Blog

19 Mar 2019

Przesądy

Każda z epok w dziejach trzyma się swoich mitów i przesądów, najczęściej nie znając ich pochodzenia. Relikty przeszłości i zapomniane obyczaje starych kultur do dziś świetnie się trzymają w swej pierwotnej wersji. Źródła podają taką definicję: Przesąd – bezpodstawna, uparcie żywiona i niewrażliwa na argumentację wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego, między danymi zdarzeniami. Wypływać może ona ze stereotypów zakorzenionych w kulturze i tradycji. Jest pozbawiona racjonalnych podstaw i niemożliwa do weryfikacji. Oraz pokrewna definicja: Zabobon – (od „bobomienie”) tj. niewyraźny bełkot wróżbitów podczas odprawianych rytuałów.

Źródłem i treścią przesądów jest najczęściej obawa i brak zrozumienia wobec zjawisk niemających nic wspólnego z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Generując absurdalne poglądy przyczyniające się do spustoszenia w umyśle, narażamy się na niedorzeczność. Ponieważ nie potrafimy przewidywać zdarzeń losowych, doszukujemy się fałszywych korelacji i wiązania pewnych sygnałów z podejmowanymi decyzjami. Jeśli kilka razy się potwierdzą, działamy znów na zasadzie odruchu. Potem często przychodzi rozczarowanie, bo przecież zrobiliśmy jak trzeba, a nie zadziałało. To jest pozostałość po przestarzałym systemie wierzeń i tzw. przyczynowość odwrotna.

Doktryna scjentystyczna w tym temacie mówi o tym, że „samospełniająca się przepowiednia”, jest zjawiskiem myśli i zachowania podświadomie wpływającym na zdarzenie: „Nie zauważyć, że jakaś przyczyna wywołuje określony skutek” oraz „Doszukać się jakiejś przyczyny, która wcale nie wpływa na skutek”. Np. <Dziś jest piątek 13go i na pewno zdarzy się coś złego>. Idąc tym torem myśli, skupiamy się nad tym tak, że z pewnością coś się przytrafić może złego. To jest właśnie konsekwencja: myśl – zdarzenie.

Teraz garstka skrótowych przykładów, mocno osadzonych i popularnych w różnych kulturach.

Czarny kot. Przebiegający kot, o w pełni czarnej sierści kojarzył się z pradawną złą magią i asystentem czarownic. Nic bardziej błędnego. Kot jako zwierz dostojny, inteligentny i nad wyraz tajemniczy, był już czczony w dawnym Egipcie. To na podstawie jego natury był stworzony „Mit oka słońca”, który przynosił dualizm szczęścia i dobrobytu. W nowożytnym rozumieniu, gdy czerń (czyli negatyw) przecina drogę, tworzy coś na kształt krzyża, czyli nieszczęścia. Biedne czarne koty 🙂

Kichanie i ziewanie. Poprzez otwory ogólnodostępne ciała, mogły wedrzeć się choroby, dlatego mówi się: „na zdrowie”.

Przechodzenie pod drabiną. W dawnych wiekach asystenci katów wchodzili na drabiny, by zdejmować ciała wisielców z szubienicy. Przechodzenie pod ich drabinami podobno zwiastowało nieszczęście, bo kojarzyło się z zetknięciem ze śmiercią. Z kolei fragment liny po wisielcu przynosił szczęście.

Podział partii ciała na planety. Każda pseudonauka wiązała się ze swoim odpowiednikiem. W tym wypadku astrologia i jej pochodne, były przeciwne astronomii.

Liczba „7”. Uważana w wielu kulturach za szczęśliwą. Wynika z nie tak dalekich wieków, w których uważano, że siódme dziecko ma ponadprzeciętne zdolności różnego rodzaju.

Otwarty parasol w pomieszczeniu. Parasol swoją pierwotną funkcją, miał zasłaniać przed słońcem. Dopiero potem spełnił swoją rolę jako osłona przed deszczem. W dawnych kulturach, gdy czczono słońce, zasłanianie się przed nim w cieniu zakrawało na bluźnierstwo. I stąd, z ang. umbrella, z łac. umbra, tzn.cień.

Piątek 13tego. Zgodnie z legendą, kapitan Piątek (zuch i marynarz), nie pozostawił złotej monety pod masztem w nowo wybudowanym żaglowcu. W dodatku nie zawiązał czerwonej tasiemki na pierwszym gwoździu wbitym w deskę kadłuba. Po wypłynięciu cała załoga zginęła. Jak się okazało, w skutek nieprzewidzianej pogody. Liczba „13” także była brana pod uwagę jako zły omen z powodu: trzynastu śmierci starożytnych bóstw, będących trzynastymi z kolei. Także według mitologii chrześcijańskiej, 13ty gość ostatniej wieczerzy był wątpliwej reputacji i marnie skończył.

Otwarte okna, kwiaty i magnesy. Szpitale się zliberalizowały i unowocześniły, ale kiedyś wierzono, że nie można zostawiać na noc okien otwartych, bo zło wlatuje. Podobnie było z kwiatami, że wysysają energię 🙂 Magnesy kładziono pod chorego, że niby przyciągają złowrogie fluidy. Na szczęście, zaniechano tych zabobonnych praktyk, a kwiatów i tak się już nie przynosi ze względów sanitarnych.

Pieczenie uszu i cofanie się do domu, by przysiąść. Na zmianę ciśnienia i lub temperaturę ma wpływ mnóstwo czynników fizjologicznych, a nie to, że ktoś nas obgaduje. I tak nas ktoś obgada bez względu na okoliczności. Natomiast kompletną bzdurą jest to, że po cofnięciu się do domu „bo czegoś zapomniano” trzeba przysiąść. Można spocząć gdy trzeba chwilę odetchnąć.

Biżuteria. Wszelkie ludy zabezpieczały się biżuterią we wszystkich możliwych otworach ciała. Cała ta maskarada przerodziła się we wspaniały biznes i modę na ozdoby. Kolczyki, kółka, świecidełka, miały przynosić szczęście. Koło było i jest symbolem jedności i wieczności jako znak bezpiecznego, nierozerwalnego okręgu. Pierścionek zaręczynowy, czy obrączka ślubna miały być znakiem trwałości.

Lustro. Własne odbicie w lustrze jest subiektywne. Natomiast stłuczenie go, to tak, jakbyśmy uszkodzili samego siebie. A dlaczego akurat siedem lat nieszczęść, skoro siódemka to przecież szczęśliwa liczba? Otóż Rzymianie wierzyli w siedmioletni cykl ludzkiej egzystencji (następowała wtedy odnowa ciała, zwiększenie witalności itp.). Zniszczenie wizerunku oznaczało zaburzenie tego cyklu. Dziś według psychologów, co 7 do 10 lat, w nas samych zachodzi zmiana mentalna.

