Blog

18 Wrz 2019

Głos ciszy

Od zarania dziejów, jedynym pewnikiem w życiu jest śmierć. Nieuchronna, budząca lęk, zła, wymykająca się z potocznego pojmowania, w panującym kulcie życia. Myśląc o śmierci, dostrzegamy z reguły tylko jej negatywną stronę. Nie przychodzi nam do głowy próba rozpatrywania zjawiska umierania w pozytywnych kategoriach. Łatwo snuć rozważania, gdy śmierć jest odległą sprawą. Każdy z nas jest przyszłym trupem, ale udaje, że o tym nie wie. Rozważmy zatem śmierć i sposoby umierania.

Śmierć (łac. mors, exitus letalis) uogólniając, następuje w momencie ustania czynności oddechowej i krążenia krwi w organizmie oraz ostatniego uderzenia serca. Przy obecnych możliwościach wiedzy i współczesnej medycyny, podtrzymywanie biologicznych funkcji życiowych jest praktycznie możliwe prawie w nieskończoność. Co dało nową, zmodyfikowaną definicję śmierci, opierającą się w całości na tym, że za osobę zmarłą, uznaje się kogoś wtedy, gdy nastąpi całkowita śmierć komórek mózgu. Śmierć kliniczna (w zależności od jej przyczyny), która może być stanem odwracalnym, po przywróceniu czynności krążeniowo – oddechowej, powoduje to, że mózg jako narząd wręcz nadwrażliwy na niedotlenienie, łapczywie broni się fizjologicznie, jak tylko może na poziomie neuronowo – synaptycznym. Kora mózgowa odpowiedzialna za świadomość, będąca w stanie zaburzonym, zaczyna wyzwalać chaotyczne halucynacje poprzez „zwarcia” (coś podobnego do zmian przepływu prądu w obwodzie). Deregulacje przyczyniające się do agonii, letargu, i w końcu powolnej śmierci, są niedostępne dla świadomości.

Rodzaje śmierci:
– śmierć fizjologiczna (naturalna)
– śmierć z przyczyn choroby
– śmierć gwałtowna (na skutek urazu, wypadku)
– śmierć powolna (poprzez cierpienie)

Najczęstszym rodzajem zgonów są powody naturalne i na skutek choroby. W zależności od indywidualnego przebiegu umierania, wyróżniamy następujące po sobie symptomy, jakie zachodzą w ciele po śmierci w czasie.

Rigor mortis
– śmierć mózgu: Nieodczuwalne jest krążenie i oddychanie. Źrenice nie reagują na światło, brak odruchów na ból. Temperatura ciała spada.
– komórki ciała: Obumieranie z powodu braku tlenu. Rozpoczyna się proces gnilny pod wpływem enzymów. Rozkład zaczyna się od razu, od czerwonych krwinek. Pojawia się sztywność ciała. Gałki oczne zachodzą mgłą, i ciało przybiera woskową barwę.
– plamy opadowe: Na skutek grawitacji, krew spływa w najniższe partie ciała. Skóra zaczyna wysychać i się obkurczać sprawiając wrażenie, że włosy i paznokcie są dłuższe.
– enzymy w organizmie zaczynają trawić same siebie. Pojawiają się przebarwienia oraz wydzielanie tzw. „trupiego jadu”, który nie jest niczym innym jak mieszanką kadaweryny, putrescyny, beztlenowych pałeczek odmieńca i zgorzeli gazowej. Bardzo toksyczna mieszanka, która powoduje, że ciało staje się niebezpieczną bombą biologiczną.
-Po upływie około czterech lat z ciała zostają tylko kości w resztkach ubrania. Po upływie około dziesięciu lat pozostaje tylko szkielet wyschnięty na wiór.

Wg. książki autorstwa E. Kubler Ross pt. „Rozmowy o śmierci i umieraniu”, autorka podzieliła okres godzenia się ze śmiercią i chorobą na pięć etapów:
1. Zaprzeczenie.
2. Złość na los: „Dlaczego akurat ja?”
3. Targowanie się z losem: „Gdybym jeszcze dożył/dożyła, tego a tego dnia/momentu?”
4. Depresyjne myśli o nieuchronności losu.
5. Akceptacja nieuniknionego.

Indywidualne reakcje i zachowania mogą być jednak różne, przede wszystkim nieustające próby wydostania się  z przygnębienia. Antropolodzy zwracają uwagę na przeciwstawne emocje: akceptacja śmierci i zarówno protest przeciw niej. Nieważne czy będziemy stać przy łóżku umierającego, czy sami w tym łóżku leżeć. Pojawia się wiele mieszających ze sobą uczuć: gniew, rozpacz, niedowierzanie, żal, złość, czy uczucie ulgi. To całkiem naturalne reakcje. Przede wszystkim nie należy robić z umierającego idioty, mówiąc mu np: „Wszystko będzie dobrze”. No nie, nie będzie dobrze.

Gdy nadchodzi ogromne zmęczenie, któremu nie zaradzi już nawet zwykły sen. Gdy uważamy, że dobra i łagodna śmierć to taka, z której nie zdajemy sobie sprawy np. podczas snu. Jak się ustosunkować? Czy podchodzić z ciekawością i przyzwoleniem? Czy walczyć przeciw świadomej nieuchronności? Czy dobra śmierć, to śmierć bez bólu? A co jeśli środki przeciwbólowe spowodują otępienie? Brak bólu kosztem świadomości, gdy konający umysł weźmie sobie wieczny urlop? Możemy wybrać samobójstwo wspomagane, bo śmierć umierającego nie jest czyjaś, więc nie można decydować za niego. Wielu nie chce, i nie chciałoby być tylko ciałem podtrzymywanym w agonii za pomocą sztucznego karmienia i pojenia wbrew sobie. Wyobraźmy sobie też ekstremalny przykład: życie po jakimś kataklizmie, w samotności, w zniedołężnieniu. No to jest kiepska perspektywa, dlatego nieśmiertelność napawa mnie większym lękiem niż śmierć.

Jako osoba posiadająca doświadczenie zawodowe w różnych placówkach medycznych, a także m.in: w zakładach pogrzebowych, mająca styczność z Zakładami Patomorfologii, Zakładami Medycyny Sądowej (zarówno w kraju jak i za granicą), a także z instytucjami zajmującymi się szkoleniami z zakresu anatomii praktycznej (szkolenia anatomiczne na cadaverach), oraz jako bywalec targów funeralnych, byłem świadkiem bardzo osobliwych praktyk. Dla wrażliwego laika (takiego, który śmierci się zwyczajnie brzydzi i boi) byłyby to okropieństwa. Dla mnie poznawanie śmierci opiera się na jej oswajaniu. Obcowanie ze śmiercią może być motorem naszych działań, a martwe ciało ujawni tajemnice z korzyścią dla żywych. „Kto nie operował trupa, ten zawsze spieprzy żywego.”

Post mortem
Tak, śmierć jest niechlujna, zimna i obrzydliwa. Ciało zmienia się w naturalny odpad biologiczny. Bakterie gnilne zawsze dobierają się najpierw do układu pokarmowego i krwi. Proces gnicia spowalnia jedynie niska temperatura. Najgorzej, gdy znajdzie się denat po kilku dniach. Wtedy rozkład jest daleko posunięty i ciało staje się pożywką dla wszelkiego rodzaju robactwa. W takich okolicznościach najlepiej ciało skremować, gdyż w przypadku pogrzebu trumnowego, nieboszczyk może wtedy „chlupotać”, jak galareta w zamkniętym pudełku. Z resztą od pogrzebów trumnowych się odchodzi, bo są większym obciążeniem zarówno dla środowiska, jak i dla branży funeralnej, oraz kosztów z tym związanych (pochówki, ekshumacje itp, itd.).

Ewentualnością jest to, by przed procesem gnilnym  poddać ciało balsamacji. Balsamacja polega na tym, że wymienia się przez główne tętnice płyny na formaldehyd. Wtedy ciało nie psuje się, tylko wysycha na proch. Balsamacją zajmują się odpowiedni fachowcy tzw. tanatopraktycy, którzy oferują tanatokosmetykę lub rekonstrukcje ciała do wyglądu anatomicznego.  W przypadku kremacji, sprawa jest prostsza. Piec kremacyjny działa zazwyczaj na olej opałowy lub gaz. W zależności od rodzaju pieca i wielkości ciała przeznaczonego do spalenia. Czas spalania oscyluje w granicach od 1-4 godzin. Temperatura spalania to około 1000st/C. Choć waha się między 900-1200st/C. W trakcie procesu spopielenia, nie mogą znajdować się w ciele żadne obce przedmioty (rozruszniki, sztuczne szczęki, endoprotezy), ponieważ ma to wpływ na bezpieczeństwo, a także na środowisko. Gdy spalanie dobiegnie końca, przez specjalną szufladę napełnia się prochami urnę. Wszelkie kości długie, oraz fragmenty czaszki, które się nie spaliły, spadają do młynka, w którym mieli się je na proch. Ciekawostką jest to, że gdy pali się ciało, może się ono poruszać, gdyż mięśnie pod wpływem temperatury wyginają się podczas spalania.

Zaznajomienie się po pewnym czasie z branżą funeralną, zajęciami zarobkowymi z tym związanymi, oraz obsługą i uczestnictwem w stykaniu się z martwym ciałem spowodowało, że całkowicie zapoznałem się, a także uodporniłem na ludzką fizjologię, biologię, a także wynikającej z tego anatomii w naturze i całkowitej jej okazałości. Zaznaczyć trzeba także to, że zmarłych nie należy się bać. Obawiać się trzeba żywych.

„Na stole sekcyjnym w głębi pomieszczenia leżały zwłoki oświetlone przez lampę operacyjną. Są widoczne tkanki ociekające szlamem pomieszanym z krwią. Górną część czaszki denata usunięto, a jego mózg spoczywa w chromowanej metalowej misce. Zaczyna się rozkład przemieniający wszystko w szarą papkę. Zakrzepłe plamy krwi lśnią karmazynową barwą, odbijając światło lampy. Nie słychać żadnego dźwięku. Specyficzna woń o słodko – kwaśno- zgniłym aromacie wypełnia sobą każdy zakamarek pomieszczenia. Należy ze spokojem i z szacunkiem odnosić się do zwłok.”

