy czerń (czyli negatyw) przecina drogę, tworzy coś na kształt krzyża, czyli nieszczęścia. Biedne czarne koty 🙂

Kichanie i ziewanie. Poprzez otwory ogólnodostępne ciała, mogły wedrzeć się choroby, dlatego mówi się: „na zdrowie”.

Przechodzenie pod drabiną. W dawnych wiekach asystenci katów wchodzili na drabiny, by zdejmować ciała wisielców z szubienicy. Przechodzenie pod ich drabinami podobno zwiastowało nieszczęście, bo kojarzyło się z zetknięciem ze śmiercią. Z kolei fragment liny po wisielcu przynosił szczęście.

Podział partii ciała na planety. Każda pseudonauka wiązała się ze swoim odpowiednikiem. W tym wypadku astrologia i jej pochodne, były przeciwne astronomii.

Liczba „7”. Uważana w wielu kulturach za szczęśliwą. Wynika z nie tak dalekich wieków, w których uważano, że siódme dziecko ma ponadprzeciętne zdolności różnego rodzaju.

Otwarty parasol w pomieszczeniu. Parasol swoją pierwotną funkcją, miał zasłaniać przed słońcem. Dopiero potem spełnił swoją rolę jako osłona przed deszczem. W dawnych kulturach, gdy czczono słońce, zasłanianie się przed nim w cieniu zakrawało na bluźnierstwo. I stąd, z ang. umbrella, z łac. umbra, tzn.cień.

Piątek 13tego. Zgodnie z legendą, kapitan Piątek (zuch i marynarz), nie pozostawił złotej monety pod masztem w nowo wybudowanym żaglowcu. W dodatku nie zawiązał czerwonej tasiemki na pierwszym gwoździu wbitym w deskę kadłuba. Po wypłynięciu cała załoga zginęła. Jak się okazało, w skutek nieprzewidzianej pogody. Liczba „13” także była brana pod uwagę jako zły omen z powodu: trzynastu śmierci starożytnych bóstw, będących trzynastymi z kolei. Także według mitologii chrześcijańskiej, 13ty gość ostatniej wieczerzy był wątpliwej reputacji i marnie skończył.

Otwarte okna, kwiaty i magnesy. Szpitale się zliberalizowały i unowocześniły, ale kiedyś wierzono, że nie można zostawiać na noc okien otwartych, bo zło wlatuje. Podobnie było z kwiatami, że wysysają energię 🙂 Magnesy kładziono pod chorego, że niby przyciągają złowrogie fluidy. Na szczęście, zaniechano tych zabobonnych praktyk, a kwiatów i tak się już nie przynosi ze względów sanitarnych.

Pieczenie uszu i cofanie się do domu, by przysiąść. Na zmianę ciśnienia i lub temperaturę ma wpływ mnóstwo czynników fizjologicznych, a nie to, że ktoś nas obgaduje. I tak nas ktoś obgada bez względu na okoliczności. Natomiast kompletną bzdurą jest to, że po cofnięciu się do domu „bo czegoś zapomniano” trzeba przysiąść. Można spocząć gdy trzeba chwilę odetchnąć.

Biżuteria. Wszelkie ludy zabezpieczały się biżuterią we wszystkich możliwych otworach ciała. Cała ta maskarada przerodziła się we wspaniały biznes i modę na ozdoby. Kolczyki, kółka, świecidełka, miały przynosić szczęście. Koło było i jest symbolem jedności i wieczności jako znak bezpiecznego, nierozerwalnego okręgu. Pierścionek zaręczynowy, czy obrączka ślubna miały być znakiem trwałości.

Lustro. Własne odbicie w lustrze jest subiektywne. Natomiast stłuczenie go, to tak, jakbyśmy uszkodzili samego siebie. A dlaczego akurat siedem lat nieszczęść, skoro siódemka to przecież szczęśliwa liczba? Otóż Rzymianie wierzyli w siedmioletni cykl ludzkiej egzystencji (następowała wtedy odnowa ciała, zwiększenie witalności itp.). Zniszczenie wizerunku oznaczało zaburzenie tego cyklu. Dziś według psychologów, co 7 do 10 lat, w nas samych zachodzi zmiana mentalna.

Łóżko. Wstawanie lewą nogą wynika z tego, że po prostu łóżko jest tak ustawione. Według nauki feng shui, mamy spać w pozycji północ – południe. Inne przekazy mówią o tym, żeby łózko stało zgodnie z ułożeniem desek w parkiecie czy paneli i by zaczynać dzień wstając na prawą stronę. Niegdyś wszystko co lewe było negatywne, a co prawe pozytywne. Np. żaden rybak nie cumował swej łajby lewą burtą, a na osoby leworęczne patrzono jak na dziwolągi.