Łóżko. Wstawanie lewą nogą wynika z tego, że po prostu łóżko jest tak ustawione. Według nauki feng shui, mamy spać w pozycji północ – południe. Inne przekazy mówią o tym, żeby łózko stało zgodnie z ułożeniem desek w parkiecie czy paneli i by zaczynać dzień wstając na prawą stronę. Niegdyś wszystko co lewe było negatywne, a co prawe pozytywne. Np. żaden rybak nie cumował swej łajby lewą burtą, a na osoby leworęczne patrzono jak na dziwolągi.

Krzyż. W sztuce sakralnej pojawił się w roku 600 n.e. Kościół katolicki przywłaszczył sobie symbol, jak wiele innych, kierując się chęcią zawłaszczenia wszystkiego, co najcenniejsze w dorobku ludzkości, jakby to zawsze do niego należało. Pierwsi chrześcijanie uznawali <symbol> za pogański i nie tolerowali go. Potem upowszechniło się jako narzędzie tortur. Wszelkie symbole, w jakiejkolwiek sztuce, miały znamiona w kształcie „T”. To jest tzw. krzyż „Tau”, który wywodzi się od Druidów i treści związanych z urodzajem.

Sowa. Na temat ptaków narosło pełno przesądów i mitów. Nie tylko drapieżniki nocne były silnie powiązane z negatywnymi siłami, ale także np. kruki czy lelki kozodoje. Sowa była symbolem nieszczęścia, a dopiero potem mądrości. Natomiast w kulturach dalekiego wschodu, miała opinię ptaka przynoszącego szczęście, a jej wizerunek na dachach domów miał chronić budynki przed pożarami.

Przesądy funkcjonują przede wszystkim jako zewnętrzne wyrazy napięć, lęków i przypadkowych koincydencji. Największym ich źródłem była i jest religia.

08 Lut 2019

Zwierz też…

Weszliśmy w niebezpieczną fazę antropocentryzmu, w której wydaje nam się, że wszystko wolno. Jaki jest bezmiar cierpienia, które jest udziałem zwierząt hodowlanych i używanych do badań naukowych? Niby sprawa jest prosta, co wolno, a co nie. Wymierzony psu lub kotu klaps jest dopuszczalny, ale kopniak już nie. Oddanie do schroniska jest ok, ale wyrzucenie na ulicę, to już nikczemność. W cywilizowanym świecie, ustawy przewidują karę za zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom, ale ma się na myśli najczęściej zwierzęta domowe.

Jeśli chodzi np. o króliki poddawane substancją chemicznym lub małpy, gdy przykręca się im głowy, w stabilizatorach śrubami do czaszki, robi „na żywca” trepanacje, by wstrzykiwać bezpośrednio substancje toksyczne do mózgu. Poddaje się gęsi tuczeniu wątroby lub przeszczepia się całe partie ciała, z jednego organizmu do drugiego. Czy to jest legalne? No tak. Czy to jest etyczne? No właśnie…

Można stwierdzić, że cierpienie jednych kosztem drugich jest konieczne, byśmy byli zdrowi, mieli co jeść, a także żeby wygodniej nam się żyło. Czy to dostateczne usprawiedliwienie tego, co wyrządzamy, istotom innego gatunku? Może jednak eksperymenty na ludziach i dla ludzi dałyby coś więcej, niż się zdaje (tak jak robiono to w ośrodkach doświadczalnych np. w czasie wojny). Dajmy na to przykład odwrotny. Fantazja z pogranicza s-f. Załóżmy, że istnieje gdzieś tzw. świat równoległy, rządzący się zupełnie innymi prawami. I w tym świecie dominują np. mięsożerne, antropo-podobne  zające, które uważają gatunek ludzki za pożywienie, lub przerabiają pozyskane części jako trofea lub ozdoby.  Już na samą myśl, wyobrażenie o tym, jak istoty ludzkie są uśmiercane, wiszą na hakach w rzeźni, i są odsączane z krwi, a ich mięso jest dzielone na kategorie do spożycia, budzi oburzenie. No właśnie…

„Z reguły tzw. religijni filozofowie, odeszli od charakterystycznej dla filozofii, natury równorzędności istot żyjących. Zastąpili ją usankcjonowaną hierarchią, za sprawą łaski, umieszczając człowieka na szczycie łańcucha pokarmowego. Skłaniali się do myśli o panowaniu nad zwierzętami, ale o sznyclach, czy ozorkach nie było w źródłach mowy”. [Iris Radisch, Die Zeit (redaktorka zbioru eseju o zwierzętach)]

Szowinizm gatunkowy zakłada, że już sama przynależność do homo-sapiens, uprawnia nas do stanowienia wyższości naszego gatunku przed innymi. Że istnieją etycznie istotne różnice między istotami ludzkimi i innymi zwierzętami, które upoważniają nas do przedkładania ludzkich interesów przed innymi. Skrajnym przykładem może być samoobrona przed drapieżnikiem (najczęściej w „dzikich” krajach) lub kulturowo uwarunkowane zdobycie „pożywienia”. Uogólniając, jesteśmy najbardziej brutalną istotą w ekosystemie. Polowanie może być usprawiedliwione, jeśli to nie stanowi pseudo rozrywki.

Zarzut, że odrzucenie szowinizmu gatunkowego oznaczać by musiało, że życie muchy lub bakterii, mamy cenić tak samo jak życie człowieka, sprowadza się do tego, że nie ma innego wyboru, jak traktowanie w pełni równolegle wszelkiego stworzenia. Czy to nie absurd? Jednak równe, nie jest jednoznaczne z jednakowym. Ciekawostką z antropologii jest to, że jeśli bylibyśmy „od zawsze” nauczeni jedzenia mięsa, to nasz układ zębowy byłby zupełnie inaczej zbudowany. Dodatkowo, jeżeli jedlibyśmy stale mięso, to skończyłoby się podobnie jak w zamierzchłych czasach: Ktoś, kto dożywał 40tki (cudem 50tki lub 60tki, był fenomenem= starcem), był już na skraju wyczerpania. Umierano z powodu, np: nadciśnienia, zatorów, cholesterolu, zawałów, udarów, niewydolności rożnego typu, dny moczanowej, zwyrodnienia stawów, itp. itd. Dieta opierała się zazwyczaj na pokarmach pochodzenia zwierzęcego.

Mając odrobinę wolnej woli i przede wszystkim świadomości, można zredukować przyzwyczajenia żywieniowe. Na czyją stronę przechylić szalę? Czy to my bardziej będziemy cierpieć z powodu niezaspokojenia smaku, apetytu? Czy też zwierzak żyjący w metalowym ogrodzeniu, na betonowej podłodze? Wykastrowany, bez zębów, które usunięto bez znieczulenia, kończący nędzny żywot po ciosie kołkiem w głowę?