Oszczędzę czytelnikowi bardziej drastycznych opisów. Jak świat światem, wymyślano różne mity, by oswajać lęk przed śmiercią. Mimo, iż człowiek jako istota z wyobraźnią, nie umie zaakceptować jednego, mianowicie swojego nieistnienia. Trudno mu pojąć, że jesteśmy tu i teraz, należy to szanować, jak i korzystać z tego. Stanowimy w swej odrębności jedyny niepowtarzalny byt, i jakieś reinkarnacje na zasadzie rozproszonych molekuł stanowią jedynie „pożywienie” dla innych molekuł. Nie było nas przedtem i nie będzie nas potem. Postępujące zdroworozsądkowe podejście, które na szczęście buduje świeckie rytuały, neguje skłonność do fantazjowania na temat śmierci. Często wychowanie kulturowe ma swój udział w kształtowaniu spojrzenia na zagadnienie śmierci. Jest to mityczny, powtarzalny pogląd ze zniekształconą i niedojrzałą wizją śmierci.

Do pewnych spraw należy wyrobić sobie nastawienie „tu i teraz”. Można wiele spraw uporządkować zawczasu, sporządzić „akt woli” czy testament, gdy jesteśmy w pełni sił i rozumu. Nie chodzi też o to, by pozbyć się lęku. Chodzi o to, by pewne kwestie zaakceptować. Śmierć nie ma litości i jest w stu procentach skuteczna. „Kosa żniwiarza nigdy się nie nuży”.

„Śmierć jest snem bez snów” Napoleon

„Umierać to nic. Strasznie jest nie żyć” V.Hugo

„Życie zapytało Śmierć:
-Dlaczego ludzie kochają mnie, a nienawidzą Ciebie?
Śmierć odpowiedziała:
-Ponieważ Ty jesteś pięknym kłamstwem, a ja bolesną prawdą.”

Polecana bibliografia
„Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków” M. Roach
„Bez strachu. Jak umiera człowiek” M. Rigamonti
„Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego” C. Wilde
„Człowiek i śmierć” P. Aries
01 Sie 2019

Kaganiec oświaty (część druga)

Jako zagorzały przeciwnik wszelkiej formy wymuszającej uległość, poprzez narzucanie woli wyniszczającej indywidualność, pragnę zaprezentować bardzo istotny artykuł w formie wywiadu z Panem Andre Stern. Natknąłem się na ten wywiad, w licznych, intelektualnie inspirujących poszukiwaniach. Jak wiemy, różni wizjonerzy, futurolodzy, marzyciele oraz prekursorzy pewnych idei, są często traktowani jako wariaci, lub nawet jednostki aspołeczne. Potem okazuje się, że to właśnie owi „szaleńcy” mają rację.

” Andre Stern jest twórcą tzw. „ekologii dzieciństwa”. Nowej postawy względem młodych ludzi, pełnej zaufania, opierającej się na naturalnych procesach uczenia się i rozwoju. Jako ekspert w dziedzinie alternatywnych metod kształcenia współpracuje z uniwersytetami, szkołami, stowarzyszeniami, nauczycielami i rodzicami. Jest muzykiem, kompozytorem, lutnikiem, dziennikarzem oraz pisarzem. Nigdy nie chodził do szkoły.

-Jest Pan postrzegany jako światowej sławy specjalista od zabawy. Ludzie mówią o Panu: „Wiesz, to jest ten gość, który nigdy nie chodził do szkoły, tylko całe dnie się bawił”. Zastanawiam się, kiedy rozłączyliśmy te dwie aktywności, kiedy uwierzyliśmy, że zabawa i nauka to dwie różne rzeczy.

-Nie wiem, ale to jest wielkie nieszczęście, które przydarzyło się nam i naszym dzieciom. Dzieci tego nie oddzielają, nie są w stanie tego oddzielić. Jest ku temu powód. Dziś pracuję z wieloma znanymi naukowcami. Wiemy już, że uczenie się jako takie nie istnieje. To tylko legenda, którą torturowano nas przez całe pokolenia. Uczenie się jako takie nie istnieje, bo nasz mózg nie powstał po to, by zapamiętywać – po prostu nie jest do tego stworzony. Nasz mózg powstał, by rozwiązywać problemy. I robi to doskonale. Jeśli w trakcie rozwiązywania problemu jakaś informacja jest cenna, przydatna, wtedy mózg zapamiętuję tę informację. Technicznie mówiąc, nasz mózg zapamiętuje jakąś informację tylko wtedy, gdy ta informacja aktywuje w naszym mózgu sferę odpowiedzialną za emocje. Jeśli to się nie dzieje, wtedy informacja wpada jednym uchem, a wypada drugim. Dlatego nasze społeczeństwo uważa za zupełnie normalne, że zapominamy 80% informacji, których nauczyliśmy się w szkole. Każdy z czytelników zapomniał 4/5 rzeczy, których się uczył, bo one nie miały żadnego odzwierciedlenia w naszych emocjach. Te 20%, które zapamiętaliśmy, to są informacje, które coś w nas poruszyły, albo osoba, która nam je przekazywała, była dla nas istotna.

-Czyli bez kontekstu emocjonalnego zapamiętywanie w zasadzie nie jest możliwe?

-Tak, to prowadzi do bardzo dziwnej sytuacji. Jedną z najczęściej powtarzanych w naszym społeczeństwie fraz jest zdanie: „Jestem do niczego z tego przedmiotu.”. Trzeba to usłyszeć: „Jestem do niczego”! Jaka okropna ocena siebie samego! Pracuję z naukowcami i oni mówią, że w tym zdaniu nie ma ani jednego słowa, które jest prawdziwe. Powinniśmy powiedzieć: „To mnie nie interesuje”. To jest tak proste! Uwalnia nas, wyzwala – zdanie pozbawione jakiejkolwiek oceny i wartościowania. Jest to też prawda, bo gdyby mnie to interesowało, byłbym z tego świetny. Jesteśmy świetni we wszystkim, co nas interesuje, a “do niczego” we wszystkim tym, co nas nie obchodzi. Jaka to ogromna szkoda, że zamiast żyć po prostu tym, co uczyniłoby z nas geniuszy, jesteśmy zmuszeni do męczenia się tym, co sprawia, że czujemy się do niczego. To jest wielkie nieporozumienie! Pomyliliśmy uczenie się z uczeniem się na pamięć. Uczyć się na pamięć – to możemy zrobić i zaplanować, ale do faktycznego uczenia się nie można nikogo zmusić, ani nie można też tego zaplanować. To nie jest rzecz, którą robimy. Ona nam się przydarza.
Kiedy zastanowimy się, jaka jest pierwsza rzecz, którą robi dziecko, zostawione przez dorosłych w spokoju, sto procent ludzi zna odpowiedź: to zabawa. Wszyscy rodzimy się z tym najlepszym narzędziem do uczenia się. W dodatku bardzo je lubimy, jest ono w stanie poruszyć nas emocjonalnie. Temu, któremu byśmy nie przeszkadzali – zawsze by się bawił, zawsze żyłby tym idealnym stanem, w którym uczymy się wszystkiego, co nas dotyczy.

-Jesteśmy chyba jedynym gatunkiem, który przerywa dzieciom zabawę i sen.

-Dla mnie to jest niewyobrażalne. Kiedy mówimy dziecku: przestań się bawić i zacznij się uczyć – ono tego nie rozumie, nie jest w stanie oddzielić. Zawsze podkreślam trzy rzeczy – zabawę, zaufanie i entuzjazm. Bawiąc się, dziecko wykazuje się wszystkimi cechami, które chcielibyśmy u niego widzieć jako u osoby dorosłej. Koncentracja, wytrwałość, umiejętność przekraczania swoich własnych barier, swoich własnych granic. To jest niesamowite, do czego zdolne są nasze dzieci, kiedy się bawią. Wśród tych cech jest też kreatywność. To, co tak bardzo byśmy chcieli zobaczyć u osoby dorosłej, jest naturalnym elementem dziecięcej natury. Kiedy widzimy jaskółkę na niebie, wiemy, że ona jest w swoim żywiole. Podobnie z rybą, którą widzimy w wodzie. Tak samo widząc dziecko podczas zabawy, wiemy, że to jego żywioł. Żyje nią i w naturalny sposób nie rozdziela jej od nauki.

Dzieci mieszkają na granicy dwóch światów – świata rzeczywistego i świata wyobrażonego. Ciągle podróżują między jednym a drugim. Dla nas to są dwa różne światy, a dla dzieci tworzą całość. Idą do prawdziwego świata, by poszukać jakiegoś kamienia, a potem zanoszą ten kamień do swojego wyobrażonego świata, by z niego zrobić samochód. To jest właśnie kreatywność, która jest konieczna właściwie tylko wtedy, gdy rozdzielimy te dwa światy, które nie powinny być rozdzielone.

-Myślę, że wiele osób jest świadomych roli zabawy w życiu dziecka, ale bardzo chcą, by ta zabawa „coś” wnosiła. Pracuję w księgarni i gdy rodzice przychodzą po książki dla swoich dzieci, proszą mnie najczęściej o coś edukacyjnego. Zupełnie jakby książki można było podzielić na te, które czegoś uczą i te, które nie uczą niczego. Myślę, że podobnie jest z zabawą.