Krzyż. W sztuce sakralnej pojawił się w roku 600 n.e. Kościół katolicki przywłaszczył sobie symbol, jak wiele innych, kierując się chęcią zawłaszczenia wszystkiego, co najcenniejsze w dorobku ludzkości, jakby to zawsze do niego należało. Pierwsi chrześcijanie uznawali <symbol> za pogański i nie tolerowali go. Potem upowszechniło się jako narzędzie tortur. Wszelkie symbole, w jakiejkolwiek sztuce, miały znamiona w kształcie „T”. To jest tzw. krzyż „Tau”, który wywodzi się od Druidów i treści związanych z urodzajem.

Sowa. Na temat ptaków narosło pełno przesądów i mitów. Nie tylko drapieżniki nocne były silnie powiązane z negatywnymi siłami, ale także np. kruki czy lelki kozodoje. Sowa była symbolem nieszczęścia, a dopiero potem mądrości. Natomiast w kulturach dalekiego wschodu, miała opinię ptaka przynoszącego szczęście, a jej wizerunek na dachach domów miał chronić budynki przed pożarami.

Przesądy funkcjonują przede wszystkim jako zewnętrzne wyrazy napięć, lęków i przypadkowych koincydencji. Największym ich źródłem była i jest religia.

Bibliografia:
Peter Lorie „Przesądy”
Piotr Kowalski – Leksykon Znaki Świata „Omen, przesąd, znaczenie”

08 Lut 2019

Zwierz też…

Zwierz teżWeszliśmy w niebezpieczną fazę antropocentryzmu, w której wydaje nam się, że wszystko wolno. Jaki jest bezmiar cierpienia, które jest udziałem zwierząt hodowlanych i używanych do badań naukowych? Niby sprawa jest prosta, co wolno, a co nie. Wymierzony psu lub kotu klaps jest dopuszczalny, ale kopniak już nie. Oddanie do schroniska jest ok, ale wyrzucenie na ulicę, to już nikczemność. W cywilizowanym świecie, ustawy przewidują karę za zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom, ale ma się na myśli najczęściej zwierzęta domowe.

Jeśli chodzi np. o króliki poddawane substancją chemicznym lub małpy, gdy przykręca się im głowy, w stabilizatorach śrubami do czaszki, robi „na żywca” trepanacje, by wstrzykiwać bezpośrednio substancje toksyczne do mózgu. Poddaje się gęsi tuczeniu wątroby lub przeszczepia się całe partie ciała, z jednego organizmu do drugiego. Czy to jest legalne? No tak. Czy to jest etyczne? No właśnie…

Można stwierdzić, że cierpienie jednych kosztem drugich jest konieczne, byśmy byli zdrowi, mieli co jeść, a także żeby wygodniej nam się żyło. Czy to dostateczne usprawiedliwienie tego, co wyrządzamy, istotom innego gatunku? Może jednak eksperymenty na ludziach i dla ludzi dałyby coś więcej, niż się zdaje (tak jak robiono to w ośrodkach doświadczalnych np. w czasie wojny). Dajmy na to przykład odwrotny. Fantazja z pogranicza s-f. Załóżmy, że istnieje gdzieś tzw. świat równoległy, rządzący się zupełnie innymi prawami. I w tym świecie dominują np. mięsożerne, antropo-podobne  zające, które uważają gatunek ludzki za pożywienie, lub przerabiają pozyskane części jako trofea lub ozdoby.  Już na samą myśl, wyobrażenie o tym, jak istoty ludzkie są uśmiercane, wiszą na hakach w rzeźni, i są odsączane z krwi, a ich mięso jest dzielone na kategorie do spożycia, budzi oburzenie. No właśnie…

„Z reguły tzw. religijni filozofowie, odeszli od charakterystycznej dla filozofii, natury równorzędności istot żyjących. Zastąpili ją usankcjonowaną hierarchią, za sprawą łaski, umieszczając człowieka na szczycie łańcucha pokarmowego. Skłaniali się do myśli o panowaniu nad zwierzętami, ale o sznyclach, czy ozorkach nie było w źródłach mowy”. [Iris Radisch, Die Zeit (redaktorka zbioru eseju o zwierzętach)]

Szowinizm gatunkowy zakłada, że już sama przynależność do homo-sapiens, uprawnia nas do stanowienia wyższości naszego gatunku przed innymi. Że istnieją etycznie istotne różnice między istotami ludzkimi i innymi zwierzętami, które upoważniają nas do przedkładania ludzkich interesów przed innymi. Skrajnym przykładem może być samoobrona przed drapieżnikiem (najczęściej w „dzikich” krajach) lub kulturowo uwarunkowane zdobycie „pożywienia”. Uogólniając, jesteśmy najbardziej brutalną istotą w ekosystemie. Polowanie może być usprawiedliwione, jeśli to nie stanowi pseudo rozrywki.