Hodowla zwierząt jest pełna przemocy. Nawet na ekologicznych farmach, patrzy się na zwierzęta przez pryzmat opłacalności. Na tych wielkich, gdzie zwierzęta cierpią najbardziej, dochodzi oprócz warunków życia, skrajne okrucieństwo. Tymczasem konsument jest przekonany, że zwierzęta wiodą beztroski żywot. Rysunki i grafiki na opakowaniach wędlin, czy piękne reklamy, oddają może realia XIX-wiecznej wsi, ale z pewnością nie zindustrializowanego przemysłu śmierci…

Sugerowałem się przemyśleniami w oparciu o własne doświadczenia, teksty z prasy, a także książką: „W obronie zwierząt”, Peter Singer, we współpracy: Jan Głowiczower.

04 Lut 2019

Wrażenia ekstremalne

Wspinaczka, skialpinizm, snowboarding, skoki na bungee, spadochroniarstwo, paralotniarstwo, nurkowanie, spadanie swobodne i wiele innych. Dodatnie i ujemne przeciążenia fizyczne ciała. Potrzeba adrenaliny w odskoczni od codziennej rutyny, jest dla wielu spełnieniem, by nie zatracić się w monotonii życiowej. Poszukiwanie doznań, potrzeba zwiększonej stymulacji, dobrostan poprzez dostarczanie różnych bodźców. Są to składowe, które powodują wyzwolenie niesamowitych ilości endorfin.

Jak wiemy, podstawowym motorem unikania lub pożądania niecodziennych doświadczeń, jest poziom dopaminy wytwarzanej przez neurony, która zmusza do poszukiwania przyjemnych odczuć. Może to być jedzenie, odpoczynek, forma twórczości lub seks, oraz wiele innych czynników, jak kto woli. Potrzebujący mocniejszych wrażeń, mają nieustannie podwyższony poziom dopaminy, dlatego wszelkie przekraczanie granic nie jest dla nich problemem, a wręcz napędza cały czas do działania w jakimś stopniu ryzyka.

Osoby poddające się kontrolowanemu, większemu wpływowi adrenaliny są odporniejsze na stres, mają większe poczucie szczęścia (przez tzw. strach kontrolowany), radość, spełnienie i ekscytację. Są odważniejsze, aktywniejsze. Ich zmysły pracują znacznie lepiej. Ich mózg wytwarza ogromne ilości dopamin i endorfin, czyli hormonów szczęścia. Poza przeżyciami niesportowymi, można by wymienić prozaiczne kwestie, jakimi są także np. oglądanie horrorów lub thrillerów. To nie są realne zagrożenia i działają chwilowo. Na pewne rzeczy z czasem się uodparniamy i nie robi to na nas specjalnego wrażenia. Z wiekiem, zapotrzebowanie na adrenalinę spada. Pewne sprawy zwyczajnie nas już nie ruszają emocjonalnie.

Generalnie krzywdzącym stereotypem jest nazywanie poszukiwaczy wrażeń szaleńcami. Uczucia jakich doznają i potrzebują, trudno nawet opisać. To tak, jakby spróbować opisywać lub zdefiniować jednolicie miłość. To są indywidualne, głębokie, osobiste kwestie.

25 Sty 2019

Świadomość ekologiczna i nie tylko

Każda czynność, zarówno kiedyś, jak i dziś, przyczynia się do oddziaływania na naszą planetę. A co za tym idzie-życie. Jeśli ludzkość nie opamięta się w swoich działaniach, sama siebie unicestwi. Obserwacja wydarzeń globalnych i dzieło zniszczenia osiągnęło taki stan, iż znaleźliśmy się nad przepaścią. Katastrofa jest nieunikniona. Świat znajduje się w schyłkowej fazie epoki nieprzerwanego wzrostu, rozbuchanej konsumpcji i zużycia zasobów naturalnych. Narasta świadomość, że nasz obecny model życia, nie tylko w sensie materialnym, lecz także etycznym, jest nie do utrzymania.

Zawłaszczanie zasobów naturalnych postępuje w zastraszającym tempie. Kwestie takie jak: klimat, pieniądz, plastik, energia, woda, powietrze, konflikty zbrojne i demografia, stawiają nas -homo sapiens- pod wielkim znakiem zapytania. Jeśli ważne są tylko tabele zysków i strat? Jeśli najistotniejsze są  inwestycje w zbrojenia, a nie w ratowanie naszego otoczenia? Jeśli konsumpcja materialna osiągnęła już takie apogeum, że nie ma innego odnośnika? To dokąd my zmierzamy? Czy pęd tego szalonego pociągu ktoś zatrzyma? Masa się gromadzi i staje się ciężarem, a ciężar zaczyna się wylewać. Takie ma nasz gatunek ciśnienie i podejście.

Oprócz wspomnianych powyżej zawłaszczeń zasobów naturalnych, należy podkreślić przede wszystkim presję demograficzną. Większość społeczeństwa mentalnie jest tak skonstruowana, że widzi tylko swój świat zastany. Z pobudek instynktownych, kulturowych, bez celu i sensu, bez podstaw, rozmnażają się na potęgę. Bez pomyślunku, dla samej idei. Szczególnie dotyczy to tzw. krajów Trzeciego Świata, choć nie tylko… Bo przecież „My” oznacza grupę rodzinną, plemienną, klasową, a także państwową i kulturową. Ktoś, kiedyś wyraził takie zdanie: „…bo życie jest za długie, i ludzi jest za dużo”.

Migracje z powodów ekologicznych, humanitarnych, wojennych i religijnych. Karczowanie lasów, eksploatacja wód, traktowanie zwierząt jak przemysłowy produkt żywnościowy, produkcja śmieci, chemia w pożywieniu, niewłaściwe rozporządzanie pieniędzmi i bestialstwo ekonomiczne. Raporty i statystyki nie pozostawiają złudzeń, ale nikt o pewnych zależnościach głośno nie powie. Taki przykład, gdy chodziłoby o przestrzeń życiową: jeśli zamknie się w ciasnym pomieszczeniu, powiedzmy, cztery osobniki, to one w miarę ograniczonej przestrzeni postarają się tą przestrzenią współdzielić. Jeśli do tych czterech, na ta samą przestrzeń wpuści się kolejne kilka osobników, to naturalnie powstanie konflikt na śmierć i życie. Wniosek z tego jest taki, że gdy kurczą się przestrzenie ziem i zasobów (z różnorakich względów), to prędzej czy później dojdzie do wojny.

Świadomość i niż intelektualny współczesnego człowieka, stanowi jedynie pochwalenie się zakupem maseczki antysmogowej i fotką <eko> na portalu społecznościowym. Tymczasem należy zacząć od prozaicznych rzeczy:

-Plastik- pewne produkty nie mają innej formy opakowania. Jeśli nie masz na to wpływu, sortuj je w odpadach. Na segregowanym plastiku idzie zaoszczędzić. Przetwórnie przerobią je na kolejne kubeczki do jogurtów lub np. akcesoria medyczne, odzież. Segreguj odpady.