-Dokładnie tak samo! Gdy pojawia się jakiś cel dydaktyczny, edukacyjny, zabawa umiera. To się dzieje bardzo często, zwłaszcza w muzyce. W mojej ostatniej książce o entuzjazmie po raz pierwszy mam odwagę mówić o muzyce. Muzyka jest w nas czymś bardzo delikatnym. Nie jestem w stanie znieść momentu, kiedy muzyka staje się pracą, gdy pojawia się jakiś cel pedagogiczny. Dla muzyki to jest czysty dramat. Zawsze, kiedy próbujemy zrobić coś za plecami dziecka (tak, żeby nie zauważyło – bawimy się, bawimy, a ja ci tu przemycę zaraz jakąś edukację), dzieci to zauważą. Dzieci też widzą, że robimy to im, ale nie innym dorosłym, i nienawidzą tego. Bardzo nie lubią być traktowane inaczej niż inni, a nasze społeczeństwo robi tak cały czas. Wyobraź sobie, że się w ogóle nie znamy i spotykamy się na ulicy, każde w swoim wieku, tak jak teraz. Zatrzymuję się i zaczynam głaskać cię po główce, mówiąc: „Ooo, jaka śliczna!”. Dla ciebie byłoby to nie do zaakceptowania, pewnie byś zareagowała oburzeniem. A nasze dzieci doznają tego codziennie. Widzą, że to, co jest nie do przyjęcia dla dorosłych, przez nie musi być akceptowane. To jest zwykła dyskryminacja i ciągle im to robimy. Głaszczemy je po buzi, mówiąc: „Ooo, jaki grzeczny”. Dzieci to wszystko rozumieją, bo zawsze wyczują intencję, z jaką coś robimy. Takie zachowanie je po prostu rani. I nie zapomną tego.

-Podkreśla Pan często, że bezwarunkowa miłość i bezwarunkowe zaufanie mogą wnieść w nasze życie ogromne zmiany.

-Nasze społeczeństwo mówi dziecku: „Kochałbym cię bardziej, gdybyś…”. Nawet do bardzo małych dzieci: „Kochałbym cię trochę bardziej, gdybyś trochę dłużej spał” albo „Kochałbym cię bardziej, gdybyś robił więcej zadań domowych”, albo: „Jeśli pomożesz mi zmywać naczynia” lub: „Posprzątasz swój pokój”. Ono tego nigdy nie zapomni. Gdy dajemy dziecku do zrozumienia, że kochalibyśmy je bardziej, gdyby spełniało nasze oczekiwania, jest to jakiś rodzaj zranienia. Bo oznacza, że taki, jaki jesteś, nie jesteś aż tak dobry, jak mógłbyś być, spełniając moje życzenia. Dzieci potrzebują usłyszeć: „Kocham cię, bo jesteś taki, jaki jesteś”. To jest właśnie bezwarunkowe zaufanie. A bezwarunkowa miłość nie jest możliwa bez bezwarunkowego zaufania. „Kocham cię takim, jakim jesteś” jest kluczem do wszystkiego.

-Kiedy Pan o tym mówi, to wydaje się takie proste i oczywiste. Tymczasem można odnieść wrażenie, że rodzicielstwo staje się coraz trudniejsze.

-Wmawia się nam, że bardzo ciężko jest być rodzicem. Mówi się o tych wszystkich obowiązkach, jakie nas czekają – że nie będziemy mogli spać, że od naszych dzisiejszych decyzji zależy przyszłość dzieci. Rodzice czują ogromną presję i ciężar odpowiedzialności, że przegapią jakiś właściwy moment. To jest okropne. Zawsze mam ochotę powiedzieć – spróbujmy coś zrobić, żeby obniżyć tę presję, bo wtedy jest dużo łatwiej. To, czego szukają nasze dzieci, to punkt zaczepienia. Nie jest miejscem na mapie, a momentem, kiedy daje się dziecku w sposób niewerbalny poczucie, że jest kochane; takie, jakie jest. Jeśli jesteśmy w stanie dać dziecku to poczucie, to daliśmy mu już wszystko, co mogliśmy dać jako rodzice – możemy się teraz zrelaksować. Już byliśmy dobrymi rodzicami. Wystarczy mu ten punkt zaczepienia, to szczere : „Kocham cię takim, jakim jesteś” – to właśnie zmienia świat.

-Nie jestem tutaj po to, by mówić o jakichś metodach, by je krytykować lub polecać. Ja mówię o postawie, po którą każdy może sięgnąć bez dodatkowych środków. Niepotrzebne są specjalne nakłady finansowe czy zdolności intelektualne, ani czas, ani pieniądze, ani energia. Potrzebne jest bezwarunkowe zaufanie i miłość: „Kocham cię, jakim jesteś”. Kiedy mówię, że to zmienia świat, mam na myśli, że jeśli zmieniamy postawę wobec jednego dziecka, wtedy zmienia się postawa wobec wszystkich dzieci na świecie, także wobec tego zranionego dziecka, które nosimy w sobie. Być może jest to pierwszy raz, kiedy mówimy temu dziecku właśnie : „Kocham cię, bo jesteś, jaki jesteś”.

-Zastanawiam się słuchając Pana, jak możemy dać dzieciom to, czego nam nie dano. Jak dać im to bezwarunkowe zaufanie, bezwarunkową miłość, którymi nas nikt nie obdarzył.

-Nie trzeba im tego dawać. One tak naprawdę to mają. Wyjście od nas samych faktycznie jest zawsze bardzo trudne. Wyjdźmy od nich. To jest łatwiejsze. To wszystko, o czym mówimy, w nas jest. Jest to rodzaj postawy, która jest w nas. W medytacji na przykład nie chodzi o osiągnięcie jakichś nowych stanów umysłu. Chodzi o stany, które są już w nas obecne. Musimy po prostu uwolnić się spod tych chmur, które je zaciemniają. Tu jest podobnie. To zaufanie, entuzjazm jest naszym wewnętrznym krajobrazem, to jest nasz naturalny, wrodzony stan. Być może taka rozmowa, jak nasza dzisiejsza, jest w stanie odsłonić zasłonę i pozwolić nam zobaczyć ten nasz wewnętrzny krajobraz. Wtedy już nie będziemy mogli udawać, że tego nie widzieliśmy. Nie wychodźmy od nas, od naszych konceptów, pomysłów czy doświadczeń, które często są negatywne. Wyjdźmy od dziecka. Tak, jak jego zaufanie do nas jest czymś pierwotnym, tak nasze wobec niego pojawia się naturalnie i budzi rodzicielską świadomość. To jest być może coś, do czego nie przywykliśmy, bo chcemy koniecznie dziecko czegoś nauczyć, tymczasem uczymy się od niego.To nowość, która wymaga od nas zmiany postawy.

-Sporo mówi Pan o osobistej odpowiedzialności. Mam poczucie, że wiele osób ma takie wyobrażenie, że żeby zmienić świat, trzeba robić wielkie rzeczy lub być kimś ogromnie ważnym. Myślę, że Pański przekaz może być w tym kontekście wyzwalający, bo pokazuje, że to jest nasza osobista odpowiedzialność, a rzeczy, które możemy robić inaczej, choć są niewielkie, mają wielkie znaczenie.

-To właśnie cały czas powtarzam. Kiedy ktoś mówi, że to nie jest łatwe, myli się. W każdym razie taka jest właśnie logika naszego życia. Żywe systemy są w stanie przeżyć tylko wtedy, gdy zużywają jak najmniejszą ilość energii. Za każdym razem, gdy ktoś mówi, że zmiana świata będzie nas kosztowała jakąś ogromną ilość wysiłku i ogromną ilość energii, to jest po prostu sprzeczne z prawami natury. Bo natura zawsze szuka oszczędności. Ja ciągle mówię o rzeczach, które już są, już istnieją, tylko trzeba wybrać, by tak właśnie decydować. To nie jest praca. Wcale nie jesteśmy zmuszeni, żeby się czegoś nauczyć. To nie jest wcale wysiłek. Nie ma w tym nic trudnego. W tym świecie pełnym stresu i presji, powtarzam jeszcze raz: to może być proste, to musi być proste! Kochajmy dzieci takimi, jakie są. To wystarczy, by zmienić świat.”

Rozmawiała Olga Śmierzewska i Andre Stern.

04 Lip 2019

Materializm

Czym są właściwie pieniądze? To tylko niewielkie, powszechne przedmioty w postaci monet lub banknotów, mające na celu umożliwić wymianę towaru lub usługi. Człowiek handlował na dużo wcześniej zanim wymyślił pieniądze. Już ludzie pierwotni wymieniali między sobą różnorakie przedmioty. Rozwój społeczny człowieka doprowadził jednak do podziału pracy. Polegał on na podziale obowiązków, ale i na specjalizacje. Specjaliści tj. rzemieślnicy, potrzebowali odpowiednich produktów, które mogli zdobyć poprzez wymianę wyprodukowanych przez siebie towarów, np. za artykuły żywnościowe. Ta forma wymiany – towar za towar – zwana jest barterem. Z czasem jednak, pojawiło się zapotrzebowanie na przedmiot, który symbolizowałby wartość samą w sobie i pozwalał ludziom oszczędzać lub kupić dowolny towar. Światem zawsze rządziły, rządzą, i rządzić będą dwie niezmienne, mianowicie: pieniądze i seks. Skupmy się jednak teraz na kwestii pieniędzy.

Pieniądze mogą oznaczać różnice między sytością, a głodem. Bezdomnością, a posiadaniem dachu nad głową. Bezradnością w działaniu, a ekonomicznym zaspokojeniem i związanych z tym możliwościami do dalszego działania. Zdrowiem albo chorobą.  Jak wiemy, wiele problemów znika, gdy posiadamy odpowiednią (dla danej jednostki) ilość gotówki. Ale też pewne kłopoty finansowe wynikają z podejścia do sposobu zarządzania pieniędzmi oraz tego, że nie dostrzega się możliwości ich pozyskania. Ktoś, kto wykazuje odrobinę sprytu, zauważy, że tak naprawdę „kasa leży na ulicy”, tylko trzeba to dostrzec, mieć chęć się po nią schylić i podnieść. Wyrobienie w sobie takiego nawyku myślenia przynosi same korzyści, a wszelkie tzw. <problemy> generujemy często sami sobie, ale też niezależnie od nas samych…

Jest też druga strona pewnych zależności. Stare przysłowie mówi: „Daj człowiekowi wędkę, a nie rybę”. Zgadza się, jeśli da się samą rybę i on ją zje, to potem nadal będzie głodny. Wniosek jest taki, że należy ludzi zaopatrzyć w wędki. Ale jak zdobyć wędkę, skoro nie daje się nawet szansy na ich pozyskanie? Istnieje deficyt tych wędek? I tu zaczyna pojawiać się nieproporcjonalne zjawisko przesycenia tymi wędkami jednej grupy (która ma ich nadmiar), względem drugiej grupy, która chciałaby pozyskać możliwość z ich korzystania. Przepaść argumentów między jednymi a drugimi jest gigantyczna. Czy ktoś, kiedyś, wpadnie na genialny pomysł, by wszelkie prawa ekonomiczne napisać od nowa? Jeden kiedyś spróbował, tylko trochę to wszystko zostało przeinaczone i poszło w złą stronę.