Zarzut, że odrzucenie szowinizmu gatunkowego oznaczać by musiało, że życie muchy lub bakterii, mamy cenić tak samo jak życie człowieka, sprowadza się do tego, że nie ma innego wyboru, jak traktowanie w pełni równolegle wszelkiego stworzenia. Czy to nie absurd? Jednak równe, nie jest jednoznaczne z jednakowym. Ciekawostką z antropologii jest to, że jeśli bylibyśmy „od zawsze” nauczeni jedzenia mięsa, to nasz układ zębowy byłby zupełnie inaczej zbudowany. Dodatkowo, jeżeli jedlibyśmy stale mięso, to skończyłoby się podobnie jak w zamierzchłych czasach: Ktoś, kto dożywał 40tki (cudem 50tki lub 60tki, był fenomenem= starcem), był już na skraju wyczerpania. Umierano z powodu, np: nadciśnienia, zatorów, cholesterolu, zawałów, udarów, niewydolności rożnego typu, dny moczanowej, zwyrodnienia stawów, itp. itd. Dieta opierała się zazwyczaj na pokarmach pochodzenia zwierzęcego.

Mając odrobinę wolnej woli i przede wszystkim świadomości, można zredukować przyzwyczajenia żywieniowe. Na czyją stronę przechylić szalę? Czy to my bardziej będziemy cierpieć z powodu niezaspokojenia smaku, apetytu? Czy też zwierzak żyjący w metalowym ogrodzeniu, na betonowej podłodze? Wykastrowany, bez zębów, które usunięto bez znieczulenia, kończący nędzny żywot po ciosie kołkiem w głowę?

Hodowla zwierząt jest pełna przemocy. Nawet na ekologicznych farmach, patrzy się na zwierzęta przez pryzmat opłacalności. Na tych wielkich, gdzie zwierzęta cierpią najbardziej, dochodzi oprócz warunków życia, skrajne okrucieństwo. Tymczasem konsument jest przekonany, że zwierzęta wiodą beztroski żywot. Rysunki i grafiki na opakowaniach wędlin, czy piękne reklamy, oddają może realia XIX-wiecznej wsi, ale z pewnością nie zindustrializowanego przemysłu śmierci…

Sugerowałem się przemyśleniami w oparciu o własne doświadczenia, teksty z prasy, a także książką: „W obronie zwierząt”, Peter Singer, we współpracy: Jan Głowiczower.

04 Lut 2019

Wrażenia ekstremalne

Wrażenia ekstremalneWspinaczka, skialpinizm, snowboarding, skoki na bungee, spadochroniarstwo, paralotniarstwo, nurkowanie, spadanie swobodne i wiele innych. Dodatnie i ujemne przeciążenia fizyczne ciała. Potrzeba adrenaliny w odskoczni od codziennej rutyny, jest dla wielu spełnieniem, by nie zatracić się w monotonii życiowej. Poszukiwanie doznań, potrzeba zwiększonej stymulacji, dobrostan poprzez dostarczanie różnych bodźców. Są to składowe, które powodują wyzwolenie niesamowitych ilości endorfin.

Jak wiemy, podstawowym motorem unikania lub pożądania niecodziennych doświadczeń, jest poziom dopaminy wytwarzanej przez neurony, która zmusza do poszukiwania przyjemnych odczuć. Może to być jedzenie, odpoczynek, forma twórczości lub seks, oraz wiele innych czynników, jak kto woli. Potrzebujący mocniejszych wrażeń, mają nieustannie podwyższony poziom dopaminy, dlatego wszelkie przekraczanie granic nie jest dla nich problemem, a wręcz napędza cały czas do działania w jakimś stopniu ryzyka.

Osoby poddające się kontrolowanemu, większemu wpływowi adrenaliny są odporniejsze na stres, mają większe poczucie szczęścia (przez tzw. strach kontrolowany), radość, spełnienie i ekscytację. Są odważniejsze, aktywniejsze. Ich zmysły pracują znacznie lepiej. Ich mózg wytwarza ogromne ilości dopamin i endorfin, czyli hormonów szczęścia. Poza przeżyciami niesportowymi, można by wymienić prozaiczne kwestie, jakimi są także np. oglądanie horrorów lub thrillerów. To nie są realne zagrożenia i działają chwilowo. Na pewne rzeczy z czasem się uodparniamy i nie robi to na nas specjalnego wrażenia. Z wiekiem, zapotrzebowanie na adrenalinę spada. Pewne sprawy zwyczajnie nas już nie ruszają emocjonalnie.

Generalnie krzywdzącym stereotypem jest nazywanie poszukiwaczy wrażeń szaleńcami. Uczucia jakich doznają i potrzebują, trudno nawet opisać. To tak, jakby spróbować opisywać lub zdefiniować jednolicie miłość. To są indywidualne, głębokie, osobiste kwestie.

© 2020 Adam Kucz. Wszystkie prawa zastrzeżone.