-Jedzenie- nie kupuj na zapas. Chyba, że są to produkty konserwowe i tzw. suche. Można je długo przetrzymywać. Data ważności na produkcie tak naprawdę nie oznacza, że już jest niezdatny do spożycia. Otwórz, oceń zmysłami.

-Samochód- wygodnie jest wszędzie jeździć autem bez ograniczeń, ale przemyśl to. Jak masz wyskoczyć na niedaleką odległość. Zabierz ludzi w tym samym kierunku, ograniczcie emisje spalin. Wygodne księżniczki nie muszą być podwożone 1km bo np. pada 🙂

-Mięso- większy % produktów mięsnych trafia do kosza, a ten przemysł na ogromną skalę generuje wszystkie negatywne skutki związane z jakością i oszukiwaniem konsumentów, etyką i zanieczyszczeniem środowiska. Jedz jeśli musisz na bieżąco. Najzdrowiej zrezygnować z mięsa 🙂

-Papier- jeśli czytasz gazety, segreguj je na utylizacje, do kosza oznaczonego <papier>. Masz stary kalendarz? Potnij go na fragmenty, będzie ci służył jako notes, i kilka razy możesz go zapisać. Nigdy nie zgniataj kartek, to może być notesik. Jeśli już wyrzucasz, pamiętaj o segregacji.

-Ubrania- nie utylizuj tego, co już może być niemodne, oddaj te rzeczy dla potrzebujących. Jeśli już rozmiary czy gust się nie zgadzają, pamiętaj: ktoś może bardzo potrzebować ciuchów, a naprawdę fajne rarytasy można znaleźć w sklepach z odzieżą używaną tzw. lumpeksach.

-Olej palmowy- nie dość, że jest niezdrowy to przyczynia się do karczowania lasów pod uprawy. Zasada jest prosta: unikasz danego produktu, produkt nie schodzi, nie jest kupowany, ograniczają jego sprzedaż. Czytaj etykiety.

-Ogranicz konsumpcję i zakupy- nie ma już prestiżu w tym, że robisz zakupy na zasadzie: pełne siaty=pełny wózek. Dobieraj mądrze i waż siły na zamiary.

-Nie kupuj śmieci- konsumujemy różne przetworzone żarcie, zwróćmy uwagę na skład na etykiecie. Tzw. „śmieciowe żarcie” jest dozwolone ale od czasu do czasu. Nie kupujmy lub nie ozdabiajmy się także śmieciami-bibelotami. Jeśli już tak jest, to stwórzmy z nich jakąś kolekcję, pamiątki, hobby.

-Oszczędzaj ogrzewanie i prąd- nie ma cię w domu, nie zostawiaj włączonych kaloryferów czy pieca. Zimno to zdrowie, potem nagrzejesz. Jeśli jesteś w jednym pomieszczeniu, to nie zostawiaj światła w drugim. Żarówki energooszczędne wbrew pozorom nie są ekologiczne po zużyciu.

-Zrezygnuj z węgla- jeśli to możliwe, to zrezygnuj z węgla. Węgiel kamienny to trochę wybryk natury. Polegaj na innych technologiach grzewczych.

-Unikaj jednorazówek- wszelkie kubeczki, talerzyki, słomki, widelczyki itp. itd. są zmorą ekologii. Dotyczy to też np. golarek, zapalniczek, naczyń wszelakich. Golarkę używaj kilkakrotnie, wbrew pozorom ostrza tak szybko się nie tępią. Jeśli używasz zapalniczki, ma ona zaworek napełniania gazu, kup gaz w butelce. Zapalniczka posłuży tobie wiele razy napełniając ją, a jak gaz w butli się skończy, to oddaj na złom. Za kilka takich metalowych pojemników możesz sobie kupić jakieś pieczywo.

-Nic nie wyrzucaj bezmyślnie- przebierz na zasadzie surowców wtórnych, pomyśl 3x zanim bezmyślnie usuniesz. To się komuś może przydać, albo coś z tego jeszcze idzie zrobić, dla dobra natury i nas wszystkich. Co się da metalowego, oddawaj na skup złomu. Potem huta to skupi i przerobi na nowe produkty. Nic się nie zmarnuje.

-Dbaj o drzewa i kwiaty- pomyśl o jakiejś roślince w domu, choć nie otaczaj się od razu buszem. Zaangażuj się w sadzenie drzewek, lub miej jakąś swoją ulubioną zieloną okolicę. Dbaj o widok drzew na swej drodze i otocz je szacunkiem.

-Oszczędzaj wodę- wbrew pozorom, spłukuj wodę nie po każdorazowym oddaniu moczu. Wiem, to brzmi fatalnie i nieestetycznie, ale zachowasz dzięki temu kilkadziesiąt spłukań rocznie, co przełoży się na opłaty i środowisko. Oszczędzaj na praniu, i tu też wbrew pozorom, pewne zachowania nadmiernie higieniczne wręcz szkodzą zdrowiu i mają odwrotny skutek. Mikroflory nie oszukasz. Bierz prysznic zamiast kąpieli w wannie, wodę z kranu filtruj zamiast kupować butelkową.

-Nie przesadzaj z kosmetykami- większość kosmetyków ma sztuczny skład chemiczny i jest testowana na zwierzakach. Polegaj na kosmetykach naturalnych, zapoznawaj się z etykietami i pomijając wywindowane walory lub pseudo-estetyczne moce, kierujmy się naturalnym biegiem rzeczy, zmianami kolei natury 🙂

-Szanuj produkty, oszczędzaj opakowania- nie chodzi o to, żeby być zbieraczem lub w okół siebie tworzyć bałagan. I ponownie można powtórzyć: Masz puszki po napojach lub konserwach? Spakuj je i wywieź na złom. Ty zarobisz kilka groszy, a i na nowy produkt będą one przeznaczone.

-Przede wszystkim wybierz szkło- szkło jest składową najbardziej naturalnych składników. Rozkłada się setki lat, ale odzyskiwane może służyć w nieskończoność. Wybieraj produkty w szkle, wymieniaj. Po umyciu jest w stałym obiegu i się nie niszczy. Można je przetapiać na dowolny cel.

W krajach skandynawskich maja na każdy produkt z wszelakiego tworzywa kaucje, w celu dalszego przetwarzania. Może trzeba brać z nich pod tym względem jakiś przykład. Zauważyłem też, że tam nie ma np. na chodnikach koszy na śmieci, a i tak jest porządek.

Może trzeba skorzystać z poniższych zasad:

1.Jeśli się da, kupować w sklepach z ekożywnością.