Faktycznie, często wynika to też z tego, że biedne dzieciństwo powoduje stały strach przed ubóstwem, i jest to zależność psychologiczna nie do podważenia. Pewne gromadzenie wszystkiego co się da (pieniądze, miłość, współczucie, uznanie) zakrawa o skąpstwo, gdyż ktoś mógł poczuć się pozbawiony jakichkolwiek dóbr, ale poprzez kupowanie, bogacenie się, i co za tym idzie, sfalsyfikowane przekonanie o swojej wartości, narasta ciągła potrzeba udowadniania uznania i pochlebstw.

Obecnie ciągła pogoń za pieniędzmi i zaspokojeniem materialnym, jest zjawiskiem, które nie gwarantują szczęścia. Ludzie coraz częściej rezygnują z relacji międzyludzkich, pragnąc osiągnąć status zawodowy i materialny. Dobra materialne nie zastąpią przyjaciół, jedynie mogą wnieść złudzenie przyjaźni. Ciągły pęd za zyskiem, doprowadza do samotności i zagubienia. Mimo, iż zdaje się, że coś posiadamy, tak naprawdę nic nie posiadamy. Uczucia są warte więcej niż pieniądze, a nałóg pomnażania ciągłych zysków jest wielce zgubny. Już niejeden się o tym przekonał. Rywalizacja o stan materialny, to wyniszczająca pułapka. Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale czy nie jest tak, że coraz więcej jedzenia poszerza gardło, do coraz większej konsumpcji? Tak samo kolejną wartością, którą nie powinniśmy mierzyć w pieniądzach, jest intelekt. Człowiek zamożny kończy uczelnie, ale nie będzie posiadał wiedzy. Pozostanie zwykłym cwaniakiem z dyplomem, w fałszywym przekonaniu o swej wyższości.

Przeciętny człowiek na prace zarobkową poświęca przynajmniej połowę życia, zazwyczaj z marnym skutkiem finansowym. Opinia wszelakich psychologów, socjologów i innej maści fachowców jest zgodna. Badania wykazały ponad wszelką wątpliwość, iż cały obraz życia przez pracę, mamy spłaszczony do niewyobrażalnie małego rozmiaru, który negatywnie wpływa na samorozwój i relacje (artykuł pt. „Współczesna forma niewolnictwa”). Oczywiście praca, która wymaga samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, przy wykonywaniu zadań zarobkowych, i którą cechuje elastyczność intelektualna jest skarbem w jakiejś dziedzinie życia. I ten skarb trzeba chronić za wszelka cenę. Ci, którzy wykonują coś za marne pieniądze, uwsteczniają się. „Z łapy do papy”, stało się chorą powinnością, i nie umieją pojąć, że można żyć inaczej, czyli po swojemu, a nie jak niewolnik. Ciężka praca jeszcze nigdy nie dała nikomu prawdziwych pieniędzy. Nie rozumieją, że jest przyczyna i skutek. W większości podjęcie pracy stanowi konieczność uzyskania za nią środków pieniężnych na życie. Są też czynniki jak np. poczucie przydatnym do czegoś, wykorzystanie zdolności, zajmowanie się sprawami, które lubimy. I tu pewne czynniki zależą od nas samych, od których zależy, że czujemy się spełnieni. Dowodzi to, że najbardziej zadowoleni ze swych zajęć są osoby niezależne. I właśnie często znalezienie się we właściwym czasie i miejscu, uformowały okoliczności do zarobkowego spełnienia. Często wspaniałe pomysły kosztują grosze, a potem są warte majątek. Ale jak przemówić do „ściany” z pomysłami?

System społeczno ekonomiczny jest tak skonstruowany, by pozbawić człowieka wszelkiej indywidualności zarobkowej. Gdy ludzkość, z gospodarki łowiecko-zbierackiej, przeszła na styl rolniczo-pasterski, zaczęła się pojawiać pierwsza własność prywatna, i wtedy doszło do pierwszych walk o byt, i materialne sprawy z tym związane. Zaczęła się zależność od urodzaju związanego z pogodą. Kiedy była gospodarka łowiecko-zbieracka, żyło się dzięki wzajemnemu wsparciu. Nie było też gromadzenia dóbr materialnych. Nie było rządzących i rządzonych, tylko równość z silnymi więzami społecznymi. Rywalizacja z innymi o stan materialny to pułapka, gdyż „za stadem nigdzie się nie dojdzie”.  Podobnie jak w starej przypowieści: „Wędrujący na pustyni, głodny i spragniony, znajduje sztabkę złota. Cieszy go to znalezisko niesamowicie, ale nie nasyci tym swego głodu i pragnienia”. Zamożny człowiek nie jest świadomy, że los pieniędzy mu nie podarował. Los tylko mu te pieniądze pożyczył. Z resztą bieda to stan umysłu, a nie konta 🙂

„Prawdziwe bogactwo, to nie to, ile twoja praca pozwoli ci zarobić, ale to kim cię uczyni.”

„Człowiek poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca swoje pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie liczy się z teraźniejszością. W rezultacie nie żyje, ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nie miał umrzeć. Po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc.” Dalajlama

„Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że coś <da>, tzn. że zabierze tobie, bowiem rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.” M. Thatcher

„Za pieniądze można mieć:
-zegarek, ale nie czas,
-budynek, ale nie dom,
-seks, ale nie miłość,
-lekarstwa, ale nie zdrowie,
-porządek, ale nie poważanie,
-władzę, ale nie szacunek,
-ubranie, ale nie dobry gust.
Można mieć, ale nie być.”

 

13 maja 2019

Kaganiec oświaty (część pierwsza)

Dobrze znane jest ze szkoły, że nauczyciel przekazuje informacje na temat określonego zagadnienia. Zadaniem uczniów jest zapamiętanie treści, o których mówi pedagog. Niestety taka forma nauczania jest zupełnie sprzeczna z ich potrzebami. Zapamiętują niewiele z tego, co usłyszą. Samej wiedzy o czymś nie da się włożyć nikomu do głowy. I tu należy zwrócić uwagę na dopaminę,  jako neuromodulator (określany przez badaczy mianem substancji ciekawości, zachowań eksploracyjnych i poszukiwania nowości). Dopamina zwiększa jasność myślenia oraz wzmacnia koncentrację. W tym czasie neurony wytwarzające endogenne opioidy, są aktywowane, a włókna tych neuronów rozgałęziają się szeroko w korze czołowej. W momencie, w którym dochodzi do wyrzutu opioidów, pojawia się dobry nastrój i naturalna chęć do działania – aktywacja endogennych opioidów stwarza subiektywny efekt nagrody, a sekwencja zachowań, dane zdarzenie – są dalej przetwarzane przez mózg i trwale w nim zapisane, czyli zachodzi prawdziwy proces uczenia się. Bez dopaminy proces uczenia się i długotrwałego zapamiętywania zwyczajnie ustaje. Aktywuje się ona jednak tylko w określonych warunkach, jakimi są też często warunki środowiskowe, a nawet rodzinne.

System edukacyjny w obecnym kształcie nie wspiera tych procesów, a tym samym nie przyczynia się do zdrowego rozwoju poznawczego, emocjonalnego i społecznego uczących się. Warto przyjrzeć się więc temu, co w szkołach tradycyjnych oddziałuje najbardziej niekorzystnie.

„Akademia Smorgońska”, zwana szkołą powszechną, z lubością tkwi w skostniałym schemacie tzw. „modelu pruskiego”, który zakłada zaprogramowanie oraz podporządkowanie sobie posłusznych robotników, przez nachalną indoktrynację. Mimo odkrytych pewników psychologii rozwojowej i neuronauk, które określają ten system jako nieskuteczny, wręcz szkodliwy dla rozwoju, trzyma się on w najlepsze. Wszelki podział zajęć jest tak opresyjny, jak ustrój absolutny zmian brygad pracowniczych w fabryce. Od dzieciństwa robią nam pranie mózgu: „…o, jaki piękny wierszyk…”, „…naucz się życiorysu poety na pamięć…” , „…wylicz zadanie…” , „…zapamiętaj wzór i definicję…” , „…nie dyskutuj ze mną nad interpretacją, bo ocena niedostateczna…” , „…to ci się kiedyś przyda, więc masz to zapamiętać…” , „…nie obchodzi mnie, że się tym nie interesujesz…”. To jest właśnie narzucanie schematów zamiast myślenia. Bezużyteczny relikt i skansen do radzenia sobie z rzeczywistością. Szkodliwe zasady, o których wspomniał już dawno A.Camus: „Szkoła przygotowuje do życia w świecie, który nie istnieje”.

Wpisuj się w nasze myślenie albo przegrasz. Osoby wyłamujące się, są traktowane z pogardą jako bezwartościowe, okaleczone. Celem staje się zdobywanie ocen a nie poznawanie świata. Masowe „produkowanie” ludzi nieodpowiedzialnych polega na tym, że nauczyciele czują się „zwierzchnikami” uczniów, i cały czas traktują go jako ucznia, a nie człowieka, w którym zachodzą zmiany. Polityka strachu, kiedy to nauczyciele traktują błędy, jako oznakę „bycia gorszym”, kształtuje psychikę raz na zawsze, i jest najważniejszym powodem, dla którego tak wielu żyje „przeciętnym życiem”. Butwiejący system jest jak stary płot – po co go remontować, skoro cały czas stoi.