2.Nie jeść mięsa z masowej hodowli.

3.Jeść najwyżej 10% ilości ryb, mięsa i produktów mlecznych od dotychczasowych ilości.

4.Nie kupować produktów skórno-futrzarskich.

„Żyjemy wśród roztrzaskującego się świata. Pośród upadku i straszliwej niewydolności wszystkich istniejących systemów: politycznych, społecznych, religijnych, moralnych, ekonomicznych, ekologicznych. Wczoraj już jest przeszłością, a jutro tak niepewne jak nigdy dotąd.”

„Samo bezmyślne rozmnażanie się jest bliskie idei postępującego raka”.

 

 

21 Gru 2018

Nocne sumienie słów

Kolejna data, kolejny rok. Czas zadumy nad tym, co minęło, i nad tym co będzie. Czas przemyśleń przy płomieniu świecy i kubku mocnej kawy. Szczęśliwe dni warte pamięci, do których się uśmiechamy, a także rozważenie błędów, które popełniliśmy. Pokrzepiamy się myślą, że jednak gdzieś zmierzamy, coś zostawiamy za sobą, a co innego czeka nas w dalszej drodze.

W ramach tego typu refleksji, chciałbym przedstawić na chwilę obecną niektóre myśli dwóch wybranych filozofów.

Marek Aureliusz (stoicyzm)

„To nie ubóstwo nas nęka, tylko pragnienie bogactwa.”

„Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje.”

„Jak wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli (…)”

„Zastanów się, o ile częściej cierpisz z powodu swego gniewu i żalu, niż z powodu rzeczy, które wprawiają cię w gniew i żal.”

„Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi.”

„Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat tysiąc. Los wisi nad tobą, dopóki żyjesz, dopóty można, bądź dobry.”

„Skromnie przyjmować, spokojnie tracić.”

„Również umieranie jest jednym z naszych życiowych zadań.”

 

Leszek Kołakowski

„Po pierwsze przyjaciele.”

„Chcieć niezbyt wiele.”

„Wyzwolić się z kultu młodości.”

„Cieszyć się pięknem.”

„Nie dbać o sławę.”

„Wyzbyć się pożądliwości.”

„Nie mieć pretensji do świata.”

„Mierzyć siebie swoją własną miarą.”

„Zrozumieć swój świat.”

„Nie pouczać.”

„Iść na kompromisy ze sobą i światem.”

„Godzić się na miernotę życia.”

„Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.”

„Z zasady ufać ludziom.”

„Nie skarżyć się na życie.”

„Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.”

 

05 Lis 2018

Przyjaźń

Chyba każdy z nas pragnie mieć w życiu choć jedną osobę, która zasługuje na miano przyjaciela. Osobę, która wie o Tobie wszystko i mimo to, wciąż Cię lubi. Kogoś, kto powie: „jesteś ważny, debilu, nawet nie wiesz jak bardzo”. Przyjaciel, to niezbędny element naszego biogramu. To ktoś, kto wszedł do naszego życia i z niego nie odchodzi.

W miarę upływu lat, horyzont społeczny poszerza się i zmienia. Zaczynamy wybierać sobie z otoczenia osoby, które są dla nas szczególne. Wspólne zainteresowania, dogadywanie się, dzielenie zajęć, przygód. Te same poglądy, wartości i widzenie świata. W późniejszym wieku, gdy zaczynają się rozbieżności (do pewnego stopnia wpływ mają na to elementy czasami niezależne od nas), relacja przechodzi na głębszy poziom i zwraca się uwagę bardziej na takie cechy jak: serdeczność, oparcie, szczerość, zaufanie, słuszność wyborów, częsty kontakt. Rozumienie się prawie bez słów, zapewnienie wsparcia emocjonalnego, wzajemne uzupełnianie się w poczuciu wspólnego, wyższego celu (jak w koncepcji Arystotelesa o szlachetnym wymiarze przyjaźni).

Przyjaźń, to taki trochę substytut miłości, ale rządzi się zupełnie innymi prawami. To niezwykły dar, dlatego trzeba nad nim pracować, mimo czasami błędów i upadków. Jest to taki rodzaj sympatii, która nie potrzebuje reguł i warunków, ale domaga się otwartości, inaczej nic z tego. Jeśli Twój przyjaciel spada w dół, to nie sztuka skoczyć za nim, ale w odpowiednim czasie należy go złapać. Gdy coś sprawia, że się upada, przyjaciel poda rękę i powie: „choć na piwo omówić problem”. Niektórzy mogą obawiać się przyjaźni, gdyż są nadmiernie skryci lub boją się pewnego rodzaju odpowiedzialności. Przyjaciół też nie do końca należy traktować z delikatnością, lecz z szorstką odwagą, przy jednoczesnym ogromnym szacunku i uśmiechu. Trzeba dzielić troski i radości, cieszyć się, ale czasami odpowiednio i solidnie potrząsnąć. Nie należy też bać się, o coś prosić. Przyjaźń to nie transakcja, wiec śmiało można głośno myśleć, a nawet trzeba, mimo tego, że przyjacielskie relacje zawsze będą miały wady i komplikacje.

Jak wiele czasu, troski i pracy wymaga przyjaźń, jak łatwo ją zburzyć słowem lub lenistwem. Tak, zwyczajnym opierdalaniem się, olewaniem lub domaganiem się uwagi na siłę, oraz staraniem w jedną stronę. Dzieje się tak częściej w relacjach damsko-męskich. Warto także wspomnieć o przyjaźni między heteroseksualną kobietą i mężczyzną. Zawiązuje się ona tak samo, jak u osób tej samej płci. I taka przyjaźń istnieje do momentu, aż jedna ze stron zacznie oczekiwać czegoś więcej i druga osoba staje się atrakcyjna uczuciowo lub seksualnie. Wówczas ląduje się w tzw. „friendzone” lub znajomość się rozpadnie prędzej czy później, albo zaczyna tworzyć się związek, a to już zupełnie inna kwestia. Przyjaźń damsko-męska ma szanse trwać jedynie wtedy, gdy z obu stron nie wystąpi pierwiastek seksualności.

Zawieranie z kimś przyjaźni po pierwszym wrażeniu bywa ryzykowne. W swoim odruchu dobroci bywamy naiwni. Zdarzyć się może, że nagle potrzebujemy jakby sprawdzalności przyjaźni i w pewnej sytuacji okazuje się, że osoba, którą darzyliśmy sympatią i zaufaniem, nagle odwraca się od nas, bo jest zwyczajnym oszustem, krętaczem i wyzyskiwaczem. I to są błędy niewybaczalne, gdy przez „prawdziwych przyjaciół” poznaje się biedę. Są granice przyjaźni, tak jak granice wdzięczności. Bywają przyjaźnie, które zwyczajnie się wypalają, po prostu się z nich „wyrasta”. Następuje jakieś zawiedzenie się albo zwyczajne zmęczenie, nieznośność danej osoby. Nie ma już o czym rozmawiać, bo nastąpiły rozbieżności z różnych powodów. Ludzie się mijają i już nie znają.

Bardzo niewielu zasługuje na miano przyjaciela, jak też ilość przyjaciół nie przedkłada się na ich jakość. Przede wszystkim, najpierw należy zaprzyjaźnić się z samym sobą.

„Jeden przyjaciel, to dużo. Dwóch, to mnóstwo. Trzech, to rzecz prawie niemożliwa.”

„…będziemy trochę pili i filozofowali, może wyzwolimy się w końcu od gniotącej lekkości pozoru…”

05 Wrz 2018

Sen

Fascynacja zagadnieniem snu pod względem fizjologicznym, jak i znaczeniem marzeń sennych trwa od wieków. Jest to obszar nadal nie do końca w pełni zbadany. Nad snem zastanawiają się bez ustanku filozofowie, fizjologowie, psychiatrzy, neurobiologowie i chronobiologowie oraz niezliczone, pokrewne gałęzie nauki i pseudonauki. Do teraz doszukujemy się w snach jakiegoś przesłania, wiadomości, proroctwa, traktujemy wizję senną jako wyrocznie lub tajne sygnały wysyłane przez podświadomość.

Przesunięcie snu na samą górę hierarchii wartości to działanie do wdrożenia natychmiast! W obecnych czasach, w tej dziwnej gonitwie, sen zaczął być powoli dobrem luksusowym, co powinno dawać do myślenia i zatrważać. Dobrze się wyspać to już prawdziwa sztuka. Trzeba zdać sobie w końcu sprawę z tego, jak ważną rolę dla organizmu odgrywa sen.  Zaniedbywanie snu i ignorowanie swojego chronotypu prowadzi do rozdrażnienia, zaburzeń nastroju, przyczynia się do lęków i depresji, chorób układu krążenia, zaburzeń metabolicznych oraz wpływa na koncentrację i zapamiętywanie. Najwięcej nieszczęśliwych wypadków jest spowodowane przez brak higieny snu lub tzw. mikro sny.

Sen jako stan fizjologiczny, można określić mianem czasowej utraty przytomności lub nawet porównać do „umierania na chwile” albo tzw. śmierci pozornej, tak jak zmarły nie jest świadomy swojej śmierci, tak śpiący nie jest świadomy tego, ze akurat śpi (świadomość – zdolność odczuwania stanów). Pomijając patologię snu, jaką jest np. śpiączka, katalepsja, letarg lub narkolepsja (nie kojarzyć terminu z używkami), sen ma największy wpływ na efektywną pamięć, przetwarzanie i regenerację wspomnień, prawidłową regulację gospodarki hormonalnej i przywraca homeostazę całego organizmu. Zgodne jest twierdzenie, że wyspani są szczęśliwsi, pełni wigoru i optymizmu pod każdym względem.

Z wiekiem, w organizmie spada poziom melatoniny zwanej hormonem snu i pojawia się szereg niedogodności z tym związanych. Najczęściej dotyczy to osób, które ze względu na przyzwyczajenia lub wymogi systemu społecznego, wygenerowane przez lata: budzenie się, wstawanie i zasypianie wbrew swojemu chronotypowi. Zegara biologicznego nie da się oszukać, tak samo jak pozostałych czynności fizjologicznych. Owszem, da się pewne kwestie biologiczne wyregulować i stają się potem nawykami, ale czy np. głód, pragnienie, wydalanie, można wyregulować na podstawie rytmu godzinowego? No nie, je się wtedy kiedy się jest głodnym, pragnienie zaspokaja się wtedy, kiedy chce się pić, wydala się wtedy, kiedy jest potrzeba, a nie o określonej godzinie, i tak samo powinno być ze snem. Śpi się tak, jak organizm tego potrzebuje. Jeśli ktoś czuję się w pełni energicznie np. o świcie, ale przysypia już pod wieczór, inny budzi się koło południa i zasypia późną nocą, chwała mu za to, bo kieruje się swoją potrzebą, a nie dziwnym wymuszeniem. Doby nie da się ścisnąć imadłem lub rozciągnąć jak gumę, każdy ma swoje indywidualne potrzeby snu i aktywności. Dla jednych pełnia energii występuje o świcie, dla drugich nocą. Jeden potrzebuje zaledwie 6 godzin snu, inny 10 godzin, żeby sprawnie funkcjonować, z tym, że dużo ludzi też oszukuje samych siebie, w imię pokręconych idei. Wszelkie różnice w długości snu trzeba po prostu zaakceptować. Trzeba się budzić w dobrym humorze, a nie w poczuciu przygnębienia.

Eksperymenty dotyczące snu przeprowadzano np. w rosyjskich psychuszkach, kiedy to obiekt badany poddawano najliczniejszym torturom fizjologicznym i psychicznym. Okazało się, że brak snu był najbardziej nie do zniesienia. Do dzisiaj przesłuchiwanym funduje się taką torturę.  Elitarne jednostki wojskowe szkoli się do jak największej aktywności bojowej przy zminimalizowaniu snu, a także uczy się technik zasypiania w ciągu 2 minut i natychmiastowego przebudzenia. Wpływanie na sen modyfikuje się także farmaceutycznie, przeciągając aktywność w ciągu doby do maksimum przy użyciu stymulantów takich jak np. modafinil, który działa podobnie do amfetaminy i pochodnych efedryn, ale nie wywołuje uzależnienia i skutków ubocznych. Bada się tez skutki długości snu oraz nagłych przebudzeń w najgłębszej fazie REM i porównuje się odczyty zapisów EEG. Istnieją też ćwiczenia na tzw. sen świadomy, kwestionowane jednak przez wielu naukowców.

Obecnie, przy rozwoju technologicznym, sami przyczyniamy się do złej jakości snu. Wszelkie urządzenia i dostępne gadżety emitują tzw. „światło niebieskie”, siedzimy wręcz przyklejeni do tych zabawek, nawet w łóżku, i szkodzimy sobie sami, wręcz uzależniając się od tych wynalazków. Często nie jesteśmy świadomi jak bardzo nam to szkodzi. Wszelkie systemy, poradniki, inteligentne poduszki, maski przyciemniające, najróżniejsze porady, gogle nasenne, a tym bardziej teorie, które mówią o tym , że przez sen za pomocą jakiegoś urządzenia można coś tam przyswoić, co jest kompletną bzdurą (mózg w czasie snu nie przyswaja informacji z zewnątrz). Jedynym sposobem na dobry, zdrowy, niezakłócony sen, jest słuchanie swojego zegara biologicznego.