Świat już dawno się przekształtował, i nie ma już czegoś takiego jak zhierarchizowanie przedmiotów, i nacisk na dany przedmiot. Nie należy rezygnować z tego, co jest dla nas najważniejsze, i do czego mamy talent. Ani matma ani j.polski, czy plastyka albo muzyka, nie są ważniejsze jeden od drugiego. System ignoruje fakt, że dla każdego jest inny, ma inną wartość. I że należy określić priorytety, oraz ścieżkę rozwoju, i na tym się skupić. System wymaga pełnego podporządkowania się.

Nie istnieje płynna lawiracja przedmiotowa. Przeładowanie informacjami, które nie są do niczego potrzebne, i presja, która przyczynia się do chronicznego stresu, fobii, oraz niechęci, jest skutkiem fałszywego obrazu świata, prezentowanego przez autokratycznych nauczycieli. Nikt z nich nie umie odpowiedzieć na pytanie, do czego przyda się przedstawiana wiedza, która jest wciskana. Nic dziwnego, że nie ma ani grama motywacji, bo nudne sprawy są przedstawiane w nudny sposób. Nie ma nauczania użytecznych rzeczy w inteligentny sposób. Czy rewolucja kiedyś nastąpi? Czy zniknie upośledzony system? Pewnie to jak walka z wiatrakami…

Młodzi ludzie są narażeni na przebywanie w otoczeniu pełnym presji, rywalizacji i niespełnienia osobowościowego. Całymi dniami przebywają w świecie sprzecznym z realnym życiem. Neurobiologiczne mówi się o tym, że uczenie się, to powstawanie trwałych zmian w zachowaniu, będących efektem doświadczenia. a słyszy się cały czas o tym, że trzeba zachować zasadę 3xZ (Z.Z.Z.): Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Tak jak: wysłuchaj, zapamiętaj, naucz się na pamięć, nanieś na kartkę, zdobądź cyferkę. To jest: kopiuj – wklej. i do czego to? i po co? Nie da się wykorzystać pewnych rzeczy w naturalnym kontekście sytuacyjnym. Aktualność pewnej wiedzy musi ulegać transformacji, by miało to sens i znaczenie. To nie jest wina nauczycieli, że podlegają systemowi, który nie daje możliwości i metod efektywnej i praktycznej nauki, oraz podstaw psychologii. Powoduje to reżim także im narzucony, a skutki tego są takie, a nie inne, i których nie da się już naprawić.

Karygodne jest tez podejście na zasadzie: „Skoro my przetrwaliśmy, to ty też przetrwasz”. No nie, to tak nie działa. Z pokolenia na pokolenie samoświadomość jednostki się zwiększa, i to już nie jest tak, że synuś lub córcia, przyniesie do domu same piątki, ale będzie tak naprawdę nieświadomym kłębkiem nerwów, nieprzystosowanym do samodzielnego myślenia i co za tym idzie – życia. Poza tym, nic oprócz tych cyferek nie będzie znaczyć, ani teraz, ani w przyszłości, bo pozostanie tylko sztucznym tworem systemu, wypełniającym kolejne rubryki w tabelce życiorysu. Tak jak w piosence zespołu Turbo pt. „Dorosłe dzieci”.

Na powyższy temat cytat artykułu z prasy:

„Czasami mam wrażenie, że szkoła zamiast kształcić, zamyka nas w pudełku i zabrania zdobywania nowej wiedzy. Uczymy się o tym, kto był królem 100olat temu, czy recytujemy jakiś wiersz, a często nie wiemy jak żyć. Uczymy się o przeszłości zamiast zrozumieć teraźniejszość i samego siebie. Uczymy się o związkach chemicznych, a nie wiemy nic o międzyludzkich. Uczymy się zasad dynamiki, a nie umiemy nadążać za zmianami. Uczymy się definicji, a nie wiemy co to miłość i samoakceptacja. Szkoła powinna być miejscem gdzie uczniowie się nie boją innych, gdzie wolność słowa jest czymś normalnym, a uśmiech reakcja naturalna, nie może być też bólu ani zranienia. Jesteśmy szufladkowani przez liczby na papierku. Jesteśmy poniżani i wyśmiewani przez ludzi, od których akurat potrzebujemy pomocy. Czy naprawdę te liczby są tak ważne? Najwięksi geniusze byli najgorsi w szkole. Nie wszyscy potrafią stłamsić swoją osobowość i dopasować się do wymogów. Mamy się uczyć wszystkiego, nieważne czy nam się to przyda czy nie, i tak zapomnimy o tym po kilku dniach. Przecież oceny są najważniejsze, a nie to co mamy w głowach. Szkoła- miejsce, w którym od dziecka jesteśmy przystosowywani od świata, który nie istnieje. Nie mamy czasu na nic, a nikt nas nie nauczył tego, jak zatrzymać czas, aby nasza młodość nie minęła.”

„Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji” M.Twain

„Ja się nigdy nie uczyłem, więc szkoła nie zniszczyła we mnie inteligencji”

„ILOŚĆ SZKÓŁ NIE CZYNI MĄDRYM, TAK JAK STOS CEGIEŁ NIE CZYNI DOMU”

 

25 Mar 2019

Współczesny ekshibicjonizm

Nie ma już żadnej prywatności i trzeba się z tym pogodzić. Do tej pory prywatność kradły nam globalne korporacje w stylu: dane w zamian za usługi. Jeśli ktoś sądzi, że smartfony generalnie służą do rozmów i smsowania, zasługuje na miano naiwniaka. Użytkownik obsługujący ekran nie rozumie, jak działają obecnie mechanizmy tej wygody. Nie ma pojęcia, jak kliknięcie w daną funkcję zmienia jego życie, i jak urządzenie staje się niewyczerpalnym źródłem informacji. To potężne narzędzie śledcze. Trzymamy na nich zdjęcia, hasła, aplikacje, ślady logowania do banku, czy konta e-mail. Gigabajty prywatnych danych.

Obecnie w „społeczeństwie nadzorowanym”, zasysanie danych odbywa się nie dość, że za własną zgodą, to w dodatku bez ograniczeń i śladów. W większości przypadków, nikt i nigdy nie dowie się, że był w jakiś sposób sprawdzany. Na podstawie wręcz banalnych danych, można ustalić szczegółowy profil osoby, która nas interesuje, a nawet przewidzieć kolejne jej zachowanie: co i z kim, gdzie, kiedy, i jak długo będzie robić następnego dnia. Dla przeciętnego hakera, włamanie się na jakieś urządzenie niestanowi problemu. Ba! Nawet laik nie musi ruszać się z fotela, by przy odrobinie sprytu i analitycznego myślenia, dowiedzieć się i skompletować dane o interesującej go osobie.

Jesteśmy z technologią w wiecznym sprzężeniu, gdzie ofiarowana wygoda, zwiększa nasze w nią zaangażowanie, co z kolei dostarcza większej liczby danych. Pewne procesy są tak zmonopolizowane, że wiedzą o nas wszystko, tylko dlatego, że na to sami pozwalamy. Wszelakie portale społecznościowe są niezwykle zgubne (pomijając już, że to zwykła, światopoglądowa mielonka, tych samych, w kółko powtarzanych treści), bo poddają nas wszystkich nieustannej, masowej inwigilacji. Nie było jeszcze w historii ludzkości takiej sytuacji, by jedna organizacja kontrolowała komunikację miliardów. Narzędzia o niespotykanym potencjale manipulacyjnym użytkowników, coraz bardziej zachłanne.

Złudzenie prywatnej i wygodnej codzienności, polega na tym, że: zainstalowałeś aplikacje lub posługujesz się messengerem? Odbiłeś właśnie kartę w komunikacji miejskiej? Zapłaciłeś telefonem lub kartą w sklepie? Świetnie, właśnie padłeś ofiarą firm handlujących danymi, lub innym zainteresowanym Tobą organizacjom. Integracja danych i usług powoduje, że w jednym miejscu gromadzone są informacje na temat zwyczajów, upodobań i wydatków. Kto wie, może już pewne informacje zostały zhakowane i będą przez kogoś wykorzystane w przyszłości, i już nic nie można z tym zrobić. Kult masowej głupoty urósł do rangi wspaniałej cnoty. Potrzeba udowadniania, że się istnieje, jest już skrajnie nużąca. Rejestrowanie każdego fragmentu życia i siebie w roli głównej, przerodziła się w jakąś obsesje. Nie idzie już zrozumieć, z jak wielką miłością do siebie ludzie się fotografują.

Zdaje się, że to nie my używamy technologii, tylko ona nas. Inteligentne domy i zintegrowane z nimi urządzenia już przesyłają dane na temat: kiedy śpisz, kiedy się budzisz, kiedy i gdzie, ile czasu przebywasz i co aktualnie robisz. Już niedługo domowe wi-fi pozwoli na zeskanowanie mieszkania, bez żadnej świadomości lokatorów, oraz na swobodną rejestracje np. rozmowy telefonicznej.

Nie ma już i nie będzie możliwości odejścia od pewnego postępu, wręcz trzeba z nim iść. Nie chodzi też o to, by z pewnych udogodnień nie korzystać. Należy jednak używać ich ze świadomością i odpowiednim podejściem, które może być uznane dziś za ekscentryzm. Technologie, które opracowano by ułatwiły nam życie, przyczyniają się jednocześnie do naszej zguby. Kontrolując każdy aspekt naszego życia przestajemy mieć na nie wpływ. Nie pozwólmy się okradać, choć można z tym tak żyć, ale czy warto tak żyć?

Na ten temat można przedstawić słowa pewnego „informatyka”: „…widzę IP twojego kompa i wiem jakiej strony szukasz. Nie wiem, jaką masz przeglądarkę, bo jeden z zainstalowanych dodatków to utrudnia. Ale widzę na jaką stronę właśnie wszedłeś i co na niej robisz. Gdybyś się na niej zalogował, mógłbym skopiować ciasteczko i podszyć się pod ciebie. Jeśli zaczniesz ściągać plik, nie tylko będę widział jego treść, ale w odpowiedniej ilości czasu, będę mógł podmienić zawartość. Mogę też wrzucić do tymczasowej pamięci twojej przeglądarki kompromitujące materiały…”.