Podczas snu podnosi się kurtyna w teatrze naszych umysłów. W sztuce tej, występujemy w roli aktorów albo widowni, często też z obu stron na raz, odgrywamy i obserwujemy. Przeżywamy fantazje, emocje, marzenia. Niezliczone, przypadkowe fantasmagorie. Śniąc, żyjemy na chwile w subiektywnym, wewnętrznym świecie, niepodporządkowanym rozumowi i realizmowi z pokręconą logiką. Sny inspirują, dają rozwiązanie pewnych problemów, koją ból rzeczywistości. Nawet niewidomi śnią, ale w bardziej złożony sposób przetwarzania snu na inne zmysły. Sny i fantazje mogą być nad wyraz piękne lub przybierają postać psychodelicznych lęków i fantasmagorii tak pokręconych, że musiałoby się zebrać konsylium psychiatryczne by je wyjaśnić.

Z.Freud twierdził, że: „Sen urzeczywistnia nieświadome pragnienia czy żądze, które wypiera się na jawie”.  Autor obrazu, H.Füssli  pt. „Nocna mara”, twierdził: „jednym z najmniej wykorzystywanych tematów przez sztukę jest sen”. Niesamowitym zobrazowaniem tematu snu jest film pt. „Incepcja”. Mało kto wie, a może tego nie doświadczył na sobie, że jeśli śni nam się nagłe spadanie lub faktycznie obracamy się na skraj łóżka, to momentalnie się obudzimy. Podobno psychopatom się nic nie śni. David Lynch w jednym ze swoich filmów ujął też bardzo poetycko krótkie zdanie: „Żyjemy wewnątrz snu” („We live inside a dream”).

Humorystycznie o śnie:

„… proszę panią, o tej godzinie to mi nawet w obozie koncentracyjnym nie kazali wstawać…”

„Czasami ciężko mi pojąć ludzi, którzy dzielą pory dnia na śniadanie, obiad i kolacje. Ja nie mam z tym problemu, gdyż wstaje od razu na kolację”.

Poetycko o śnie:

„…ci, co śnią za dnia, dowiadują się o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą…”

Tak czy siak, temat snu można podsumować podpatrując naturę i naszych domowników posiadających futro lub sierść i zasnąć spokojnym… psem 😉

 

Korzystałem z książki: Tajniki ludzkiego umysłu. wyd. Readers Digest, 1997

 

09 Sie 2018

Krótko o pisaniu

Pierwsze słowo, pierwsze zdanie, pierwszy akapit, który pociągnie za sobą resztę liter. Zapisywać swoją mowę, zrzucać swobodnie myśli na papier lub ekran komputera, to wcale nie jest taka łatwa sprawa. Najgorzej jest zacząć, ale potem myśl goni myśl, słowo goni słowo i rozpoczyna się lawina słowotwórstwa. W takim momencie trzeba „myśleć o pisaniu i pisać o myśleniu”, inaczej nic z tego pisania nie będzie.

Ogólnie rzecz biorąc, lepiej jest pisać niż mówić konkrety. Słowo pisane częściej i dobitniej trafia do odbiorcy, niż mówione, a to dlatego, że treść graficzną zazwyczaj łatwiej przeanalizować. Przekaz rozmowy zakłóca mnóstwo czynników zewnętrznych. Prościej jest przemyśleć słowo, zdanie. Zastanowić się nad kolejnym dotknięciem pióra czy przycisku klawiatury. Generalnie, żeby przedstawić wartościową treść, należy kochać słowa i odważyć się je przekazać, bez podtekstów czy domysłów. Oczywiście co innego jest wyrażać się wprost, a co innego użyć fajnej riposty czy dwuznaczności w nucie ironii i humoru.

Z pisarzami bywa tak, że zasiadają za biurkiem nadęci jak balon, przekonani o swojej wzniosłości słownych popisów i widzą już na starcie w sobie ponadczasowego wieszcza, literata lub filozofa. Wiadomo, że wiele dziedzin tworzenia jest podszyte w jakimś stopniu egoizmem, bo to jest składowa napędu twórczego, ale w pewnych momentach, okolicznościach to już jest grafomania. Bywa też tak, że potencjalny pisarz jest świadomy własnego doświadczenia i talentu jako źródła, by z niego zaczerpnąć, ale nic z tym nie robi lub udaje, że robi. Przeżywając męki twórcze, przeinwestowany napojami procentowymi, użala się nad sobą, że nikt go nie czyta. Jak ma ktoś czytać jego twórczość skoro nie bierze się do roboty?

Pisanie to uwodzenie, samo-szkolenie intelektualne, to przeżycia wewnętrzne, stany psychiczne, uczuciowe, doznania, refleksje, poglądy. Trzeba czasem o czymś pisać, by nie zostało zapomniane. Ale niech to będzie przedstawione wartościowo. Czy to powieść, esej, rozprawa, monografia, biografia. Musi oddziaływać estetycznie i artystycznie.

W dobie zalewu komercji literackiej czy prasowej, nad którymi i tak przeważnie pracuje sztab ludzi i tzw. „ghost write’rzy” , cieszę się, że nie aspiruję do rangi pisarza a jedynie swoje mini artykuły tworzę, które opieram na tym co zobaczę, nad czym myślę lub w danej chwili zastanawiam się i to czasami warto opisać.

Każdy pisarz/twórca wie, i profesjonaliści też to powtarzają jak mantrę:

„Najlepiej tworzy się w nocy!”

 

 

21 Cze 2018

Literatura

Fascynacja książkami i w ogóle czytaniem pojawiła się we mnie nagle jak erupcja uśpionego wulkanu. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że będę przywiązywał do książek tak ogromną wagę. Stało się to dzięki poznaniu wielu wybitnych intelektualnie ludzi, którzy wywarli na mnie ogromne wrażenie i to sprawiło, że zainteresowałem się literaturą. Kiedyś nie potrafiłem się zmusić aby przeczytać choć kilka stron. Wynikało to z tego, że miałem ogromny opór przed systemem szkolnym i bardzo łatwo zniechęcałem się do czytadeł mdłych, rozwlekłych, mętnych, z narzuconą, gotową interpretacją przez panią polonistkę. Nie umiałem zainteresować się czymś, co było tak fascynujące jak taśmociąg z węglem. Przełom nastąpił gdy przekonałem się o tym, że czytanie jest taką samą pożywką dla umysłu jak ćwiczenia fizyczne dla ciała. Był okres, że pochłaniałem prawie każdy gatunek literacki, byłem nienasycony, łapczywy a im więcej czytałem tym miałem większy głód. Księgarnie wyzwalały we mnie adrenalinę. Dostrzegłem, że czytanie niesamowicie może odmienić wewnętrznie i są z tego tylko korzyści.