„…żyjemy w czasach, które są opowieścią idioty…”  Z.Herbert

 

19 Mar 2019

Przesądy

Każda z epok w dziejach trzyma się swoich mitów i przesądów, najczęściej nie znając ich pochodzenia. Relikty przeszłości i zapomniane obyczaje starych kultur do dziś świetnie się trzymają w swej pierwotnej wersji. Źródła podają taką definicję: Przesąd – bezpodstawna, uparcie żywiona i niewrażliwa na argumentację wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego, między danymi zdarzeniami. Wypływać może ona ze stereotypów zakorzenionych w kulturze i tradycji. Jest pozbawiona racjonalnych podstaw i niemożliwa do weryfikacji. Oraz pokrewna definicja: Zabobon – (od „bobomienie”) tj. niewyraźny bełkot wróżbitów podczas odprawianych rytuałów.

Źródłem i treścią przesądów jest najczęściej obawa i brak zrozumienia wobec zjawisk niemających nic wspólnego z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Generując absurdalne poglądy przyczyniające się do spustoszenia w umyśle, narażamy się na niedorzeczność. Ponieważ nie potrafimy przewidywać zdarzeń losowych, doszukujemy się fałszywych korelacji i wiązania pewnych sygnałów z podejmowanymi decyzjami. Jeśli kilka razy się potwierdzą, działamy znów na zasadzie odruchu. Potem często przychodzi rozczarowanie, bo przecież zrobiliśmy jak trzeba, a nie zadziałało. To jest pozostałość po przestarzałym systemie wierzeń i tzw. przyczynowość odwrotna.

Doktryna scjentystyczna w tym temacie mówi o tym, że „samospełniająca się przepowiednia”, jest zjawiskiem myśli i zachowania podświadomie wpływającym na zdarzenie: „Nie zauważyć, że jakaś przyczyna wywołuje określony skutek” oraz „Doszukać się jakiejś przyczyny, która wcale nie wpływa na skutek”. Np. <Dziś jest piątek 13go i na pewno zdarzy się coś złego>. Idąc tym torem myśli, skupiamy się nad tym tak, że z pewnością coś się przytrafić może złego. To jest właśnie konsekwencja: myśl – zdarzenie.

Teraz garstka skrótowych przykładów, mocno osadzonych i popularnych w różnych kulturach.

Czarny kot. Przebiegający kot, o w pełni czarnej sierści kojarzył się z pradawną złą magią i asystentem czarownic. Nic bardziej błędnego. Kot jako zwierz dostojny, inteligentny i nad wyraz tajemniczy, był już czczony w dawnym Egipcie. To na podstawie jego natury był stworzony „Mit oka słońca”, który przynosił dualizm szczęścia i dobrobytu. W nowożytnym rozumieniu, gdy czerń (czyli negatyw) przecina drogę, tworzy coś na kształt krzyża, czyli nieszczęścia. Biedne czarne koty 🙂

Kichanie i ziewanie. Poprzez otwory ogólnodostępne ciała, mogły wedrzeć się choroby, dlatego mówi się: „na zdrowie”.

Przechodzenie pod drabiną. W dawnych wiekach asystenci katów wchodzili na drabiny, by zdejmować ciała wisielców z szubienicy. Przechodzenie pod ich drabinami podobno zwiastowało nieszczęście, bo kojarzyło się z zetknięciem ze śmiercią. Z kolei fragment liny po wisielcu przynosił szczęście.

Podział partii ciała na planety. Każda pseudonauka wiązała się ze swoim odpowiednikiem. W tym wypadku astrologia i jej pochodne, były przeciwne astronomii.

Liczba „7”. Uważana w wielu kulturach za szczęśliwą. Wynika z nie tak dalekich wieków, w których uważano, że siódme dziecko ma ponadprzeciętne zdolności różnego rodzaju.

Otwarty parasol w pomieszczeniu. Parasol swoją pierwotną funkcją, miał zasłaniać przed słońcem. Dopiero potem spełnił swoją rolę jako osłona przed deszczem. W dawnych kulturach, gdy czczono słońce, zasłanianie się przed nim w cieniu zakrawało na bluźnierstwo. I stąd, z ang. umbrella, z łac. umbra, tzn.cień.

Piątek 13tego. Zgodnie z legendą, kapitan Piątek (zuch i marynarz), nie pozostawił złotej monety pod masztem w nowo wybudowanym żaglowcu. W dodatku nie zawiązał czerwonej tasiemki na pierwszym gwoździu wbitym w deskę kadłuba. Po wypłynięciu cała załoga zginęła. Jak się okazało, w skutek nieprzewidzianej pogody. Liczba „13” także była brana pod uwagę jako zły omen z powodu: trzynastu śmierci starożytnych bóstw, będących trzynastymi z kolei. Także według mitologii chrześcijańskiej, 13ty gość ostatniej wieczerzy był wątpliwej reputacji i marnie skończył.

Otwarte okna, kwiaty i magnesy. Szpitale się zliberalizowały i unowocześniły, ale kiedyś wierzono, że nie można zostawiać na noc okien otwartych, bo zło wlatuje. Podobnie było z kwiatami, że wysysają energię 🙂 Magnesy kładziono pod chorego, że niby przyciągają złowrogie fluidy. Na szczęście, zaniechano tych zabobonnych praktyk, a kwiatów i tak się już nie przynosi ze względów sanitarnych.

Pieczenie uszu i cofanie się do domu, by przysiąść. Na zmianę ciśnienia i lub temperaturę ma wpływ mnóstwo czynników fizjologicznych, a nie to, że ktoś nas obgaduje. I tak nas ktoś obgada bez względu na okoliczności. Natomiast kompletną bzdurą jest to, że po cofnięciu się do domu „bo czegoś zapomniano” trzeba przysiąść. Można spocząć gdy trzeba chwilę odetchnąć.

Biżuteria. Wszelkie ludy zabezpieczały się biżuterią we wszystkich możliwych otworach ciała. Cała ta maskarada przerodziła się we wspaniały biznes i modę na ozdoby. Kolczyki, kółka, świecidełka, miały przynosić szczęście. Koło było i jest symbolem jedności i wieczności jako znak bezpiecznego, nierozerwalnego okręgu. Pierścionek zaręczynowy, czy obrączka ślubna miały być znakiem trwałości.

Lustro. Własne odbicie w lustrze jest subiektywne. Natomiast stłuczenie go, to tak, jakbyśmy uszkodzili samego siebie. A dlaczego akurat siedem lat nieszczęść, skoro siódemka to przecież szczęśliwa liczba? Otóż Rzymianie wierzyli w siedmioletni cykl ludzkiej egzystencji (następowała wtedy odnowa ciała, zwiększenie witalności itp.). Zniszczenie wizerunku oznaczało zaburzenie tego cyklu. Dziś według psychologów, co 7 do 10 lat, w nas samych zachodzi zmiana mentalna.

Łóżko. Wstawanie lewą nogą wynika z tego, że po prostu łóżko jest tak ustawione. Według nauki feng shui, mamy spać w pozycji północ – południe. Inne przekazy mówią o tym, żeby łózko stało zgodnie z ułożeniem desek w parkiecie czy paneli i by zaczynać dzień wstając na prawą stronę. Niegdyś wszystko co lewe było negatywne, a co prawe pozytywne. Np. żaden rybak nie cumował swej łajby lewą burtą, a na osoby leworęczne patrzono jak na dziwolągi.

Krzyż. W sztuce sakralnej pojawił się w roku 600 n.e. Kościół katolicki przywłaszczył sobie symbol, jak wiele innych, kierując się chęcią zawłaszczenia wszystkiego, co najcenniejsze w dorobku ludzkości, jakby to zawsze do niego należało. Pierwsi chrześcijanie uznawali <symbol> za pogański i nie tolerowali go. Potem upowszechniło się jako narzędzie tortur. Wszelkie symbole, w jakiejkolwiek sztuce, miały znamiona w kształcie „T”. To jest tzw. krzyż „Tau”, który wywodzi się od Druidów i treści związanych z urodzajem.

Sowa. Na temat ptaków narosło pełno przesądów i mitów. Nie tylko drapieżniki nocne były silnie powiązane z negatywnymi siłami, ale także np. kruki czy lelki kozodoje. Sowa była symbolem nieszczęścia, a dopiero potem mądrości. Natomiast w kulturach dalekiego wschodu, miała opinię ptaka przynoszącego szczęście, a jej wizerunek na dachach domów miał chronić budynki przed pożarami.

Przesądy funkcjonują przede wszystkim jako zewnętrzne wyrazy napięć, lęków i przypadkowych koincydencji. Największym ich źródłem była i jest religia.

Bibliografia: Peter Lorie „Przesądy”, Piotr Kowalski – Leksykon Znaki Świata „Omen, przesąd, znaczenie”

08 Lut 2019

Zwierz też…

Weszliśmy w niebezpieczną fazę antropocentryzmu, w której wydaje nam się, że wszystko wolno. Jaki jest bezmiar cierpienia, które jest udziałem zwierząt hodowlanych i używanych do badań naukowych? Niby sprawa jest prosta, co wolno, a co nie. Wymierzony psu lub kotu klaps jest dopuszczalny, ale kopniak już nie. Oddanie do schroniska jest ok, ale wyrzucenie na ulicę, to już nikczemność. W cywilizowanym świecie, ustawy przewidują karę za zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom, ale ma się na myśli najczęściej zwierzęta domowe.