Znałem wielu gawędziarzy, z którymi nie szło się potem porozumieć. Wchodząc na inny poziom świadomości i wartości wewnętrznych spojrzałem na siebie „kiedyś” i na siebie „teraz”. Ze wstydem uświadomiłem sobie, że też byłem takim typem gawędziarza, który nie słucha, nie traktuje rozmowy jako dialogu, nie zagłębia się w myśli, trajkocze monologi i pseudo-wykłady życiowe i jest sobą zafascynowany, a na jego półce znajdowały się dwie książki: telefoniczna i kucharska.

Książka to nie tylko wolumin zawierający połączone ze sobą arkusze zadrukowanego papieru. Książka to moc, która przemawia do wyobraźni, kreuje umysł, dostarcza kontrastu, daje przyjemność poznawania, nadaje życiu większego znaczenia. Wyswobadza poza schematy społeczne, otwiera oczy, zmienia wartości. Doświadczony czytelnik nie da się zwieść i trafne są stwierdzenia np: „Wiedza to wróg wiary” lub „Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność ale unieszczęśliwia”, „Otwórz książkę, a książka otworzy ciebie”.

Książki to także piękne przedmioty, dotyk, zapach i kolekcja na regałach nadaje wnętrzu specyficzny klimat. Są jak przyjaciele, zawsze można na nie liczyć i są pod ręką gdy się ich potrzebuje. Zawartość i odpowiednie wyeksponowanie swojej biblioteki dużo mówi o właścicielu, opowiada w jakimś sensie historię człowieka, który daną książkę przeczytał, która nim zawładnęła, a także jego wyobraźnią.

Literatura jest bezcennym uzależnieniem i daje schron przed szaleństwem otoczenia. Nie wyobrażam sobie już życia z zamkniętymi oczami, które otworzyły mi książki. Nie umiem żyć bez książek, to jak ja mogłem żyć kiedyś?

„Z gustami literackimi jest jak z miłością, zdumiewa nas to co wybierają inni.”

30 Kwi 2018

Muzyka

Od zawsze arcyważnym elementem mojego życia jest muzyka. Nie wyobrażam sobie egzystencji bez muzyki, nie być wrażliwym na dźwięki, to tak jak być ślepym na kolory. Z definicji, muzyka to: dziedzina sztuki, której tworzywem artystycznym są dźwięki zorganizowane w kompozycyjną całość. Centrum tonalne we wzajemnym związku i brzmieniu akordów wszystkich dwunastu oktaw. Ale to tylko definicja, należy się skupić  nad głębszymi aspektami: zmysłowymi, uczuciowymi, intelektualnymi.

Od technicznej strony było kiedyś tak: magnetofony szpulowe z mikrofonem przyłożonym do radia i zdanie: „cicho bo teraz nagrywam”. Winylowe płyty z trzeszczącą iglicą, nagrywanie z radia na kasetę lub kopiowanie z kasety na kasetę. Pierwszy walkman, pierwsza wieża stereo zakupiona w pewexie za oszczędności, dwukasetowa musiała być, z funkcją przegrywania. Radiomagnetofon samochodowy, discman. Płyty CD wtedy to było burżujstwo, a teraz mamy mp3 i mp4 oraz powrót płyt winylowych. Słychać było też o wskrzeszeniu kasety magnetofonowej.

Wrażliwość na dźwięki czy kompozycje miałem od najmłodszych lat. Słuchałem takich twórców i utworów, o których rówieśnicy nie mieli pojęcia. Na początku słuchałem tego, co dało się zdobyć, przegrać, pożyczyć lub upolować utwór nagrywając z radia na kasety. Wpadałem w nagłe, krótkotrwałe uwielbienie dla jakiegoś brzmienia lub twórcy i gdy poszukiwałem uparcie tytułu lub wykonawcy w sklepach muzycznych, sprzedawcy często bezradnie rozkładali ręce i kiwali głową ze zdziwienia o co też może mi chodzić. Pewne rodzące się gusta muzyczne przebiegały dość chaotycznie: lata 80te, muzyka elektroniczna, pop lat 90tych. Fascynacja muzyką metalową i rockową, potem znów powrót do lat 80tych. Odkrycie piękna muzyki poważnej i indywidualnych artystów instrumentalno-wokalnych, niszowych. Epizod z rockiem gotyckim, jazz, melancholijny chillout, dark ambient czy muzyka filmowa, która jest jak doskonała przyprawa podkreślająca smak wybornego dania. Z tego całego miksu można by wymieniać tysiące tytułów i wykonawców.

Gdy wybieram się w podróż autem, podstawą jest dobrze dobrana muzyka w czasie jazdy. Inaczej nie potrafię cieszyć się w pełni przebywaniem w trasie. Wręcz czuję rodzaj dyskomfortu, irytacji, jakby czegoś brakowało. Generalnie jeżdżę przy brzmieniach dynamicznych popowo rockowych lub przy spokojnych balladach podkreślających piękno chwili. Pracując twórczo, słucham najczęściej kompozycji muzyki poważnej, instrumentalnej, jazzu lub dark ambientu. Do czytania książek z reguły potrzebuję ciszy ale jakaś opera, celtycki śpiew lub delikatny fortepian z saksofonem w tle wręcz dodatkowo uprzyjemnia lekturę. Ponieważ muzykę przeżywa się wewnętrznie, to gdy zapadam się w siebie, w refleksyjny stan totalnego zamyślenia, tworzą się abstrakcyjnie pomieszane zmysły. Dotyk obrazów, smak kolorów, zapach dźwięku. Wtedy towarzyszą mi brzmienia progresywne, soft jazz, chillout, alternatywa lub utwory z pogranicza orientalizmu i psychodelii.

Muzyka ma niesamowitą moc. Potrafi rozweselić, pobudzić, dać nadzieje, zasmucić, wzruszyć, przenieść w inny wymiar, np. w krainę wspomnień lub marzeń. Przywoła w pamięci zdarzenie, przeżycie lub osobę, pchnie do działania, wyzwoli genialną myśl. Muzyka może zmieniać system wartości przy ogromnym wpływie na podświadomość, bowiem często to czego słuchamy, określa to jacy jesteśmy.

Cały czas poszukując, co chwilę natykam się na kolejne perełki dźwiękowe, przyprawiające mnie o ekstazę słuchową. W zalewie rynsztokowej kakofonii należy umieć odnaleźć muzykę dobrą, coś wnoszącą, uwznioślającą. Jeśli słuchacz ma oporny umysł, to wystarczy mu prosty rytm dla mas w rodzaju przyśpiewki weselnej do tupania nóżką, niedotykający głębszych pokładów myślowych czy uczuciowych. Ktoś to trafnie określił: „Poziom muzyki nie zszedł na dno ale odbiorca zrównał się z dnem”.

„Muzyka jest stenografią uczuć”   L. Tołstoj

 

© 2019 Adam Kucz. Wszystkie prawa zastrzeżone.