Jeśli chodzi np. o króliki poddawane substancją chemicznym lub małpy, gdy przykręca się im głowy, w stabilizatorach śrubami do czaszki, robi „na żywca” trepanacje, by wstrzykiwać bezpośrednio substancje toksyczne do mózgu. Poddaje się gęsi tuczeniu wątroby lub przeszczepia się całe partie ciała, z jednego organizmu do drugiego. Czy to jest legalne? No tak. Czy to jest etyczne? No właśnie…

Można stwierdzić, że cierpienie jednych kosztem drugich jest konieczne, byśmy byli zdrowi, mieli co jeść, a także żeby wygodniej nam się żyło. Czy to dostateczne usprawiedliwienie tego, co wyrządzamy, istotom innego gatunku? Może jednak eksperymenty na ludziach i dla ludzi dałyby coś więcej, niż się zdaje (tak jak robiono to w ośrodkach doświadczalnych np. w czasie wojny). Dajmy na to przykład odwrotny. Fantazja z pogranicza s-f. Załóżmy, że istnieje gdzieś tzw. świat równoległy, rządzący się zupełnie innymi prawami. I w tym świecie dominują np. mięsożerne, antropo-podobne  zające, które uważają gatunek ludzki za pożywienie, lub przerabiają pozyskane części jako trofea lub ozdoby.  Już na samą myśl, wyobrażenie o tym, jak istoty ludzkie są uśmiercane, wiszą na hakach w rzeźni, i są odsączane z krwi, a ich mięso jest dzielone na kategorie do spożycia, budzi oburzenie. No właśnie…

„Z reguły tzw. religijni filozofowie, odeszli od charakterystycznej dla filozofii, natury równorzędności istot żyjących. Zastąpili ją usankcjonowaną hierarchią, za sprawą łaski, umieszczając człowieka na szczycie łańcucha pokarmowego. Skłaniali się do myśli o panowaniu nad zwierzętami, ale o sznyclach, czy ozorkach nie było w źródłach mowy”. [Iris Radisch, Die Zeit (redaktorka zbioru eseju o zwierzętach)]

Szowinizm gatunkowy zakłada, że już sama przynależność do homo-sapiens, uprawnia nas do stanowienia wyższości naszego gatunku przed innymi. Że istnieją etycznie istotne różnice między istotami ludzkimi i innymi zwierzętami, które upoważniają nas do przedkładania ludzkich interesów przed innymi. Skrajnym przykładem może być samoobrona przed drapieżnikiem (najczęściej w „dzikich” krajach) lub kulturowo uwarunkowane zdobycie „pożywienia”. Uogólniając, jesteśmy najbardziej brutalną istotą w ekosystemie. Polowanie może być usprawiedliwione, jeśli to nie stanowi pseudo rozrywki.

Zarzut, że odrzucenie szowinizmu gatunkowego oznaczać by musiało, że życie muchy lub bakterii, mamy cenić tak samo jak życie człowieka, sprowadza się do tego, że nie ma innego wyboru, jak traktowanie w pełni równolegle wszelkiego stworzenia. Czy to nie absurd? Jednak równe, nie jest jednoznaczne z jednakowym. Ciekawostką z antropologii jest to, że jeśli bylibyśmy „od zawsze” nauczeni jedzenia mięsa, to nasz układ zębowy byłby zupełnie inaczej zbudowany. Dodatkowo, jeżeli jedlibyśmy stale mięso, to skończyłoby się podobnie jak w zamierzchłych czasach: Ktoś, kto dożywał 40tki (cudem 50tki lub 60tki, był fenomenem= starcem), był już na skraju wyczerpania. Umierano z powodu, np: nadciśnienia, zatorów, cholesterolu, zawałów, udarów, niewydolności rożnego typu, dny moczanowej, zwyrodnienia stawów, itp. itd. Dieta opierała się zazwyczaj na pokarmach pochodzenia zwierzęcego.

Mając odrobinę wolnej woli i przede wszystkim świadomości, można zredukować przyzwyczajenia żywieniowe. Na czyją stronę przechylić szalę? Czy to my bardziej będziemy cierpieć z powodu niezaspokojenia smaku, apetytu? Czy też zwierzak żyjący w metalowym ogrodzeniu, na betonowej podłodze? Wykastrowany, bez zębów, które usunięto bez znieczulenia, kończący nędzny żywot po ciosie kołkiem w głowę?

Hodowla zwierząt jest pełna przemocy. Nawet na ekologicznych farmach, patrzy się na zwierzęta przez pryzmat opłacalności. Na tych wielkich, gdzie zwierzęta cierpią najbardziej, dochodzi oprócz warunków życia, skrajne okrucieństwo. Tymczasem konsument jest przekonany, że zwierzęta wiodą beztroski żywot. Rysunki i grafiki na opakowaniach wędlin, czy piękne reklamy, oddają może realia XIX-wiecznej wsi, ale z pewnością nie zindustrializowanego przemysłu śmierci…

Sugerowałem się przemyśleniami w oparciu o własne doświadczenia, teksty z prasy, a także książką: „W obronie zwierząt”, Peter Singer, we współpracy: Jan Głowiczower.

04 Lut 2019

Wrażenia ekstremalne

Wspinaczka, skialpinizm, snowboarding, skoki na bungee, spadochroniarstwo, paralotniarstwo, nurkowanie, spadanie swobodne i wiele innych. Dodatnie i ujemne przeciążenia fizyczne ciała. Potrzeba adrenaliny w odskoczni od codziennej rutyny, jest dla wielu spełnieniem, by nie zatracić się w monotonii życiowej. Poszukiwanie doznań, potrzeba zwiększonej stymulacji, dobrostan poprzez dostarczanie różnych bodźców. Są to składowe, które powodują wyzwolenie niesamowitych ilości endorfin.

Jak wiemy, podstawowym motorem unikania lub pożądania niecodziennych doświadczeń, jest poziom dopaminy wytwarzanej przez neurony, która zmusza do poszukiwania przyjemnych odczuć. Może to być jedzenie, odpoczynek, forma twórczości lub seks, oraz wiele innych czynników, jak kto woli. Potrzebujący mocniejszych wrażeń, mają nieustannie podwyższony poziom dopaminy, dlatego wszelkie przekraczanie granic nie jest dla nich problemem, a wręcz napędza cały czas do działania w jakimś stopniu ryzyka.

Osoby poddające się kontrolowanemu, większemu wpływowi adrenaliny są odporniejsze na stres, mają większe poczucie szczęścia (przez tzw. strach kontrolowany), radość, spełnienie i ekscytację. Są odważniejsze, aktywniejsze. Ich zmysły pracują znacznie lepiej. Ich mózg wytwarza ogromne ilości dopamin i endorfin, czyli hormonów szczęścia. Poza przeżyciami niesportowymi, można by wymienić prozaiczne kwestie, jakimi są także np. oglądanie horrorów lub thrillerów. To nie są realne zagrożenia i działają chwilowo. Na pewne rzeczy z czasem się uodparniamy i nie robi to na nas specjalnego wrażenia. Z wiekiem, zapotrzebowanie na adrenalinę spada. Pewne sprawy zwyczajnie nas już nie ruszają emocjonalnie.

Generalnie krzywdzącym stereotypem jest nazywanie poszukiwaczy wrażeń szaleńcami. Uczucia jakich doznają i potrzebują, trudno nawet opisać. To tak, jakby spróbować opisywać lub zdefiniować jednolicie miłość. To są indywidualne, głębokie, osobiste kwestie.

25 Sty 2019

Świadomość ekologiczna i nie tylko

Każda czynność, zarówno kiedyś, jak i dziś, przyczynia się do oddziaływania na naszą planetę. A co za tym idzie-życie. Jeśli ludzkość nie opamięta się w swoich działaniach, sama siebie unicestwi. Obserwacja wydarzeń globalnych i dzieło zniszczenia osiągnęło taki stan, iż znaleźliśmy się nad przepaścią. Katastrofa jest nieunikniona. Świat znajduje się w schyłkowej fazie epoki nieprzerwanego wzrostu, rozbuchanej konsumpcji i zużycia zasobów naturalnych. Narasta świadomość, że nasz obecny model życia, nie tylko w sensie materialnym, lecz także etycznym, jest nie do utrzymania.

Zawłaszczanie zasobów naturalnych postępuje w zastraszającym tempie. Kwestie takie jak: klimat, pieniądz, plastik, energia, woda, powietrze, konflikty zbrojne i demografia, stawiają nas -homo sapiens- pod wielkim znakiem zapytania. Jeśli ważne są tylko tabele zysków i strat? Jeśli najistotniejsze są  inwestycje w zbrojenia, a nie w ratowanie naszego otoczenia? Jeśli konsumpcja materialna osiągnęła już takie apogeum, że nie ma innego odnośnika? To dokąd my zmierzamy? Czy pęd tego szalonego pociągu ktoś zatrzyma? Masa się gromadzi i staje się ciężarem, a ciężar zaczyna się wylewać. Takie ma nasz gatunek ciśnienie i podejście.

Oprócz wspomnianych powyżej zawłaszczeń zasobów naturalnych, należy podkreślić przede wszystkim presję demograficzną. Większość społeczeństwa mentalnie jest tak skonstruowana, że widzi tylko swój świat zastany. Z pobudek instynktownych, kulturowych, bez celu i sensu, bez podstaw, rozmnażają się na potęgę. Bez pomyślunku, dla samej idei. Szczególnie dotyczy to tzw. krajów Trzeciego Świata, choć nie tylko… Bo przecież „My” oznacza grupę rodzinną, plemienną, klasową, a także państwową i kulturową. Ktoś, kiedyś wyraził takie zdanie: „…bo życie jest za długie, i ludzi jest za dużo”.

Migracje z powodów ekologicznych, humanitarnych, wojennych i religijnych. Karczowanie lasów, eksploatacja wód, traktowanie zwierząt jak przemysłowy produkt żywnościowy, produkcja śmieci, chemia w pożywieniu, niewłaściwe rozporządzanie pieniędzmi i bestialstwo ekonomiczne. Raporty i statystyki nie pozostawiają złudzeń, ale nikt o pewnych zależnościach głośno nie powie. Taki przykład, gdy chodziłoby o przestrzeń życiową: jeśli zamknie się w ciasnym pomieszczeniu, powiedzmy, cztery osobniki, to one w miarę ograniczonej przestrzeni postarają się tą przestrzenią współdzielić. Jeśli do tych czterech, na ta samą przestrzeń wpuści się kolejne kilka osobników, to naturalnie powstanie konflikt na śmierć i życie. Wniosek z tego jest taki, że gdy kurczą się przestrzenie ziem i zasobów (z różnorakich względów), to prędzej czy później dojdzie do wojny.

Świadomość i niż intelektualny współczesnego człowieka, stanowi jedynie pochwalenie się zakupem maseczki antysmogowej i fotką <eko> na portalu społecznościowym. Tymczasem należy zacząć od prozaicznych rzeczy:

-Plastik- pewne produkty nie mają innej formy opakowania. Jeśli nie masz na to wpływu, sortuj je w odpadach. Na segregowanym plastiku idzie zaoszczędzić. Przetwórnie przerobią je na kolejne kubeczki do jogurtów lub np. akcesoria medyczne, odzież. Segreguj odpady.

-Jedzenie- nie kupuj na zapas. Chyba, że są to produkty konserwowe i tzw. suche. Można je długo przetrzymywać. Data ważności na produkcie tak naprawdę nie oznacza, że już jest niezdatny do spożycia. Otwórz, oceń zmysłami.

-Samochód- wygodnie jest wszędzie jeździć autem bez ograniczeń, ale przemyśl to. Jak masz wyskoczyć na niedaleką odległość. Zabierz ludzi w tym samym kierunku, ograniczcie emisje spalin. Wygodne księżniczki nie muszą być podwożone 1km bo np. pada 🙂

-Mięso- większy % produktów mięsnych trafia do kosza, a ten przemysł na ogromną skalę generuje wszystkie negatywne skutki związane z jakością i oszukiwaniem konsumentów, etyką i zanieczyszczeniem środowiska. Jedz jeśli musisz na bieżąco. Najzdrowiej zrezygnować z mięsa 🙂

-Papier- jeśli czytasz gazety, segreguj je na utylizacje, do kosza oznaczonego <papier>. Masz stary kalendarz? Potnij go na fragmenty, będzie ci służył jako notes, i kilka razy możesz go zapisać. Nigdy nie zgniataj kartek, to może być notesik. Jeśli już wyrzucasz, pamiętaj o segregacji.

-Ubrania- nie utylizuj tego, co już może być niemodne, oddaj te rzeczy dla potrzebujących. Jeśli już rozmiary czy gust się nie zgadzają, pamiętaj: ktoś może bardzo potrzebować ciuchów, a naprawdę fajne rarytasy można znaleźć w sklepach z odzieżą używaną tzw. lumpeksach.

-Olej palmowy- nie dość, że jest niezdrowy to przyczynia się do karczowania lasów pod uprawy. Zasada jest prosta: unikasz danego produktu, produkt nie schodzi, nie jest kupowany, ograniczają jego sprzedaż. Czytaj etykiety.

-Ogranicz konsumpcję i zakupy- nie ma już prestiżu w tym, że robisz zakupy na zasadzie: pełne siaty=pełny wózek. Dobieraj mądrze i waż siły na zamiary.

-Nie kupuj śmieci- konsumujemy różne przetworzone żarcie, zwróćmy uwagę na skład na etykiecie. Tzw. „śmieciowe żarcie” jest dozwolone ale od czasu do czasu. Nie kupujmy lub nie ozdabiajmy się także śmieciami-bibelotami. Jeśli już tak jest, to stwórzmy z nich jakąś kolekcję, pamiątki, hobby.

-Oszczędzaj ogrzewanie i prąd- nie ma cię w domu, nie zostawiaj włączonych kaloryferów czy pieca. Zimno to zdrowie, potem nagrzejesz. Jeśli jesteś w jednym pomieszczeniu, to nie zostawiaj światła w drugim. Żarówki energooszczędne wbrew pozorom nie są ekologiczne po zużyciu.

-Zrezygnuj z węgla- jeśli to możliwe, to zrezygnuj z węgla. Węgiel kamienny to trochę wybryk natury. Polegaj na innych technologiach grzewczych.

-Unikaj jednorazówek- wszelkie kubeczki, talerzyki, słomki, widelczyki itp. itd. są zmorą ekologii. Dotyczy to też np. golarek, zapalniczek, naczyń wszelakich. Golarkę używaj kilkakrotnie, wbrew pozorom ostrza tak szybko się nie tępią. Jeśli używasz zapalniczki, ma ona zaworek napełniania gazu, kup gaz w butelce. Zapalniczka posłuży tobie wiele razy napełniając ją, a jak gaz w butli się skończy, to oddaj na złom. Za kilka takich metalowych pojemników możesz sobie kupić jakieś pieczywo.

-Nic nie wyrzucaj bezmyślnie- przebierz na zasadzie surowców wtórnych, pomyśl 3x zanim bezmyślnie usuniesz. To się komuś może przydać, albo coś z tego jeszcze idzie zrobić, dla dobra natury i nas wszystkich. Co się da metalowego, oddawaj na skup złomu. Potem huta to skupi i przerobi na nowe produkty. Nic się nie zmarnuje.

-Dbaj o drzewa i kwiaty- pomyśl o jakiejś roślince w domu, choć nie otaczaj się od razu buszem. Zaangażuj się w sadzenie drzewek, lub miej jakąś swoją ulubioną zieloną okolicę. Dbaj o widok drzew na swej drodze i otocz je szacunkiem.

-Oszczędzaj wodę- wbrew pozorom, spłukuj wodę nie po każdorazowym oddaniu moczu. Wiem, to brzmi fatalnie i nieestetycznie, ale zachowasz dzięki temu kilkadziesiąt spłukań rocznie, co przełoży się na opłaty i środowisko. Oszczędzaj na praniu, i tu też wbrew pozorom, pewne zachowania nadmiernie higieniczne wręcz szkodzą zdrowiu i mają odwrotny skutek. Mikroflory nie oszukasz. Bierz prysznic zamiast kąpieli w wannie, wodę z kranu filtruj zamiast kupować butelkową.

-Nie przesadzaj z kosmetykami- większość kosmetyków ma sztuczny skład chemiczny i jest testowana na zwierzakach. Polegaj na kosmetykach naturalnych, zapoznawaj się z etykietami i pomijając wywindowane walory lub pseudo-estetyczne moce, kierujmy się naturalnym biegiem rzeczy, zmianami kolei natury 🙂

-Szanuj produkty, oszczędzaj opakowania- nie chodzi o to, żeby być zbieraczem lub w okół siebie tworzyć bałagan. I ponownie można powtórzyć: Masz puszki po napojach lub konserwach? Spakuj je i wywieź na złom. Ty zarobisz kilka groszy, a i na nowy produkt będą one przeznaczone.

-Przede wszystkim wybierz szkło- szkło jest składową najbardziej naturalnych składników. Rozkłada się setki lat, ale odzyskiwane może służyć w nieskończoność. Wybieraj produkty w szkle, wymieniaj. Po umyciu jest w stałym obiegu i się nie niszczy. Można je przetapiać na dowolny cel.

W krajach skandynawskich maja na każdy produkt z wszelakiego tworzywa kaucje, w celu dalszego przetwarzania. Może trzeba brać z nich pod tym względem jakiś przykład. Zauważyłem też, że tam nie ma np. na chodnikach koszy na śmieci, a i tak jest porządek.

Może trzeba skorzystać z poniższych zasad:

1.Jeśli się da, kupować w sklepach z ekożywnością.

2.Nie jeść mięsa z masowej hodowli.

3.Jeść najwyżej 10% ilości ryb, mięsa i produktów mlecznych od dotychczasowych ilości.

4.Nie kupować produktów skórno-futrzarskich.

„Żyjemy wśród roztrzaskującego się świata. Pośród upadku i straszliwej niewydolności wszystkich istniejących systemów: politycznych, społecznych, religijnych, moralnych, ekonomicznych, ekologicznych. Wczoraj już jest przeszłością, a jutro tak niepewne jak nigdy dotąd.”

„Samo bezmyślne rozmnażanie się jest bliskie idei postępującego raka”.

 

 

21 Gru 2018

Nocne sumienie słów

Kolejna data, kolejny rok. Czas zadumy nad tym, co minęło, i nad tym co będzie. Czas przemyśleń przy płomieniu świecy i kubku mocnej kawy. Szczęśliwe dni warte pamięci, do których się uśmiechamy, a także rozważenie błędów, które popełniliśmy. Pokrzepiamy się myślą, że jednak gdzieś zmierzamy, coś zostawiamy za sobą, a co innego czeka nas w dalszej drodze.

W ramach tego typu refleksji, chciałbym przedstawić na chwilę obecną niektóre myśli dwóch wybranych filozofów.

Marek Aureliusz (stoicyzm)

„To nie ubóstwo nas nęka, tylko pragnienie bogactwa.”

„Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje.”

„Jak wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli (…)”

„Zastanów się, o ile częściej cierpisz z powodu swego gniewu i żalu, niż z powodu rzeczy, które wprawiają cię w gniew i żal.”

„Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi.”

„Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat tysiąc. Los wisi nad tobą, dopóki żyjesz, dopóty można, bądź dobry.”

„Skromnie przyjmować, spokojnie tracić.”

„Również umieranie jest jednym z naszych życiowych zadań.”

 

Leszek Kołakowski

„Po pierwsze przyjaciele.”

„Chcieć niezbyt wiele.”

„Wyzwolić się z kultu młodości.”

„Cieszyć się pięknem.”

„Nie dbać o sławę.”

„Wyzbyć się pożądliwości.”

„Nie mieć pretensji do świata.”

„Mierzyć siebie swoją własną miarą.”

„Zrozumieć swój świat.”

„Nie pouczać.”

„Iść na kompromisy ze sobą i światem.”

„Godzić się na miernotę życia.”

„Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.”

„Z zasady ufać ludziom.”

„Nie skarżyć się na życie.”

„Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.”

 

© 2019 Adam Kucz. Wszystkie prawa zastrzeżone.